Podróżne Opowieści

Karakol i Jeti Oguz

Kirgistan to dość nietypowy kraj, który w 93% pokryty jest górami. Właśnie dlatego tak bardzo nie mogliśmy się go doczekać:) Naszą przygodę z tym krajem zaczęliśmy w dość rzadko uczęszczanym przejściu granicznym Kegen -Karakol. Choć ciężko było się tam dostać, a jeszcze trudniej wydostać to widoki po drodze w pełni wynagrodziły te trudności. Wszędzie góry – małe, duże, ośnieżone, ozielenione, brunatne, złote. A do tego biegające wolno stada koni. Zupełnie jakbyśmy wkroczyli do jakiejś magicznej krainy.

wszędzie góry, krowy konie i owce

wszędzie góry, krowy konie i owce

W Karakolu zatrzymaliśmy się na jeden dzień– bardzo chcieliśmy zobaczyć niedzielny bazar. Samo miasto nie zachwyca, a bazar pomimo tego, że można tam kupić prawie wszystko od mydła przez jabłka po krowie łby, baranie języki, małe kociaki i krowy, nie zrobił na nas większego wrażenia. Na szczęście od napotkanych Polaków dowiedzieliśmy się o bardzo ciekawym miejscu niedaleko…  Jeti Oguz stał się naszym celem numer 1. Dojechaliśmy tam stopem, choć warunki takie same jak w Kazachstanie – 90% chce zapłaty. Pierwszy stop w Kirgistanie przywitał nas tematem politycznym…  Dlaczego w Polsce likwidujemy pomniki generałów radzieckich?!  Dlaczego trzymamy sojusz z Niemcami?! No i wreszcie dlaczego w Europie nie lubi się Ruskich?! przecież oni tacy dobrzy, a ponadto wysyłają pomoce humanitarne na Ukrainę,  bo Ukraińcom się w głowie poprzewracało i walczą sami miedzy sobą! A to się dowiedzieliśmy.

Nie masz pomysłu na obiad ??

Nie masz pomysłu na obiad ??

Bazar

Bazar

Jeti Oguz Kurort, który choć kurortem jest tylko w nazwie, powitał nas niesamowitymi widokami i do tego piękną pogodą. Mieliśmy wybrać się na trekking do oddalonego o 6km wodospadu, ale w znalezionym przez nas punkcie widokowym było tak pięknie, że nie zdołaliśmy się stamtąd ruszyć 🙂 Na prawo i lewo wielkie czerwone skały, a naprzeciwko wyżynne tereny z ośnieżonymi szczytami w tle. To póki co najładniejsze miejsce w naszej podróży. Do naszej sielanki wkrótce dołączyła 4 osobowa rodzinka z Francji, która podróżuje od 5 miesięcy rowerami po Azji Centralnej.  Chłopcy mieli ok. 7 i 10 lat. Bardzo pozytywni i odważni ludzie – jak widać nie ma żadnych przeszkód, żeby podróżować po świecie jak się chce i z kim się chce. Tak jak my mieli swój namiot i śpiworki, dzięki czemu pieniądze wydawali tylko na jedzenie.  Chłopcy po 5 miesiącach w drodze byli nadal (a może coraz bardziej?)  zachwyceni podróżą.

Nasza obiadowa miejscówka

Nasza obiadowa miejscówka

Czerwone skały

Czerwone skały

Czerwone skały

Czerwone skały

Czerwone skały widok z naszego miejsca biwakowego :)

Czerwone skały widok z naszego miejsca biwakowego 🙂

Tak nam się spodobało to miejsce, że zostaliśmy na noc. Lokalni ludzie oferują pokoje do wynajęcia w swoich domach. W „kurorcie” znajduje się również „restauracja” która serwuje tylko jedno danie w dość zawyżonej cenie. My standardowo zdecydowaliśmy się na namiot, a obiadek ugotowaliśmy sami. Niestety późnym wieczorem zaczęło padać i mocno się ochłodziło, a rano wszystko pokryte było śniegiem. W śpiworach o komforcie +9 porządnie wymarzliśmy… Mieliśmy nadzieję, że się wypogodzi i będzie można się wygrzać w słoneczku, ale tak się nie stało … Przemarznięci spakowaliśmy w deszczu namiot i ruszyliśmy do głównej drogi. Po ciężkiej nocy czekał nas ciężki dzień – zimno, mokro i mało kto się zatrzymywał. Choć mieliśmy tego dnia do przejechania tylko ok. 120km do naszego celu – wsi Eshperovo dojechaliśmy już po zmroku. To tutaj miała się zacząć nasza przygoda z wolontariatem w szkole. Ale to temat na oddzielny post 🙂

Śnieg zaskoczył tym razem polskich turystów :)

Śnieg zaskoczył tym razem polskich turystów 🙂

2 odpowiedzi do artykułu “Karakol i Jeti Oguz

    1. Admin Autor

      Chłopcy jechali z rodzicami na bagażnikach/siodełkach. Z tego całego zaskoczenia nie zrobiliśmy zdjęcia, a później już ich nie spotkaliśmy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *