Podróżne Opowieści

Bliskie spotkanie z orangutanami, czyli z wizytą na Sumatrze.

Bukit Lawang to jeden z głównych powodów, dla którego większość osób przylatuje na Sumatre. Jest to mała wioska leżąca na obrzeżach Parku Narodowego Gunung Leuser słynąca z dziko żyjących orangutanów, możliwych do zobaczenia z bliska. Obecnie na świecie jest tylko kilka miejsc gdzie można oglądać te duże małpy w ich naturalnym środowisku. Wcześniej orangutany widzieliśmy na Borneo w Centrum Rehabilitacji Orangutanów w Sepilok (nie były one jednak w pełni dzikie), oraz jednego dzikiego na rejsie wzdłuż rzeki Kinabatangan (był on jednak bardzo daleko i wysoko). Za każdym razem robiły na nas wrażenie i ciągle nam było ich mało. Chcieliśmy zobaczyć je z bliska, tak na wyciągnięcie ręki, ale jednocześnie w ich naturalnym środowisku. Dlatego właśnie postanowiliśmy przyjechać tutaj, do Bukit Lawang.

Kilkanaście lat temu prowadzone tu było centrum rehabilitacji orangutanów. Jednak już od ponad 10 lat to centrum nie istnieje. Na terenie parku nie ma żadnych platform do karmienia orangutanów. Wszystkie zwierzęta tutaj żyjące są dzikie, choć niektóre orangutany przyzwyczajone są do obecności ludzi i zdarza się, ze podchodzą bliżej, żeby wyciągnąć coś do jedzenia. Ale są też takie, które na widok ludzi oddalają się.

Komu się tutaj spodoba?​

Jeśli twoim głównym celem jest zobaczenie orangutanów to Bukit Lawang jest dla ciebie.

Jeśli chcesz odbyć prawdziwy, kilkudniowy treking w dżungli, tropiąc dzikie zwierzęta, i nie przeszkadza ci fakt, że możesz ich wcale nie spotkać, albo zobaczyć je gdzieś daleko i wysoko w drzewach to lepiej jedź do Ketambe. Trekking w Bukit Lawang to nic przyjemnego. W sezonie, codziennie w dżungle wchodzą setki turystów. Pomimo, że są w grupie, zawsze pod okiem przewodnika, to ich głośne rozmowy i śmiechy niosą się kilometrami. Przewodnicy widać, nie czują się na siłach prosić klientów o uszanowanie lasu, więc pozwalają im na wszystko.

My w dżungli spędziliśmy już wystarczająco dużo czasu w Malezji (pisaliśmy o tym tutaj). Tym razem chcieliśmy więc po prostu zobaczyć z bliska dziko żyjące orangutany. Dlatego Bukit Lawang był dla nas idealney

Czy warto tutaj przyjechać?

Zdecydowanie tak! Jest to jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie mamy bardzo dużą szanse zobaczyć te zwierzęta w ich naturalnym środowisko, tuż obok nas. Nie ma tutaj żadnych klatek ani wybiegów, tylko prawdziwa dżungla. A oprócz orangutanów na porządku dziennym są inne małpy takie jak makaki, gibony, małpy Thomas z białym pyszczkiem oraz wiele innych, choć już rzadziej spotykanych. Wybór sposobu w jaki będziemy podziwiać te zwierzęta zależy od nas.

Rodzaje trekingów.

Żeby oglądać orangutany trzeba niestety wykupić treking z przewodnikiem. Jest to dość droga sprawa, ale nie ma zbytnio wyboru. Oficjalnie dostępnych jest kilka opcji:

  1. 3h w dżungli 35 euro,
  2. cały dzień w dżungli (od 9 do 15) 45 euro,
  3. cały dzień + rafting na pontonach 55 euro.
  4. 2 dni/1 noc – 80 euro,
  5. są również dostępne dłuższe trekkingi

Ceny warto oczywiście negocjować. Ze względu na orangutany, rejon dżungli w okolicach Bukit Lawang został ustanowiony Parkiem Narodowym, do którego trzeba płacić ze wejście. Opłata ta, w wysokości 150 000 IDR dla zagranicznych turystów, jest wliczona w cenę trekingu. Tak tylko jako ciekawostkę piszemy, że dla Indonezyjczyków wynosi ona 5 000 IDR.

Który treking wybrać?

Jeżeli ktoś przyjeżdża tutaj głównie po to, żeby zobaczyć orangutany z bliska to w zupełności wystarczy mu opcja pierwsza, czyli treking 3h. Za to koniecznie z samego rana 6.00-9.00. Powodów jest kilka:

  • orangutany zamieszkują teren dżungli w okolicach głównego wejścia do Parku Narodowego. To tutaj kiedyś znajdowało się centrum rehabilitacji i pomimo, że teraz są wolne żeby zamieszkać gdziekolwiek indziej, wiele z nich zostało w tej części. Nie trzeba więc wcale chodzić daleko żeby je zobaczyć.
  • o tej porze orangutany zaczynają swój dzień i wykazują największą aktywność, więc najłatwiej jest je zobaczyć, jak buszują w koronach drzew w poszukiwaniu jedzenia.
  • 99% grup wyrusza o 9.00 rano. Będąc w lesie przed nimi, możemy doświadczyć jego prawdziwego piękna, czyli odgłosów budzącej się do życia dżungli. A uwierzcie nam, to jest coś co zapamiętuje się do końca życia. Każde zwierze wydaje inny dźwięk, a nasz przewodnik potrafił wszystkie zidentyfikować. To dzięki odgłosom wiedzieliśmy gdzie iść, żeby je zobaczyć. Nie słychać ludzi, tylko zwierzęta. Po 9.00, gdy wkraczają dziesiątki grup, jest dokładnie na odwrót. Nie słychać już tak wyraźnie zwierząt tylko śmiechy rozmowy itp., szczególnie, że wszystkie grupy przemieszczają się na podobnym terenie i cały czas się spotkają.
  • ostatni powód dla którego 3h trekking jest najlepszy, to fakt że przewodnik prowadzi cię od razu do samego serca orangutanowego terenu. Bez zbędnego chodzenia dookoła. Poza tym o tak wczesnej porze nie jest jeszcze gorąco i można cieszyć się trekingiem. Chodzenie po lesie deszczowym w porze największego upału 9-15.00 to nic przyjemnego.

 

Jak to wyglądało w naszym przypadku.

Nieświadomi tego jak to wszystko wygląda, zdecydowaliśmy się na całodzienny treking. Udało się nam nawet wytargować lepszą cenę, czyli 35 euro zamiast 45 euro + 1 nocleg w hotelu za darmo. To była w sumie pierwsza oferta na jaką natrafiliśmy, a po rozmowie w dwóch innych miejscach, gdzie stali murem przy cenie 45 euro, postanowiliśmy nie szukać dalej. Gdybyśmy mieli okazję to powtórzyć, nie tracilibyśmy czasu na całodniowy treking. Wybralibyśmy od razu ten 3 godzinny, oczywiście po wcześniejszym znalezieniu przewodnika, który zrobi to za rozsądną cenę i z samego rana.

Nasz treking pozostawiał wiele do życzenia. Zaczęliśmy o 9.00 i skończyliśmy o 15.00, a więc w najgorszych godzinach. Pełno ludzi, prawie wcale zwierząt. Do tego przewodnik prowadził nas przez pierwsze 2h dookoła dżungli, tak żebyśmy weszli tylnym wejściem. Nigdy nie uiścił opłaty za wejście na teren parku. Pomimo że mu ją zapłaciliśmy. Przez to, że nie weszliśmy głównym wejściem, minęły ponad 3 godziny, zanim doszliśmy do miejsca w którym można się spodziewać orangutanów. O tej porze, czyli w samo południe upalnego dnia, już ich tam nie było. W porze suchej większość z nich przenosi się w dół do rzeki, bo tam chłodniej. Po 5 godzinach chodzenia, byliśmy już poirytowani, szczególnie że wszystkie grupy, które nas mijały, widziały wiele orangutanów. Tyle tylko że one weszły głównym, oficjalnym wejściem, więc na dzień dobry znalazły się w terenie gdzie te zwierzęta przebywają najczęściej. Dopiero na sam koniec, udało się nam zobaczyć 1 orangutana. To wszystko mocno nie zgadzało się z tym, co obiecał nam pan u którego wykupiliśmy treking. Dzięki samozaparciu i determinacji Łukasza, kilkugodzinnych rozmowach i niemal nękaniu właściciela, wizytami w głównej siedzibie parku, itp w końcu udało mu się wynegocjować dodatkowy, dwu godzinny treking z samego rana. I to było to. Następnego dnia zaczęliśmy o 6.30 i poruszaliśmy się tylko na terenie zamieszkałym przez orangutany i było genialnie! Zdecydowanie polecamy robić treking z samego rana. Zwierzęta są bardzo aktywne i łatwo je spotkać. Przez to ze była to wczesna pora, byliśmy w dżungli sami – zero ludzi i ich rozmów, dookoła nas unosiły się w powietrzu odgłosy ptaków, małp, wycie gibonów i orangutanów. W dżungli spędziliśmy 2h i widzieliśmy 4 dorosłe orangutany i jedno dziecko, kilka gibonów, dużo makaków i małp Thomas.

Czy możliwy jest treking bez przewodnika?

Nad tym zastanawialiśmy się od samego początku, więc Łukasz postanowił to sprawdzić.

Maps.me ma zaznaczonych kilka ścieżek na terenie dżungli i można się tym posiłkować w poruszaniu się po lesie. Okazało się jednak, że ścieżek rzeczywistych jest tam dużo dużo więcej, więc łatwo się zgubić. Największy problem stanowią jednak przewodnicy i strażnicy, którzy nie pozwalają nikomu chodzić tam samemu. Łukasz raz wybrał się o 17., kiedy już grup zorganizowanych w dżungli nie było, jednak zanim tam doszedł, musiał mocno tłumaczyć się lokalnym ludziom po drodze. W dżungli spędził wtedy 30 min i zobaczył jednego orangutana. Następnym razem poszedł z rana, około 8. i udało mu się tym razem obejść wszystkich wścibskich lokalsów oraz punkt ze strażnikami, jednak gdy po 10 minutach trafił na orangutana, zaraz zjawiła się tam grupa z przewodnikiem i zaczęło się wypytywanie. Co tam robi, gdzie jest jego przewodnik itp. Skończyło się na tym, że został odprowadzony do wyjścia. Tak więc ciężko z tym trekingiem na własną rękę. Może skoro świt, o 6. by się udało. Pozostaje jednak pytanie, jak się zachować gdy już uda się nam spotkać orangutana. To są duże, dzikie zwierzęta, często agresywne, więc ryzyko bycia zaatakowanym jak najbardziej istnieje.

Jak zachować się gdy spotkamy orangutana.

  • nie podchodzić zbyt blisko
  • nie patrzeć mu się prosto w oczy. To dla samców oznaka, że chcemy przejąć jego teren, a więc czas na walkę.
  • nie zatrzymywać się przy orangutanie, nawet w bezpiecznej odległości, na dłużej niż 2-3 minuty. Bo one wtedy przychodzą po jedzenie. A jak nie dostaną tego co chcą, to stają się agresywne. To dlatego właśnie przewodnicy zabierają ze sobą zapas owoców.

Podsumowanie

Wszystko co napisaliśmy to nasza subiektywna ocena. W dżungli byliśmy już nie jeden raz, spędziliśmy w niej nie jedną noc, więc tym razem ona nie stanowiła dla nas atrakcji samej w sobie. Chodziło tam tylko o zobaczenie zwierzęt. Jeżeli ktoś nie był wcześniej w dżungli to można skorzystać z dłuższych opcji trekingowych, żeby bardziej się nią nacieszyć. Jednak wiemy, że raczej nie przekłada się to na ilość spotkanych zwierząt. Para Australijczyków, którą poznaliśmy w Bukit Lawang, zdecydowała się na treking 2 dni /1 noc i byli zadowoleni. Widzieli co prawda mniej zwierząt od nas, a za to nachodzili się znacznie bardziej, jednak dla nich było to pierwsze, niezapomniane doświadczenie, połączone z nocą w namiocie przy rzeczce pośrodku dżungli.

Bukit Lawang

To bardzo przyjemne miejsce. Mała wioska położona wzdłuż krystalicznie czystej, górskiej rzeki, która jest jej centrum życia. Kręci się tam oczywiście całe mnóstwo turystów, ale wioska ma chillautowy charakter. Kto nie jest w dżungli, leży w orzeźwiającej rzece, opala się na brzegu, albo zajada się pysznościami w jednej z licznych lokalnych restauracji. Na miejscu dostępnych jest mnóstwo guesthousow, homestayow, hoteli itp. Podstawowy pokój można znaleźć już za 40 tys. IDR. Podobnie z wyborem trekingu – osób, które zajmują się ich organizacją jest bardzo dużo. Z naszej strony możemy polecić Bobbiego – przewodnika z którym zrobiliśmy 2h trekingu z samego rana. Byliśmy w 100% usatysfakcjonowani. Namiary: Bobby, tel +6282160602442, email. firmanorangutan@gmail.com Najlepiej skontaktować się z nim telefonicznie, bo wątpię, żeby na bieżąco sprawdzał maile. Co do ceny to wiadomo, tak jak zawsze w tym kraju – trzeba się targować. Jeśli macie jakieś pytanie, to śmiało piszcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *