Podróżne Opowieści

Delta Mekongu

Choć przekraczanie granic od kilku miesięcy jest dla nas codziennością, nadal nie możemy nadziwić się ich fenomenem. No bo jak to możliwe, że stoisz pośrodku wyschniętych na wiór pól uprawnych w Kambodży, w powietrzu unosi się czerwony pył, który wchodzi dosłownie wszędzie, a słońce świeci z taką siłą, że masz wrażenie że zaraz stopi ci skórę na rękach. Po czym idziesz kilka metrów przekraczając granicę i z każdym kolejnym krokiem wchodzisz do zupełnie innej krainy. Zaczynają cię otaczać zielone pola ryżowe, a przyjemny lekki wietrzyk łagodzi piekące słońce. I tak z jednej strony granicy – sucha i wyschnięta Kambodża, a z drugiej piękny zielony Wietnam.  Od razu wiedzieliśmy, że Wietnam się nam spodoba 🙂

13181117_1183781291646025_871364380_n

Życie na południu Wietnamu kręci się wokół jednej z największych rzek na świecie – Mekong. Mieliśmy już wcześniej przyjemność podziwiać tą rzekę w Kambodży, a nawet żyjące w niej słodkowodne delfiny, jednak dopiero w Wietnamie delta Mekongu to coś spektakularnego. To dzięki tej rzece, ryż zbiera się tutaj nawet 3 razy do roku i podobno samo południe Wietnamu dostarcza więcej ryżu niż Japonia i Korea Południowa razem wzięte. Oprócz upraw ryżu miejscowi zajmują się tutaj rybołówstwem, a w każdej napotkanej wiosce można spotkać ludzi handlujących tym co udało im się złowić. Ale Mekong to nie tylko dostawca wody na pola ryżowe oraz nielimitowanej ilości ryb, ale praktycznie całe życie tutaj obraca się wokół tej rzeki. Ludzi mieszkają na wodzie w swoich pływających domkach, wody z rzeki używają do codziennych czynności takich jak gotowanie, pranie, mycie się, ale i również jako wielki śmietnik, do którego można wrzucić wszystko, a nurt zabierze to w kilka sekund.

DSC09600

Rzeka to też ważny kanał komunikacyjny w tej części świata, na wodzie transportowane są różne towary miedzy miastami, ale też na rzece ludzie handlują miedzy sobą różnymi produktami. I to właśnie pływające targi są tym co przyciąga tutaj najwięcej turystów. My również daliśmy się porwać Mekongowi:) A w zasadzie to była nas 4, bo dołączyły do nas nasze znajome z Polski – Natalia i Magda, które w tym czasie wybrały się na 2 tygodniowe wakacje do Kambodży i Wietnamu. Z dziewczynami spotkaliśmy się już przy ruinach Angkor Wat, następnie razem podziwialiśmy słodkowodne delfiny w okolicach Kratie, by znów się spotkać w delcie tej rzeki w Wietnamie. Plan był taki, że nasza dwójka wcześniej zorientuje się w terenie, tzn. jak to wygląda z pływającymi targami i rejsami łodzią, po czym dołączają do nas dziewczyny. Największym miastem w rejonie jest Cat Ba, gdzie w niedalekiej odległości mieszczą się dwa bardzo duże targi wodne, a ponadto krajobraz wszędzie poza miastem opisywany jest jako sielankowy – rzeka, pola i Wietnamczycy w ich śmiesznych trójkątnych kapelusikach 🙂 Jednak my postanowiliśmy sprawdzić inne miejsce – Cai Be, małe miasteczko ok. 7 km na północ od Cat Ba. Do miasteczka przywiózł nas Tung z żoną, bardzo sympatyczne wietnamskie małżeństwo, które od niedawna mieszka na południu kraju i póki co sami starają się poznawać nowe okolice.

DSC09495

Tak się złożyło że w Cai Be jeszcze nie byli, ani nawet nie słyszeli o tym miejscu, więc nie dość, że specjalnie nas tam przywieźli, to jeszcze postanowili przekonać się co tu jest takiego, że Polacy chcą tu przyjechać. Dlatego wykupili prywatny rejs łódką, na który nas zaprosili 🙂 Z tego co czytaliśmy, to znajduje się tam wart zobaczenia targ wodny. Niestety jest on tylko z rana, choć nasza pani przewodnik szła w zaparte że można go zobaczyć cały dzień. No to popłynęliśmy. Po pysznym obiedzie na malej wysepce podpłynęliśmy na plantacje gujawy, po czym udaliśmy się na rzekomy targ wodny. A raczej miejsce w którym on się odbywa wczesnym rankiem. O tej porze zobaczyliśmy 1 łódkę z owocami i 1 z ziemią (kupuje się ją np. do budowy domu). I to by było na tyle. Pani za to ze wszelkich sił pobudzała naszą wyobraźnię opisując z najmniejszymi szczegółami jak to wszystko wygląda z rana! A na pocieszenie kupiła nam na tej jednej jedynej łodzi po kokosie 🙂 Oj cieszyliśmy się, że nie musieliśmy za ten cyrk płacić. Zostaliśmy w wiosce na noc, po czym następnego dnia jak najszybciej pojechaliśmy stopem do Cat Ba. Czasami warto jednak słuchać tego co podpowiada Internet 😉 Do miasta dojechalismy w samo poludnie i gdy czekaliśmy na Magde i Natalie w umówionym miejscu, podszedł do nas miejscowy Pan i zaczal namawiac na rejs łodzią po rzece Mekong, z dwoma pływającymi targami po drodze. Grzecznie podziękowaliśmy, jednak to nie pomoglo. Męczył nas przed dobre pół godziny, na szczęście w końcu pojawily się dziewczyny, więc poszliśmy do hotelu. Targujemy się o cenę noclegu w recepcji hotelu, szczęśliwi że uwolniliśmy się od natręta, gdy nagle pojawia się znowu! Okazało się, że szedł za nami całą tą drogę! Cóż za wytrwałość 🙂 Jako że znacznie obniży początkową cenę, ostatecznie zgodziliśmy się na jego ofertę. Za rejs naszą prywatną łódką zapłaciliśmy 30 $, czyli 7,5 $/os. Wydawało się nam to całkiem sporą sumą, ale gdy następnego dnia wyszliśmy z łódki po 7 godzinach rejsu (!?) stwierdziliśmy, że chyba zrobiliśmy całkiem dobry interes 🙂

DSC09767

Rejs zaczęliśmy już o 5.00 rano i po niecałej godzinie dopłynęliśmy do pierwszego targu rzecznego. Bardzo fajnie to wszytko wyglądało, pełno małych łódeczek, a każda z nich handlowała czym innym, chociaż owoce i warzywa to 90% sprzedawanego asortymentu. Chcieliśmy kupić sobie śniadanko, ale nasza Pani sternik dała nam do zrozumienia, że na to przyjdzie czas później. No niech jej będzie, udało się nam chociaż kupić od przepływającej obok łodzi naszą ulubioną wietnamską kawę.

DSC09607

Kolejny targ rzeczny był trochę mniejszy choć równie urokliwy. Od jednej z wietnamskich turystek dowiedzieliśmy się, że te targi rozpoczynają się już o godzinie 2 w nocy (!?). I to wtedy między 2 a 5 odbywa się największy ruch i handel. A więc to wszystko co zobaczyliśmy, to tylko resztki. A mimo to i tak się nam podobało.

DSC09759

Myśleliśmy, że tutaj nasz rejs się kończy i że czas wracać, ale okazało się, że nie byliśmy jeszcze nawet w połowie! Rejs łódką po Mekongu obejmował też wizytę w lokalnej fabryce makaronu ryżowego, gdzie mogliśmy zobaczyć proces wytwarzania i suszenia płatów ryżowych, które następnie przerabia się na makaron.

DSC09654

A potem wpłynęliśmy do mniejszej odnogi rzeki  i podziwialiśmy mijane wioski. Całość trwała ponad 7 godzin i generalnie  bardzo się nam podobało z wyjątkiem jednej rzeczy. Zamiast zjeść lokalne śniadanie na targu wśród lokalnych ludzi za normalną cenę tak jak chcieliśmy, pani sternik uparła się na inną opcję. Zabrała nas do małej restauracji tuż przy rzece tylko dla zachodnich turystów. Ceny w menu były ponad dwa razy droższe niż normalnie, ale byliśmy tak głodni, że za bardzo nie mieliśmy wyjścia. Mało tego, pani przyjmująca zamówienie, jak gdyby nigdy nic, zapytała się nas co chcemy zamówić dla naszej pani sternik (?!) Kurcze, nie dość, że pewnie tutaj maja jakieś układy, w stylu przywieziesz mi „amerykańców” to coś ci odpalę (dla miejscowych zajmujących się turystyką, każdy potencjalny biały człowiek to Amerykanin z wypchanym dolarami portfelem), to jeszcze im mało i dodatkowo naciągają, żeby za duże pieniądze kupić jedzenie dla sternika, który jest osobą lokalną, więc jeśli nie ma tego jedzenia za darmo w związku ze zmuszeniem nas do stołowania się w tej drogiej restauracji, to dostaje za to kasę. Grzecznie więc odmówiliśmy. Gdyby zabrała nas do jakiejś małej pływającej łódki z jedzeniem na targu, to jak najbardziej moglibyśmy coś jej kupić, ale za coś takiego to my dziękujemy.

DSC09698

Nie podobało się nam coś jeszcze, ale to już jest chyba problem całego naszego globu… tony śmieci w rzece! Rzeka jest tutaj dla tych ludzi wszystkim, a nie dbają o nią w najmniejszym stopniu. Wielokrotnie widzieliśmy, że wszystkie odpady z łódek, z domów rzecznych, czy nawet z brzegu wyrzucane do rzeki. Nikt się tu nawet z tym nie ukrywa. W pewnym momencie jadący na skuterze mężczyzna wrzucił do wody worek śmieci, nawet się nie zatrzymując, ani nie zwracając na nas uwagi. Widać, że to tutaj norma. Tak jak u nas wrzucenie papierka do kosza na śmieci. Zwykła codzienna czynność. A potem się dziwią, że ryb w rzece coraz mniej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *