Podróżne Opowieści

Kurs nurkowania na Perhentian

W ciągu podróży po Malezji spotkaliśmy wiele osób, które nurkują od lat i opisywały swoje hobby z taką pasją, że udało im się nas zainteresować 🙂 Długo zastanawialiśmy się czy warto wydawać pieniądze na kurs, czy w ogóle się nam to spodoba, czy będziemy chcieli to kontynuować. Wszystkie obawy okazały się oczywiście zbędne 🙂 Ale po kolei.

Kurs nurkowania

Po szczegółowej analizie cen kursów w różnych krajach Azji południowo-wschodniej, okazało się, że Malezja choć całkiem drogi kraj, oferowała naprawdę dobrą cenę. Z naszych poszukiwań wyszło, że wyspy Perhantian  są jednym z tańszych i zarazem bardzo atrakcyjnych miejsc, do zrobienia kursu. Trzeba jednak pamiętać, że od listopada do lutego trwa tutaj monsun, dlatego w tych miesiącach robienie kursu odpada. My byliśmy pod koniec lutego i było ok, aczkolwiek morze nadal było dość mocno wzburzone, przez co widoczność pod wodą bywała czasami znikoma.

Kurs nurkowania -sprzęt.Przez to, że sezon dopiero się otwierał do wyboru mieliśmy tylko 2 miejsca, które oferowały kurs. Quiver – zdecydowanie droższy (1200 MYR/os) choć organizowany dla każdego indywidualnie. Ombak – oferuje cenę 1000 MYR/os + darmowe miejsce w dormitorium (na które się co prawda nie zdecydowaliśmy, bo znaleźliśmy na wyspie nasz wymarzony domek), ale w 4-ro osobowej grupie, która czasami powiększała się do 6-ściu. Wybraliśmy Ombak z oczywistych powodów 🙂 Naszym instruktorem był charyzmatyczny anglik Marc, który prowadzi kursy nurkowania na Malezjskich wyspach już ponad 13 lat.

Kurs nurkowania. Podwodne rozmowy

Pierwsze dwa dni to głównie przyswajanie wiedzy teoretycznej, przeplatanej ćwiczeniami na płytkiej wodzie. Nauka oddychania pod wodą, zakładania maski, korzystania z wszystkich przyrządów oraz porozumiewanie się pod wodą. Dobrze pamiętam naszą ekscytację, gdy po raz pierwszy ubraliśmy cały ekwipunek i ruszyliśmy w kierunku morza, żeby zamienić teorię w praktykę. Pierwsze chwile pod wodą, pomimo że płytką, na zawsze pozostaną w naszych pamięciach. Łukasz zachwycony był od samego początku. Po skończonych zajęciach, już nie mógł doczekać się następnych. U mnie to był raczej proces. Pierwsze pół godziny pod wodą to walka z chęcią natychmiastowego wypłynięcia na powierzchnię. Nie mam żadnych fobii i mało jest rzeczy których się boję, ale tym razem nie czułam się komfortowo. Cały czas miałam wrażenie że nie mogę oddychać.

Czas wracać na powierzchnie. Kurs nurkowania

Z dużą ulgą zareagowałam na decyzję instruktora, który z powodu silnego wiatru (czytaj silnych fal) skończył nasze zajęcia po 30 minutach i przełożył je na następny dzień. Każdy kolejny raz był jednak coraz lepszy i sprawił mi coraz większą radość. Tylko wyrównywanie różnicy ciśnień w uszach sprawiało mi początkowo sporo trudności. Ale podczas ostatniego nurkowania cieszyłam się każdą jego chwilą. Kurs był bardzo dobrze przeprowadzony i dużo się podczas niego nauczyliśmy. Wcześniej wydawało mi się, że żeby nurkować wystarczy założyć butle na plecy i hop do wody 🙂 A tymczasem po 4 dniach kursu, mam wrażenie, że jest jeszcze kilka rzeczy musimy dopracować i wyćwiczyć.

Podczas gdy pierwsze 2 dni to teoria i ćwiczenia w płytkiej wodzie, to już 2 kolejne dni to 4 nurkowania na głębokości 10 – 16 m. Za każdym razem nurkowaliśmy w innym miejscu, aczkolwiek przez ostatnie monsunowe pomruki, z widocznością bywało różnie.

Podwodne zwierzaki

I choć różnorodność biologiczna na Perhentian Islands jest ogromna, to nie zawsze mogliśmy ją podziwiać. Za to zawsze mogliśmy liczyć na przyjemną temperaturę wody, która wynosiła ok. 28’C 🙂 . A z takich ciekawostek nurkowych to okazało się, że Łukasz zużywa prawie 2 razy więcej tlenu niż ja.  Wszyscy wchodzimy do wody z pełną butlą 200 barów. Po ok. 45 min nurkowania Łukasz ma już tylko 40 barów podczas, gdy ja jeszcze 90! Po raz pierwszy okazało się, że bieganie i duże płuca nie zawsze wychodzą na dobre 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *