Podróżne Opowieści

Malezyjskie pyszności

Je się po to by żyć, a nie żyje po to by jeść – ten kto to powiedział, na pewno nie mieszkał w Malezji 😉 Jedzenie jest tutaj obłędne i naprawdę ciężko mu się oprzeć. A do tego street food (jedzenie uliczne) jest bardzo tanie – ryż z dodatkami zapakowany w liść bananowca można dostać już za 2,5zł (choć raz dostaliśmy za 1zł!)

Jedzenie odgrywa w naszej podróży bardzo ważną rolę. Uwielbiamy próbować wszystkiego co nowe, nieznane i jakoś dziwnie wyglądające. Zawsze wybieramy tanie knajpki  pełne lokalnych ludzi, kupujemy jedzenie prosto z garnków ze stoiska na ulicy lub z przydrożnego wózka z jedzeniem, których w Azji nie brakuje.

Uliczna smażalnia naleśników :)

Kuchnia Malezyjska to w większości proste dania, które w innym kraju nie zrobiły by na nas większego wrażenia. Jednak wspaniale przyrządzone sosy, idealnie dobrane przyprawy i te wszystkie procedury podczas przygotowywania – robią swoje. U jednego z naszych hostów przeszliśmy kilka lekcji gotowania. Bardzo smakowała nam prosta potrwa składająca się tylko z 3 składników – Anchois, orzeszków i suszonego chilli. Wydawało się, że przygotowanie tego to usmażenie tych 3 składników razem i włala, gotowe! No to się zdziwiliśmy 🙂 zapisaliśmy całą kartkę notatek na temat tego jak to danie przygotować.

 

 

Opisaliśmy dla Was małe zestawienie naszych ulubionych Malezyjskich potraw, przekąsek a nawet napojów. Bo tutaj nawet zwykła kawa za 1,5zł to działo sztuki 😉

  1. Kopi susu – to nie bez powodu nasz numer jeden. To ona zaczęła naszą fascynację lokalną kuchnią i towarzyszyła nam każdego dnia podróży przez ten kraj.
    Kopi SusuNiby zwykła kawa, ale kto raz ją spróbuje, temu ciężko będzie o niej zapomnieć. Chociaż właściwie taka zwykła to ona nie jest. Kopi susu, inaczej słodka kawa to połączenie mocnej, przefiltrowanej kawy z mleczkiem skondensowanym, które tworzy na dole szklanki (tak, kawę pije się tutaj w szklankach) słodką warstwę. Można ją wymieszać, przez co otrzyma się gęstą słodką kawę o mlecznym posmaku lub zostawić na koniec tzn. cieszyć się mocną czarną kawą, z mocno słodkim akcentem na koniec. Kawę podaje się na gorąco lub na zimno z lodem. Jest to lokalna wersja naszej „białej kawy”, bo zwykłe mleko jest tutaj bardzo drogie (ok. 7zł/1l). No i dobrze, bo Kopi Susu jest przepyszna! O ile przed przyjazdem tutaj uważaliśmy, że nie ma nic lepszego jak dobrze przyrządzone małe czarne espresso, tak chyba zmieniliśmy zdanie 😉Kopi Susu w wersji na wynos.Bardzo podoba się nam też wersja na wynos. Nikt się tutaj nie bawi w kupno papierowych czy plastikowych kubeczków – wersja na wynos to plastikowy woreczek na sznureczku ze słomką w środku :)Nie polecamy za to zamawiać tej kawy w żadnym innym kraju oprócz Malezji i Singapuru. W Indonezji kilka razy z tęsknoty ją kupiliśmy i żałowaliśmy za każdym razem. To co nam podawali, choć miało taką samą nazwę i te same składniki, to z prawdziwą Kopi Susu nie miało nic wspólnego i nie dało się tego pić. Nadzwyczajność Malezyjskiej kuchni tkwi bowiem w szczegółach 🙂
  1. Durian – Łukasza to numer jeden jeżeli chodzi o owoce. Nie można powiedzieć, że śmierdzi, ale ma bardzo intensywny smak, który łatwo się wyczuwa. W smaku jest podobnie, trudno to opisać – po prostu pyszny. Jest to jeden z wielu owoców, które rosną tylko w tych rejonach. Pierwszy raz ze świeżym durianem spotkaliśmy się w Kota Kinabalu na Borneo i dlatego tak bardzo kojarzy nam się z Malezją.
    Owoc duriana - zjada się miąższ ze środka

    Owoc duriana – zjada się miąższ ze środka

    Durian – wg. Magdy to owoc niejadalny. I najlepiej trzymać się od niego w bezpiecznej odległości, bo nie dość, że śmierdzi to wyposażony jest w kolce, które potrafią zabić człowieka (i robią to co roku) któremu ten owoc spadnie z drzewa na głowę. Z tego powodu w czasie sezonu owocowego niektórzy rozkładają pod koronami drzew specjalne siatki. Jeden z naszych hostów, opowiedział nam historię o tym, jak dojrzały durian spadając z drzewa zrobił dziurę w dachu domu jego sąsiada! A wracając do smaku i zapachu, to jest on przede wszystkim bardzo intensywny i ciężki do porównania z czymkolwiek innym. Przez to tak bardzo charakterystyczny. W Malezji ludzie go uwielbiają i dodają do wszystkiego czego się da. W sezonie można kupić lody o smaku duriana, ptysie durianowi, nawet bogu winną pieczoną rybę w sosie durianowym, na co miałam okazję przez pomyłkę trafić. Szkoda słów 🙂

  1. Nasi Campur – czyli ryż z dodatkami w wersji dla każdego coś dobrego. To nasze ulubione danie, które jedliśmy praktycznie każdego dnia.
    Nasi Campur, czyli dla każdego coś dobregoZazwyczaj dostępne jest w formie samoobsługowej, tzn. w małych knajpkach wystawione są gdzieś pojemniki/garnki z jedzeniem i można sobie samemu nakładać to na co się ma ochotę. Rozwiązanie wprost genialne, bo nawet jeżeli nikt z obsługi nie mówi po angielsku, to nie musimy się męczyć z rozszyfrowywaniem menu. Cena takiego dania w normalnych miejscach to ok. 4-8 MYR za talerz (zależy od tego co się wybierze). Zawsze do dyspozycji jest kurczak w kilku wersjach, ryby, baranina, kilka rodzai warzyw i oczywiście jajka w przeróżnych postaciach. Mięso zawsze ugotowane jest w jakimś przepysznym sosie, którym można sobie polać ryż. Wybór jest zawsze duży. Na ulicznych stoiskach często można kupić to w wersji na wynos, zapakowane w brązowy papier lub liść bananowca (biały ryż + mięsko/warzywa + sos w plastikowym woreczku).

    Najlepszy mee goreng jaki jedliśmy - Tip of Borneo

    Najlepszy mee goreng jaki jedliśmy – Tip of Borneo

  1. Nasi goreng / mee goreng – smażony ryż / makaron – bardzo popularne i proste danie. Podsmażony ryż lub makaron z kawałkami mięsa, warzywami i przeważnie też jajkiem. Takie proste a takie dobre. Bardzo często dodaje się do tego dania orzeszki 🙂 Najlepszy smażony makaron mielismy przyjemność jeść tuż przy morzu na Tip of Borneo, najbardziej na północ wysuniętego krańca wyspy.

 

  1. Apam balik – jedna z naszych ulubionych ulicznych przekąsek. Apam balik to coś w stylu naleśnika, który występuje w 2 wersjach – dużej i grubej lub małej, cienkiej i chrupiącej.
    Apam Baliki, czyli małe chrupiące naleśniki z posypką orzechową w środku.Apam Balik w najczęściej spotykanej wersji, czyli jako wypasiony naleśnikNaleśniki smażone są na naszych oczach i  samemu wybiera się nadzienie. Nam najbardziej przypadła wersja z orzeszkami i czekoladą dla tych dużych lub z cukrem i bananem dla tych małych. Pycha!!! I choć moglibyśmy to jeść codziennie, to na szczęście nie we wszystkich miejscach można to  dostać. Mówię na szczęście, bo za bardzo by się nam przytyło 😉 Np. podczas 2 miesięcy jakie spędziliśmy w tym kraju, tylko 3 razy udało się nam trafić na apam balika w wersji małej i chrupiącej, a to jego lubiliśmy najbardziej.
  1. Roti canai – to potrawa malajsko-indyjska, bardzo popularna w Maklezji jako danie śniadaniowe. To coś pomiędzy naszym naleśnikiem, a smażonym ciastem francuskim, które macza się w różnych sosach curry.
    Roti Canai - nasz śniadaniowy faworytZwykłe proste danie, a uwielbialiśmy je do tego stopnia, że wieczorami już nie mogliśmy doczekać się śniadania 🙂 Jedno roti canai kosztuje 1zł, a do pełni szczęścia wystarczą 2 + nasza ulubiona kopi susu i jesteśmy przeszczęśliwi, a to wszystko w sumie za 3,5zł/os.Do roti canai dodaje się różne sosy na bazie curry.

 

  1. Przekąski. Cieżko tutaj wyszczególnić wszystkie przekąski z jakimi się spotkaliśmy, bo mają ich całe mnóstwo – na słodko, na słono, na ostro, jak kto lubi.
    Uliczne przekąski w MalezjiDlatego opisaliśmy tylko nasze 2 ulubione:

Pisang goreng – czyli smażone kawałki banana w chrupiącym cieście, czasami dodatkowo obsypywane żółtym serem i czekoladą –  brzmi dziwnie, a smakuje rewelacyjnie 🙂 spotkaliśmy się też z wersją na słono z pikantnym sosem. Pisang goren to chyba najbardziej popularna przekąska, więc łatwo ją wszędzie znaleźć.

Pączek z Kają – nie znamy malajskiej nazwy, bo trafiliśmy na tą przekąskę tylko raz (na targu nocnym w Sandakan), ale skradło nasze serca do tego stopnia, że nie ma dnia żebyśmy o tym nie myśleli!  Naprawdę 🙂 To świeżo usmażony podłużny pączek (jeszcze gorący, gdy trafia w ręce nowego właściciela), który pani na twoich oczach przekrawa, smaruje grubo masłem i kają. Niebo w gębie 🙂 a co to kaja? Patrz punkt kolejny.

  1. Kaja – dżem z kokosów, czyli połączenie kokosów, jajek i cukru. Idealne jako dodatek do kanapek czy słodkich przekąsek.
  2. Sate – szaszłyki, albo raczej szaszłyczki. Kawałeczek mięsa na patyku, które grillowane na naszych oczach,  na ulicy.
    Sate, czyli grillowane szaszłyki z pysznym orzechowym sosem.Sate nie byłoby niczym specjalnym, gdyby nie sos. Słodki, orzechowy sos, którego sami nigdy nie połączylibyśmy z mięsem, okazuje się niesamowitym dodatkiem, który zwykłe danie zamienia w majstersztyk! Sate jest też bardzo popularne w Indonezji i tam kosztuje ok 4 – 5 zł za 12 – 15 patyczków. W Malezji niestety jest droższe.

 

  1. Sambal i chili – przed przyjazdem do Malezji lubiłem ostre dodatki w bardzo ograniczonej ilości, teraz po kilku miesiącach w tych rejonach zwykły ryż już mi nie smakuje bez ostrego dodatku. Sambal to nic innego jak pasta z chili do której często dodaje się różne składniki tj. anchois, owoce, cebule itp i wychodzi z tego bardzo pikantny sos, który dostępny jest w każdej knajpce.

 

Dla nie wtajemniczonych dodamy, że w muzułmańskich krajach, jada się rękoma (w właściwie to jedną ręką – prawą). Pomimo, że turystom daje się sztućce, to skoro w Chinach jedliśmy pałeczkami, to tutaj wypadało jeść rękoma.  Po pierwszych oporach, okazało się to całkiem znośne, choć jedzenie rękoma ryżu, wcale nie jest takie proste 🙂 Ciekawostką jest również to, że w tych rejonach nie używa się noża. Dostępne sztućce to łyżka i widelec.

Kuchnia Malezyjska bardzo nam przypadła do gustu i właściwie to ani razu nie zdarzyło się, żeby coś nam nie smakowało, A Magda jest dość wybredna, więc do dziś nie wiem jak to w ogóle możliwe 🙂

4 odpowiedzi do artykułu “Malezyjskie pyszności

  1. Paweł

    Hej Łukasz i Magda!
    Zabrakło Wam punktu 8, hehe 🙂
    Wybaczcie proszę… Zwykle nie robię autoreklamy dla naszego bloga, który zresztą jest nieaktualizowany już od pół roku, ale pod tym artykułem chciałbym wrzucić linka do naszego posta o identycznej tematyce. Do porównania i jako dodatek do Waszego. Zapraszam i smacznego 🙂
    http://mpkpoland.weebly.com/relacja/kuchnia-malezji

    My cieszymy się ostatnimi dniami naszej rocznej podróży do Azji. Niedługo wracamy do domu i czekamy na Was w Poznaniu. Przywieźcie dla nas trochę Kopi Susu, hehe 😀

    Będąc w Malezji spróbujcie też kawy Tenom. Ma inny smak niż Kopi Susu serwowane wszędzie, ale też jest pyszna.

    No i… najlepsza kawa na świecie czeka na Was na każdym rogu w Wietnamie:
    „Ca Phe Sua Da”

    (a co tam, jak już i tak robię sobie Waszym kosztem reklamę swojego bloga to macie jeszcze to:)
    http://mpkpoland.weebly.com/relacja/wietnamska-kawa

    Udanych wojaży!

    1. Admin Autor

      Faktycznie wasz opis to dobre uzupełnienie. Opisaliśmy różne rzeczy, ale widzę że powód jest ten sam – bezwarunkowa miłość do malezyjskiej kuchni 😉 My np. tak bardzo uwielbialiśmy jeść Roti Canai na śniadanie, że tylko raz zdarzyło się nam zjeść Nasi Lamak, choć też oczywiście bardzo nam smakował. Ale o tym że nie można dostać Roti Canai w Indiach to nas zaskoczyliście, oni tam chyba mają po prostu inną wersję tego dania. I dzięki za info o Wietnamskiej kawie! Faktycznie zapowiada się pysznie. Narobiliście nam smaka, a przed nami jeszcze cała Kambodża 🙂

    1. Admin Autor

      Nasze brzuchy miały się dobrze, a właściwie to bardzo dobrze! Malezja nas rozpieszczała na każdym kroku, a właściwie to na każdym talerzu 😉 Chyba będziemy musieli tam wrócić i namówić kogoś, żeby otworzył w Poznaniu Malezyjską knajpke z jedzeniem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *