Podróżne Opowieści

Malezyjski przydatnik

Kilka informacji o naszym ulubionym azjatyckim kraju, które warto wiedzieć przed przyjazdem. W Malezji spędziliśmy łącznie prawie 2 miesiące –  jeden miesiąc na Borneo, a drugi w części kontynentalnej. I choć podobało się nam w obu częściach, to bardziej do gustu przypadła nam Malezja kontynentalna.

  • Nasza trasa na Borneo: Kota Kinabalu – Poring Hot Springs – Sukau – Sandakan – Kota Kinabalu – Kudat (Tip of Borneo) – Kota Kinabalu
  • Trasa w części kontynentalnej: Singapur – Johor Bahru – Malaka – Kuala Lumpur – Janda Baik – Kuala Tahan – Kuantan – Perhentian Islands – Brinchang – Georgetown – Langkawi
  • Wiza: na granicy dostajemy darmową wizę on arrival ważną 90 dni.
  • IMG_4743Autostop: działa rewelacyjnie! Czas oczekiwania to kilka minut, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Kierowcy są bardzo sympatyczni, często zapraszają na coś do picia lub jedzenia. Nie ma też problemu z łapaniem stopa na autostradach. Policja nie ma nic przeciwko, a kierowcy zatrzymują się bez problemu. Niektórzy nie mają nawet nic przeciwko jeździe na wstecznym, bo byli zbyt rozpędzeni żeby zatrzymać się na czas! W Malezji nie ma też problemu z opłatą za podwózkę – nikt jej nie oczekuje. A raz zgarnął nas za darmo nawet autobus 🙂 Zdecydowanie Malezja jest jednym z wymarzonych krajów do podróży autostopem 🙂
  • Transport publiczny: Z transportu miejskiego korzystaliśmy tylko w Kuala Lumpur, gdzie jest dobrze rozwinięta sieć metra i pociągów. Cena biletu zależy od ilości przystanków. IMG_4567Z KL wydostaliśmy się na wylotówkę miejskim autobusem i za trasę 40 km zapłaciliśmy 4 zł/os. Z tego co słyszeliśmy od innych to transport publiczny jest tani i niezawodny. Raz zdecydowaliśmy się na pociąg i byliśmy na prawdę mile zaskoczeni – za 150 km zapłaciliśmy 10zł/os, Korzystaliśmy również z promów i łodzi między lądem a wyspami. Transport na Perhentian był najdroższy – 70 zł/os w dwie strony, ale pozostałe wyspy znacznei taniej. Penang 1,5zł/os płatne tylko w jedną stronę, a Langkawi to 36 zł/os w obie strony z Kuala Perlis.
  • Koszty: Malezja jest bardzo dobrze rozwinięta, dlatego boryka się z opinią drogiego kraju. Ale to nie prawda! Nasz dzienny budżet wynosił 30 USD/2 osoby, ale to tylko dlatego, że na wyspie Perhentian zafundowaliśmy sobie kurs nurkowania. Gdyby nie to, nasz budżet wyniósłby 20 USD/dzień! Na prawdę nie wiemy skąd ta opinia drogiego kraju. Dla porównania – w Kambodży dziennie wydawaliśmy 28 USD/2 os. Jedyne co jest drogie w Malezji to alkohol, bo przeciętna cena piwa w sklepie to aż 7zł/300ml. Walutą jest malezyjski ringit, którego stosunek do naszej Polskiej złotówki wynosi niemal 1:1. Ceny w sklepach są dość podobne do tych w naszym kraju, ale jedzenie na mieście jest znacznie tańsze. Bardzo tanie jest tutaj również paliwo.
  • Noclegi: Noclegi w Malezji nie są ani drogie ani tanie. W czasie naszego pobytu płaciliśmy w granicach od 35 do 60 zł. Za 60 zł spaliśmy chyba raz w tradycyjnym domu na Tip of Borneo. W pozostałych przypadkach bliżej byliśmy 50 zł.
  • Jedzenie i picie: kuchnia malezyjska jest obłędna i w pełni skradła nasze serca, dlatego poświęciliśmy jej osobny post 🙂 jest również bardzo tania.
    Roti Canai - nasz śniadaniowy faworyt

    Roti Canai – nasz śniadaniowy faworyt

    Śniadanie (2 x Roti Canai + kawa) to kosz 3,50 zł. Obiad przeważnie wynosił nas 5-7zł/os. Pysznie i tanio – czego chcieć więcej! Do tego w porównaniu do innych krajów Azji południowo-wschodniej higiena jest tutaj na wysokim poziomie. Street food był u nas na porządku dziennym i nigdy nie mieliśmy żadnych problemów żołądkowych, czego nie możemy powiedzieć o innych krajach.

  • Targowanie się: to kolejny powód dla którego tak bardzo polubiliśmy ten kraj – nie trzeba się tutaj targować. Ludzie w Malezji nie oszukują i w 90% możecie być pewni, że cena którą poda Wam pani z lokalnej knajpki, czy straganu na ulicy, jest prawdziwa. W Malezji targowaliśmy się tylko w przypadku atrakcji turystycznych za które nie są wystawiane bilety, jak np. rejs na rzece Kinabatangan, kurs nurkowania, czy czasami za noclegi. Ludzie żyją tutaj na dobrym poziomie i nie traktują turystów jak chodzących portfeli, w przeciwieństwie do sąsiedniej Indonezji czy Tajlandii.IMG_4551
  • Ludzie: bardzo uczciwi i pomocni, a do tego można wszędzie bez problemu dogadać się po angielsku.
  • Bezpieczeństwo: Malezja jest bardzo bezpieczna. Ani razu nie przytrafiła się nam niemiła lub niebezpieczna sytuacja. Choć jest to kraj muzułmański, to mieszkają tu także chrześcijanie i hindusi, co czyni ją otwartym i tolerancyjnym krajem.
  • Karta Sim: Kupiliśmy kartę Celcom za 20 zł z pakiem 500MB wliczonym w cenę. Po wyczerpaniu pakietu można dokupić kolejny. My skorzystaliśmy z pakietów 500MB za 10 zł i 1,5 GB za 35 zł.
  •  Couchsurfing: często z niego koszystaliśmy i musimy przyznać, że działa bardzo dobrze.
  • Namiot: kilka razy zdażyło się nam rozbić na dziko na plaży. Nawet jeśli był znak zabraniający tego, nikt nie robił nam problemów.

To takie najważniejsze informacje ogólne. Jeżeli ktoś nadal zastanawia się czy wybierać się tutaj czy nie, to zapraszamy do postu Dlaczego kochamy Malezję 😉

2 odpowiedzi do artykułu “Malezyjski przydatnik

  1. Ania

    My ogólnie mamy trochę problemy z liczeniem budżetów dziennych. Zawsze się za to zabieramy, a po 2 dniach zapominamy, że mieliśmy wszystko spisywać 😀 Ale tak na oko nasz budżet dzienny wynosił właśnie $30/2 osoby. Tylko, że nie jeździliśmy na stopa (więcej kasy poszło na transport) i nie mieliśmy kursu nurkowania.

    Co do jedzenia: Roti canai to w sumie nie jest malezyjskie danie, a indyjskie, które przyjęło się w Malezji, bo tam dużo Hindusów jest. Nam akurat kuchnia malezyjska nie podpasowała. Tanie jedzenie to było jedzenie u Hindusów (po 2 miesiącach w Indiach mieliśmy serdecznie dość) albo u Chińczyków (prawie samo mięso). Jesteśmy wege i trudno było coś dla nas znaleźć… Na okrągło jedliśmy ryż z warzywami albo po prostu roti canai z jajkiem.

    1. Admin Autor

      U nas budżetem zajmuje się Łukasz i trzeba mu przyznać, że po ponad pół roku, nadal robi to z dużym zapałem 🙂 Dobrze słyszeć, że wam Malezja też wyszła tanio! A co do jedzenia to aż mi ciężko uwierzyć, że może komuś nie smakować, ale skoro jesteście wege to wszystko wyjaśnia 🙂 tam nawet jak braliśmy same warzywka to i tak często znalazły się w nich kawałki mięsa czy małe krewetki, choć my się z tego akurat cieszyliśmy 😉 Nigdy nie jedliśmy u chińczyków, bo woleliśmy malezyjską kuchnie. Nie byliśmy za to jeszcze w Indii, więc roti canai z sosami curry było dla nas pyszną nowością, ale wersja z jajkiem za to zupełnie nam nie podeszła. A na tanie jedzenie mieliśmy swój sposób – czy to uliczne stoisko czy mała knajpka to musi mieć: 1) dużo miejscowych klientów, 2) panią kucharkę/kelnerkę z chustą na głowie (po tym wiedzieliśmy że to Malajska kuchnia), 3) ułożone na ladzie garnki z których jedzenie nakłada się samemu (to zawsze najtańsza opcja).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *