Podróżne Opowieści

Indonezyjska Jawa

Na Jawie spędziliśmy w sumie tydzień, choć początkowo planowaliśmy zabawić tu nieco dłużej. Niestety zjawiliśmy się w Indonezji na przełomie stycznia i lutego, co oznacza środek pory deszczowej, która dała nam trochę w kość. Jakbyśmy mogli cofnąć czas, to przyjechalibyśmy tutaj w innym miesiącu. O ile codzienny deszcz i burze podczas zwiedzania i przemieszczania się nie stanowił dla nas problemu, o tyle poranne mgły i deszcze skutecznie odebrały nam możliwość podziwiania cudów natury o wschodzie słońca. Ale zacznijmy od początku.

Jeden z naszych wschodów, ale o tym napiszemy wkrótce

Jeden z naszych wschodów, ale o tym napiszemy wkrótce

Nasza trasa przez Jawę to Jakarta – Yogjakarta – Cemoro Lawang – wulkan Ijen – Bali.

Bardziej standardowo już się nie dało – wiemy, ale gdy już na samym początku okazało się, że autostop na Jawie to jedna wielka udręka, a kierowcy autobusów to nasz wróg nr 1, zdecydowaliśmy się na możliwie jak najszybszą ewakuację. Po spojrzeniu na to z perspektywy czasu, widzę że mogliśmy niektóre rzeczy zrobić inaczej, dzięki czemu nasz pobyt byłby dużo przyjemniejszy, ale po kolei.

Powodem dla którego zdecydowaliśmy się na lot z Malezji do Indonezji, zamiast na wycieczkę promem, jest darmowa wiza otrzymywana na kilku wyznaczonych lotniskach. W ten sposób znaleźliśmy się późnym wieczorem w Jakarcie, choć bez większych chęci do jej zwiedzania. Gościł nas Agam z Couchsurfingu, który ku naszej radości mieszkał na przedmieściach miasta. Efekt był taki, że w sumie nigdy do centrum nie dojechaliśmy, ponieważ nawet nie próbowaliśmy 🙂 Spędziliśmy za to relaksujący dzień w świetnym etnoparku, gdzie mogliśmy podziwiać rekonstrukcje tradycyjnych domów z różnych części Indonezji.

DSC04842 DSC04851

Co ciekawe, przy każdym domku, można spotkać ludzi którzy pochodzą z tego samego regionu co budowla, jednak ze względów ekonomicznych przeprowadzili się do Jakarty. Sobotni piknik w otoczeniu typowych domów z ich rodzinnych okolic, jest dla nich alternatywą powrotu do rodzinnej wioski.

DSC04845

Jedną z rzeczy która zainteresowała nas w tym mieście najbardziej, to panowie „wspomagający” ruch uliczny. Nie masz pracy? Nic straconego! Zawsze możesz stanąć na środku ulicy przy jakimś wyjeździe, na zakręcie itp. i dobrowolnie kierować ruchem. Przyjęta stawka to 1 000 IDR (30gr) za pomoc w szybkim przyłączeniu się do ruchu. Wręczane przez kierowcę przez otwartą szybę samochodu. Ponoć na bardzo ruchliwych punktach na drodze, przez cały dzień, można zarobić w sumie nawet 1 mln IDR (ok. 300zł)! Ci którym nie udało się załapać na taką dobrą fuchę, stoją na ulicy i handlują wszystkim co popadnie. Na dużych skrzyżowaniach, gdy zapali się czerwone światło, można kupić coś do picia lub jedzenia, paczkę chusteczek higienicznych, jakiś prezent dla dziecka, kwiaty dla żony, stojak na gps do samochodu i wiele, wiele innych absolutnie niezbędnych w trakcie jazdy rzeczy 😉

Trasa Jakarta – Yogjakarta zajęła nam w sumie 2 dni, z noclegiem w Purwokerto. Najlepszym sposobem na pokonanie odległości między tymi miastami jest bezpośredni pociąg economi lub ewentualnie autobus. Gdybyśmy wiedzieli co nas czeka następnego dnia, bez mrugnięcia okiem wybralibyśmy właśnie jedną z tych opcji. Tymczasem zdecydowaliśmy się na łapanie stopa, naiwnie myśląc, że na pewno się nam uda. Niestety nie tym razem 🙂 Potrzebowaliśmy w sumie 6 godzin i 3 podejścia, żeby się poddać. Zatrzymały się w tym czasie 2 osoby, z których jedna spytała się co my właściwie robimy, a druga zaproponowała podwózkę za bagatela 700 000 rupi. Pewnie gdybyśmy byli bardziej uparci i próbowali do skutku, to może ktoś by się w końcu ulitował, ale bardzo w to wątpię. Ten dzień był jednym z najtrudniejszych w naszej dotychczasowej podróży, dlatego do czasu pobytu w tym kraju, nigdy więcej nie traciliśmy czasu na łapanie stopa. Ale nie tylko autostop jest tu ciężki, kierowcy autobusów i miniwanów zrobili tego dnia wszystko, żeby wykończyć nasze nerwy. Indonezyjczycy oszukują na potęgę i kłamią w żywe oczy. Dla nich widok białego to jak trafiony los w lotka. Co z tego, że lokalni płacą za przejazd autobusem 20 tys. rupii, biały musi zapłacić 50 tys!! Co z tego, że dla miejscowych jedzenie na ulicy jest za 10 tys. – powiemy białemu że 20 tys.! Przecież dla niego to i tak tanio. Sprzedawcy pamiątek zawyżający ceny to jedna sprawa, z nimi można przynajmniej się targować albo nic nie kupować. Z kierowcami autobusów sprawa wygląda inaczej. Oni nie chcą się targować, oni żądają zapłacenia takiej sumy jaką sobie wymyślą. Oczywiście możesz nie wsiąść, ale jakoś dojechać do celu musisz, a każdy z nich jest jeszcze gorszy od poprzedniego.

Indonezyjczycy, gdy nie pracują w ruchu okołoturystycznym są z natury dobrzy

Indonezyjczycy, gdy nie pracują w ruchu okołoturystycznym są z natury dobrzy

Jedno trzeba przyznać – Indonezja jest tanim krajem, nawet gdy miejscowi podaja „turystyczne” ceny, ale nie o to chodzi. Bardzo nie lubimy być oszukiwani i okłamywani, a w tym kraju to ma miejsce na każdym kroku. Próbują zawsze, więc i my zawsze musimy walczyć o swoje.

Wracając do naszej podróży – pierwszym miastem, w którym zatrzymaliśmy się na kilka dni była Yogjakarta. Oficjalnie miasto artystów, dla nas bardziej kierowców tuk-tuków i naganiaczy, którzy nieustannie do ciebie zagadują i zadręczają na każdym kroku. Lepiej więc trzymać się od głównych ulic z daleka! Ale o tym już wkrótce.

3 odpowiedzi do artykułu “Indonezyjska Jawa

  1. Paweł

    Hej! Coś chyba mieliście pecha z tym autostopowaniem. Indonezja to może nie jest wymarzony kraj to autostopu, ale nam szło całkiem nieźle. Łapaliśmy stopa w trójkę razem z lokalną koleżanką w hidżabie i szło całkiem sprawnie 😉 Choć na dłuższe dystanse wybieraliśmy pociągi ekonomi. Na pewno od Jawy lepsza do autostopowania jest Sumatra. W ogóle nie rozumiem czemu wszyscy walą na Bali, które jest zalane po brzegi turystami z całego świata i na pewno nie czeka tam na Was bezinteresowna ludzka życzliwość. My objechaliśmy Jawę dookoła, mniej więcej te samy stopy, co Wy, choć byliśmy jeszcze w Bandung i Cilegon. Natomiast dalej wybraliśmy się na zachód, a nie na wschód. Sumatra jest o wiele mniej turystyczna, znacznie mniej zaludniona, znacznie bardziej dzika, znacznie bardziej przyrodnicza i jeszcze bardziej egzotyczna. Tylko przewodniki piszą, że lepsze Bali, ale hej… podróżujecie już tyle czasu, powinniście zacząć olewać przewodniki i korzystać z nich tylko, żeby wiedzieć do których miejsc nie jechać (top czojsy z LP omijać szerokim łukiem). Na Sumatrze autostopowaliśmy dosyć sporo i szło całkiem OK, choć Malezja, Chiny czy Iran to to oczywiście nie jest. Nie chciałbym robić reklamy swojemu blogowi, ale właśnie w Indonezji powstał nasz wpis pt. „Dzień Świra”. Nie wstawiam linka, bo wiecie gdzie szukać. My tymczasem odpoczywamy w Mashhadzie 😉 Pozdrowienia, szerokiej drogi i niezapomnianych wrażeń. PS. Dokąd zmierzacie dalej? Timor, Papua, Australia? PS2 A odnośnie oszukiwania, ostrzegam przed Wietnamem – tam jest najgorzej 😉

    1. Admin Autor

      Idealnie było by zjechać Indonezję od góry do dołu lub na odwrót. My skopaliśmy, że przylecieliśmy do Jakarty, która niefortunnie dla nas znajduje się pośrodku kraju. Z powodu 30 dniowej darmowej wizy, której nie można przedłużyć, musieliśmy więc zdecydować czy z tego punktu jedziemy na południe czy na północ. Bali marzyło się nam od dziecka, sorry nic na to nie poradzimy 🙂 w naszej podróży nie udajemy wielkich odkrywców i poszukiwaczy dzikich plemion w dżungli. Celem naszej tułaczki po Azji jest zobaczenie tych wszystkich ciekawych miejsc o których zawsze marzyliśmy i nie będziemy z tego rezygnować, tylko dlatego, że dużo innych osób ma takie same plany 🙂 Lubimy schodzić z utartych szlaków, ale nie oznacza to, że będziemy gardzić wszystkimi top miejscami, bo nie bez powodu się nimi stały. Z LP korzystaliśmy tylko w Chinach, ale to jak i gdzie podróżujemy to akurat nasza sprawa. Bali jest okrutnie turystyczne, co nie oznacza, że nie warte wizyty.

    2. dc231

      Zupełnie inaczej sprawa wygląda jak jedzie dwoje białasów, a zupełnie inaczej jak z nimi jest lokals znający przede wszystkim język i realia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *