Podróżne Opowieści

Kazachskie opowieści

Wiele się słyszy o Kazachstanie, że taki duży, że stepy, że pewnie bieda. Wiele z tych rzeczy jest prawdą, ale to nie wszystko.

We Lwowie na lotnisku spotkaliśmy Polaka który też leciał do Kazachstanu – miał ten sam lot co my, natomiast pozostali jego znajomi  zdecydowali się na lot późniejszy do Kijowa, a z Kijowa mieli już lecieć razem. Jednak ledwo co zdążyliśmy wylądować w Kijowie (z dużym opóznieniem) a okazało się że lot jego znajomych został w ogóle odwołany. Przylecą następnego dnia. Nie było by w sumie tak źle, ale jakby tego było mało, po przylocie da Ałmaty okazało się że jego bagaż zaginął. Został więc sam w obcym kraju z siateczką w ręce, rozładowanym telefonem (ładowarka w zagubionym bagażu), nie znając nazwy ani adresu hostelu który mieli zarezerwowany !! Niektórzy to mają niezłe początki 🙂  My mieliśmy szczęście dolecieć razem i to w dodatku z naszymi bagażami 😀
Rodakowi oczywiście pomogliśmy jak mogliśmy i wszystko dobrze się skończyło.

Pierwsze dwa dni spędziliśmy w Ałmaty – jedna rzecz odrazu rzuca się w oczy – samochody !! Przegląd wszystkiego, od tych co ledwo jadą, po tych co jadą na prąd. Wszędzie korki, trąbienie.Sytuacji nie rozwiązuje nawet to, że większość ulic w Ałmaty jest 2,3 pasmowa.

IMG_1168

No ale wróćmy do nas.
Zatrzymaliśmy się u Kazacha który bardzo dobrze mówi po polsku. Jak twierdzi – Mickiewicza trzeba przeczytać w oryginale, więc polskiego musiał się nauczyć 😉 Samo miasto wielkiego wrażenia na nas nie zrobiło – mało zabytków, duży ruch, olbrzymia przestrzeń i odległości, dlatego jak najszybciej uciekliśmy w góry do jeziora Ałmatyńskiego.

Naczytaliśmy się wielu opinii o autostopie w Kazachstanie i byliśmy ciekawi jak to będzie. Na auto czeka się naprawdę krótko, wystarczy podejść do ulicy i machnąć ręką. I wtedy zaczyna się zabawa… ustawia się wręcz kolejka aut, które chcą nas zabrać!! tylko że w 99% słyszymy „skolka dziengi …” 🙂 W Kazachstanie każdy autostopowicz to okazja dla kierowcy do zarobku. A jako że komunikacja miejska jest tutaj loterią, to dużo osób korzysta z płatnych podwózek. Nie na tym jednak polega idea autostopu, więc dzielnie czekaliśmy na ten 1% który podwiezie nas bez opłaty. I udało się 🙂 Przy pomocy 4 Kazachów dojechaliśmy prawie pod samo jezioro, a i strażników parku udało się przekonać żeby nas bez opłaty wpuścili (ahh ten Łukasz, co my byśmy bez niego zrobili;).  Bardzo blisko jeziora spotkaliśmy Amerykanów, którzy ostrzegli nas przed pogranicznikami, którzy tylko czekają na turystów, żeby ich przetrzymać, sprawdzać wszystkie możliwe dokumenty, pozwolenia i na koniec skasować. Tak więc nasza wizyta nad jeziorem była błyskawiczna – trochę podziwiania, kilka zdjęć i szybko w dół żeby nie dać się złapać.

1

2

Następnego dnia wyruszaliśmy na wschód. Dojaz stopem do Kanionu Szaryńskiego zajął nam w sumie cały dzień, a i tak noc spędziliśmy w namiocie niecałe 10 km od niego.

Kanion na bardzo duży plus. Tego dnia byliśmy pierwszymi ludźmi w Kanionie – cisza spokój i piękne widoki. Dolna trasę doszliśmy do oazy przy rzece zaadoptowanej na cele turystyczne, można tu coś zjeść, napić się, przenocować, odpocząć. My jednak zdecydowalismy się ruszyć dalej i po śniadaniu wdrapaliśmy się na zbocze, które wyprowadziło nas na górną trasę, gdzie można było podziwiać Kanion z góry – naprawdę robi wrażenie.

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

Za nasz kolejny cel obraliśmy polecone nam przez spotkanych Polaków (Aga i Piotr – dzięki za info:) jeziorka Kulsai. Z mapy wynikało, że to nie tak daleko, kawałek drogi od Kanionu. Jednak w Kazachstanie kawałek drogi traci w zupełności sens… Zatrzymaliśmy na stopa Pana który powiedział, że jedzie do najbliższej wioski, która okazała się być za … 30 km. A do jeziora nadal dzieliło nas kilka następnych wiosek. Oj duży ten Kazachstan ! Do miasta Saty, które było bazą wypadową (20km od jeziorek) dotarliśmy po zmroku z wizją rozbijania namiotu gdzieś pod wioską. Na szczęście kierowca zaprosił nas do siebie, na kolację i nocleg 🙂 co jedzą miejscowi na obiad? ano mise ziemniaków w sosie pomidorowym, w której można doszukać się kawałków mięska. Skromnie ale smacznie. Śniadanko to natomiast chleb z masłem i koniecznie czarna herbata z mlekiem. Można się tym najeść? Można!

DCIM100MEDIA

13

Następnego dnia dojechaliśmy do jeziorek, ale straszny był to dzień pod względem stopowym – bardzo mało aut, wszyscy chcą kasę. Powiedzmy sobie prawdę – byliśmy na mocnym zadupiu. Na szczęście dobre humory nas nie opuszczały. Samo jezioro nie powala jakoś na kolana, ale widoki które towarzyszą w drodze na jezioro od początku do końca są cudowne – góry, łąki na których pasą się owce i hasają konie – rewelacja !! Tego dnia pokonaliśmy na pieszo czekając na jakikolwiek samochód, łącznie ok 20 km. Ciężko było się z wydostać z tych wiosek, ale jakoś się w końcu udało i wieczorem dotarliśmy do granicy z Kirgistanem. Planowaliśmy zostać dłużej w Kazachstanie, ale mocno nas ciągnie do Chin, a jeszcze Kirgistan czeka. A jak się uda to jutro załapiemy się na bazar w Karakol 🙂

 

Generalnie Kazachstan bardzo fajny. Pełen pięknych miejsc, choć mocno od siebie oddalonych. Ludzie mili, choć bezinteresowność nie leży w ich naturze. Jedzenie dobre, posiłki może i nie wygląda apetycznie ale bardzo smaczne. Za to nie wyobrażam sobie tutaj wegetarian 😉 Już nie możemy doczekać się tego co zgotuje nam Kirgistan 🙂

Jak złapiemy znów internet to wrzucimy garść cennych informacji o podróżowaniu w tym małym kawałku Kazachstanu w którym byliśmy.

p.s. więcej zdjęć w galerii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *