Podróżne Opowieści

Borobudur

Yogyakarta to świetne miejsce wypadowe do największej świątyni Buddyjskiej na świecie – Borobudur oraz przepięknego kompleksu świątyń hinduskich – Prambanan.  Jako jedno z najbardziej turystycznych miast na Jawie, oferuje całe mnóstwo tanich i bardzo dobrych noclegów, dlatego zatrzymaliśmy się tutaj na 3 noce. Znaleźliśmy nocleg (Dewi Homestay) w cenie 130 000 IDR (ok. 39zł) w pięknym i czystym hotelu, z uroczym ogródkiem, pysznym śniadaniem w cenie i bardzo stylowym wnętrzem, a do tego w samym centrum miasta. Yogyakarta określana jest przez miejscowych jako miasto artystyczne, choć według nas bardziej pasuje określenie – miasto deszczowe. Pora deszczowa trwa tu ponoć ponad pół roku. Nie wiem czy tak jest zawsze, czy to był przypadek, ale kiedy my tam byliśmy, poranki zawsze były ładne, deszczu można się za to było spodziewać każdego popołudnia i wieczoru. Co do samego miasta, to nie zrobiło na nas szczególnego wrażenia, ale tak już z nami jest, że w miastach najbardziej lubimy wypady za miasto 🙂

Ale jest też coś co w miastach uwielbiamy – uliczne jedzenie 🙂 W naszej podróży najczęściej stołujemy się w małych knajpkach i ulicznych stoiskach, gdzie o dobrym jedzeniu świadczy kolejka mieszkańców. Często w takich miejscach znajdujemy małe perełki kulinarne. I właśnie jedną z nich znaleźliśmy w Yogyakarcie – lokalne „krokiety” w cenie 3 000 IDR (ok. 90 gr) za jednego – niebo w gębie. Tak mi zasmakowały (Łukasz), że wracałem tutaj kilka razy, a rekordem było czekanie na swoją porcję ponad 20 minut!

Niebo w gębie

Niebo w gębie

Wracając do okolic Yogyakarty, to po szczegółowej analizie sytuacji zdecydowaliśmy, że najlepszym sposobem na zwiedzenie świątyń jest wynajem skuteru. Ta przyjemność kosztowała nas 70 000 IDR (21zł) + paliwo ok. 7 000/l IDR. Jako że skuter dostaje się na 24 godziny, wypożyczyliśmy go po południu, od razu udając się na zwiedzanie Prambanan (ok. 18km), a następnego dnia nad ranem o 3.30 wyruszyliśmy na wschód słońca do Borobudur (ok. 45km). Dzięki temu zaoszczędziliśmy całe mnóstwo pieniędzy, bo jedyny inny sposób dostania się w środku nocy do świątyni to wykup wycieczki w cenie ok. 100 000 IDR/os, co pokrywało tylko transport. Oczywiście można by zostać w Borobudur na noc, dzięki czemu na wschód słońca można przydreptać sobie na pieszo, ale my nie widzieliśmy w tym większego sensu. Do obu świątyń można tez oczywiście dojechać transportem publicznym, to byłaby najtańsza opcja, ale o wschodzie słońca można wtedy zapomnieć.

Do Prambanan wybraliśmy się po południu, trafiliśmy więc na konkretną ulewę. Nie mieliśmy jednak wyjścia –  albo jedziemy oglądać świątynie hinduistyczne teraz, albo nigdy. Rozwiązanie było proste, deszczówki na siebie i w drogę 🙂 Po 5 minutach nie mieliśmy na sobie niczego suchego, na szczęście było ciepło. Gdy dojechaliśmy do Prambanan deszcz nie przestawał padać, a do tego przyszła mgła. Wydawać 250 000 IDR/os żeby spacerować w deszczu przy niedużej widoczności? Zdecydowaliśmy, że odpuszczamy główny kompleks świątyń i zahaczymy motorkiem o mniejsze świątynie, które rozrzucone są dookoła. I tak zamiast jednej „olbrzymiej” świątyni zobaczyliśmy 5 mniejszych, do których koszt wstępu był raczej symboliczny. Nie są może tak okazałe jak ta główna, ale równie tajemnicze i piękne.

W czasie deszczu dzieci się nie nudzą :)

W czasie deszczu dzieci się nie nudzą 🙂

Jedna ze światyń w pobliżu Prambanan

Jedna ze światyń w pobliżu Prambanan

Do Borobudur wyjechaliśmy z Yogji o 3.30 w nocy. Odległość która nas dzieliła to ponad 40 km i woleliśmy być kilka minut wcześniej niż później. Wschód Słońca można podziwiać tutaj w dwóch miejscach – w samej świątyni (niestety cena biletu wejściowego w godzinach wschodu słońca jest znacznie wyższa niż normalnie – ok. 380 000 IDR/os, zamiast 280 000 IDR/os ) lub na górze zlokalizowanej niedaleko świątyni (30 000 IDR/os). Patrząc na to z perspektywy czasu, zdecydowanie polecam mimo wszystko wersję pierwszą. Choć pobliska góra zapewnia bardzo ładny widok o wschodzie słońca, to nie może się on równać z tym wewnątrz świątyni. Nam jednak przydarzyło się tego ranka coś nieplanowanego, co skutecznie pokrzyżowało nasze plany :/

Droga do Borobudur była dość dobra, a o tej porze nocy ruch był mały. Co jakiś czas kontrolowaliśmy czas i wyglądało na to, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Już cieszyliśmy się, że się nam udało, oczami wyobraźni widzieliśmy piękny wschód słońca, gdy nagle złapaliśmy laczka – straciliśmy powietrze w tylnym kole! I to 7 km od celu! Godzina 4.50 nad ranem –  cicho, ciemno, a my utknęliśmy w polu. No trudno, nie pozostaje nam nic innego jak pokonać ostatnie kilometry na pieszo, prowadząc motor. Po ok. 1 km doszliśmy jednak do małej wioski, gdzie przy jednym z domów stał pan z dzieckiem (o 5 rano ?!) Pokazaliśmy na przebitą oponę, ten podrapał się po głowie i wydukał po angielsku żebyśmy chwilę poczekali, po czym zaczął dobijać się do drzwi sąsiada. I tak po 5 minutach powitał nas lokalny wulkanizator 🙂

Nasz wybawca o 5 rano!

Nasz wybawca o 5 rano!

Po 20 minutach opona była naprawiona, a nasz wybawca za naprawę o 5 rano wziął tylko 10 000 IDR! (ok. 3 zł). Z tego szczęścia daliśmy mu napiwek i czym prędzej pomknęliśmy do naszego celu. Wiedzieliśmy, że na wschód Słońca się spóźnimy, dlatego zmieniliśmy plan i pojechaliśmy na wzgórze, z nadzieją załapania się na ostatnie chwile ładnych widoków. Biegnąc na szczyt góry, mijaliśmy turystów którzy już wracali na dół. Spóźniliśmy się w sumie jakieś 20 minut, ale widok i tak był niczego sobie;)

Nie ma wschodu Słońca, ale i tak jest ładnie

Nie ma wschodu Słońca, ale i tak jest ładnie

Do Borobudur dotarliśmy ok. 7.30. Okazało się że to idealna pora, bo tłumy turystów, które były tam na wschodzie słońca już się rozeszły, jest więc spokojnie i pusto, a słońce nie grzeje jeszcze mocno. Świątynia otoczona jest pięknym, bardzo zadbanym parkiem w którym z głośników leci uspokajająca i nastrajająca muzyka.

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Sama świątynia jest ogromna, zbudowana w formie piramidy na której szczycie mieszczą się pomniki – dzwony z ukrytym buddą w środku. Ale nie ma co tu opisywać, wystarczy spojrzeć na zdjęcia i wiadomo, że to jest jedno z tych miejsc, które trzeba zobaczyć 🙂

DSC04920

Na szczycie świątyni

DSC04939

Na szczycie świątyni

Całkiem ciekawa jest też droga prowadząca do wyjścia. Turystów prowadzi się bowiem naokoło, przez stragany z pamiątkami i wszystkim co kiedykolwiek zostało w tym kraju wyprodukowane. Co chwilę słychać nawoływania do kupna magnesików, koszulek, obrazów, itp. W Indonezji, a raczej całej Azji południowo-wschodniej, normą jest, że sprzedawcy podają zawyżone ceny, ale zaraz dodają, że mogą zaproponować specjalnie dla nas super rabat 🙂 Hitem są osoby, które same z sobą prowadzą konwersację. Nikt z przechodzących turystów co prawda nie reaguje na to co mówią, ale zbytnio się tym nie przejmują. A wygląda to tak:

– Super chusta, najlepszy materiał, specjalnie dla ciebie za 50! Ok. nie ma problemu, mogę zaproponować świetny rabat, za 40 jest twoja. Można sobie wybrać dowolny kolor! Ok moje ostatnie słowo to 30! OK? OK! No przecież jest OK, wracaj!

Zdecydowanie nie można się nudzić 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *