Podróżne Opowieści

O co chodzi z tym Bali?

Słysząc słowo Bali, zawsze przed oczami pojawiały się nam rajskie plaże. Spodziewaliśmy się krystalicznie czystej wody, białego piasku i palm kokosowych. No i może jeszcze australijskich surferów. Z tego wszystkiego, prawdą okazało się jednak tylko to ostatnie 😉

Po 2 tygodniach pobytu na wyspie, słysząc Bali mamy przed oczami przede wszystkim niesamowitą architekturę, ukryte w głębi wyspy wodospady, niekończące się pola ryżowe oraz tajemnicze obrzędy religijne rdzennych mieszkańców, którzy pomimo ogromnego napływu turystów i  zachodniej kultury, nigdy nie zrezygnowali ze swojej.

 

DSC05684

Pamiętam dobrze, jak w Dżakarcie w Etno Parku, pierwszy raz zobaczyliśmy architekturę balijską. Zakochaliśmy się w niej od pierwszego wejrzenia. Była zupełnie inna od wszystkiego co kiedykolwiek widzieliśmy. Zastanawialiśmy się tylko, czy nadal będziemy mogli ją podziwiać, czy większość budynków została już zmodernizowana. Jednak po zejściu z promu, od razu okazało się, że nasze obawy były zbędne.

IMG_3656

O ile Indonezja w całości jest państwem muzułmańskim to Bali prawie w większości zamieszkane jest przez hindusów. To dzięki ich lokalnej odmianie hinduizmu, ta wyspa jest tak wyjątkowa.

IMG_3537

Jako nasze pierwsze miejsce docelowe wybraliśmy  Ubud  – kulturalną stolicę Bali, słynącą z artystów, galerii sztuki, pięknych rzeźb, ale też pól ryżowych i ogólnego spokoju. Kilka lat wstecz, to było małe miasteczko, składające się z kilku budynków i świątyń porozrzucanych pomiędzy polami ryżowymi. Teraz królują zatłoczone ulice pełne turystów, lokalne sklepy z dziełami sztuki, restauracje i hotele. Jednak miasteczko nadal ma w sobie „to coś”. Lokalni mieszkańcy zdołali rozwinąć miasto na tyle, żeby spełnić oczekiwania turystów, ale jednocześnie zrobili to tak, aby było spójne z ich oryginalną kulturą. Przeglądając przed przyjazdem blooking.com, naszą uwagę zwróciły ogłoszenia typu – pokój z widokiem na pola ryżowe, w centrum. Jak to? A jednak. Wystarczy wejść z głównej ulicy w jedną z setek małych, wąskich uliczek, żeby z każdym krokiem hałas miasta ginął w ciszy i spokoju, a naszym oczom nagle ukazało się pole ryżowe otoczone domkami. Nieźle co? Ale to dopiero początek. Bo wszystkie te domki wyglądają jak świątynie.

DSC05347

Z pełnymi egzotycznych roślin ogrodami, często jakąś fontanną i całym mnóstwem wszelkiego rodzaju posągów. Gdy więc nie ma się okna na pola ryżowe, ma się na taki właśnie ogród 🙂 Nic więc dziwnego, że niektórzy turyści wynajmują takie domki lub pokoje na cały miesiąc. Nawet my ulegliśmy czarowi tego miejsca i zatrzymaliśmy się tam prawie na tydzień 🙂 Trzeba jednak dobrze wybrać guesthouse w którym chce się zostać. My zdecydowaliśmy się na SocaHause (100 000 IDR/pokój), który był trochę oddalony od turystycznego centrum, dzięki czemu dookoła mieliśmy pełno lokalnych, tanich knajpek, a sam guesthouse oferuje jedne z najtańszych pokoi w mieści, przy czym są naprawdę ładne i czyste.

IMG_3573Ubud oprócz setek świątyń, które mija się na każdym kroku, ma też ciekawy park – Małpi Las. O ile podczas naszej podróży mieliśmy okazję widzieć różne rodzaje dziko żyjących małp, to tutaj są na każdym drzewie, na każdym rogu, są po prostu wszędzie! I stanowią nie lada atrakcję dla osób takich jak my, które w swoim kraju małpy widzą tylko w zoo. Można do nich podejść, jak mają humor to je pogłaskać, albo pozwolić im wskoczyć na swoje ramie.  Znane są jednak z tego, że nieuważnym turystom kradną wszystko co popadnie, trzeba się więc mieć na baczności 🙂

Ubud jest też dobrym miejscem na wynajęcie na kilka dni motoru (40 000 IDR/24h – 13zł/24h!), żeby zwiedzić północną i wschodnią część wyspy. Gdy już zwiedziliśmy najbliższą okolicę, w tym Elephant Cave, udaliśmy się w dalszą drogę.

DSC05215

Początkowo chcieliśmy wybrać się na wulkan Batur, jednak po przeczytaniu dziesiątek negatywnych opinii na temat lokalnej „mafii”, która dosłownie mówiąc wymusza w przeróżny sposób na turystach wynajęcie przewodnika, do tego za całkiem ładną sumę, zrezygnowaliśmy. Mówiąc „wymusza” mam na myśli różnego rodzaju groźby, przepychanki itp. Nie chcieliśmy sobie psuć humoru tego typu ludźmi, ani pakować się w kłopoty, bo na przewodnika nie byłoby nas stać, więc zdecydowaliśmy się na plan B, czyli Agung – najwyższy wulkan na wyspie (3142m npm), na który Łukasz postanowił sobie wbiec 😉

Wschód Słońca nad Agung

Wschód Słońca nad Agung

Dlatego udaliśmy się do Besakih. Nie jest to co prawda najlepsza baza wypadowa na wulkan, ale znajduje się tam piękna świątynia Besakih Temple (znana również pod nazwą Mother Temple of Bali), którą Magda mogła podziwiać, gdy Łukasz wbiegał na wulkan.

DSC05505

Balijczycy, jak zresztą na Indonezyjczyków przystało, wiedzą jak irytować turystów. Po zapłaceniu biletu wstępu do świątyni, okazało się bowiem, że do środka mogą wchodzić tylko Indonezyjczycy. Albo… obcokrajowiec w obecności lokalnego przewodnika! Któremu trzeba oczywiście solidnie zapłacić. Tego już było za dużo. Jako, że odmówiłam dodatkowej opłaty, przewodnik poszedł ze mną tylko po to, żeby się upewnić, że nie przekroczę bramy 🙂 Na szczęście okazało się, że tylko środkowa część jest objęta tym zakazem, a boczne uliczki dostępne są dla każdego. Sama wioska nie jest zbyt ciekawa i jeżeli nie planuje się wspinaczki na Agung, to nie ma sensu zostawać tu na noc.

DSC05469

Dużo bardziej przypadła nam do gustu mała miejscowość w górach – Munduk. Jest świetną bazą wypadową do otaczających ją małych, eko plantacji kawy Kopi Luwak, kilku wodospadów oraz niekończących się pól ryżowych. Największą atrakcją tego rejonu jest jednak świątynia na wodzie Pura Ulun Danu Bratan.

DSC05586

Nie mogliśmy jednak wyjechać z Bali, nie zobaczywszy choć jednej ze słynnych plaż, będących rajem dla surferów. W tym celu pojechaliśmy do miejscowości, którą turyści albo omijają szerokim łukiem, albo spędzają tutaj cały swój pobyt. Mowa oczywiście o Kucie. Najbardziej imprezowym i turystycznym mieście na Bali. Można tu wydać majątek, ale tylko gdy ma się na to ochotę. Turystyczna jest tutaj tylko główna ulica i plaża. Jeżeli chce się tanio i smacznie zjeść (obiad za 3,5zł), kupić świeży sok z owoców robiony na naszych oczach (za 3zł) i spać w pokoju za 30zł ze śniadaniem w cenie, wystarczy pokręcić się po małych uliczkach, do których żaden chiński albo australijski turysta nie widzi sensu wchodzić.

DSC05838

W tym mieście też warto wynająć motor, tym razem żeby zwiedzić południową część wyspy.Dużo naczytaliśmy się w Indonezji o skorumpowanych policjantach, którzy polują na turystów na motorze, grożąc im zabraniem prawo jazdy za cokolwiek, tylko po to żeby dostać łapówkę. Jest to tak popularne na wyspie, że nawet lokalni ludzie zaczęli wykorzystywać tą sytuację. Wyobraźcie sobie coś takiego:

Jedziemy sobie na motorze, po czym nagle podjeżdża do nas jakiś pan i szeptem z pełną powagą ostrzega o patrolu policji, który zatrzymuje turystów, 5km dalej. Po czym ściąga nas na pobocze, tłumaczy skąd pochodzi i co robi, dodaje że za 20 minut policja powinna już odjechać, dlatego w międzyczasie powinniśmy się z nim wybrać na pobliską plantację kawy, tylko 1km stąd, żeby przeczekać, a przy okazji się napić! I jak tu traktować tych ludzi poważnie 😉
Co się uśmialiśmy to nasze, z ciekawości od razu ruszyliśmy przed siebie i oczywiście żadnego patrolu policji nie było 🙂 Żałuje tylko, że nie spytaliśmy się skąd niby wie o tym patrolu, skoro jechał w tym samym kierunku co my 😀

Innym razem jednak trafiliśmy na prawdziwy patrol (tym razem nikt nas nie ostrzegał). Przed nami jechało na motorach i w samochodach wielu lokalsów, jednak zatrzymali tylko nas. Jechaliśmy wolno, nie złamaliśmy żadnego przepisu drogowego i oczywiście mieliśmy kaski. Ciekawi więc byliśmy o co się przyczepią. Na szczęście na widok międzynarodowego prawo jazdy Łukasza, pan policjant grzecznie nam podziękował i pozwolił kontynuować podróż. O to więc chodziło. Podobno wielu turystów jeździ po Bali ze swoim krajowym prawo jazdy, przez co musi potem płacić łapówki 😉

DSC05831

Na południu Bali plaże są zdecydowanie najładniejsze, jednak też najbardziej zatłoczone. My byliśmy w porze deszczowej, a i tak ludzi nie brakowało. Mało kto jednak wyleguje się tutaj na plaży. Wszyscy surfują 🙂 Warunki do tego są faktycznie idealne dla każdego. Osoby początkujące spokojnie mogą próbować swoich sił na głównych plażach Kuty, gdzie fale nie są zbyt mocne, podczas gdy ci bardziej doświadczeni uciekają jeszcze bardziej na południe wyspy, gdzie fale dochodzą nawet do 10m!

Magda w akcji

Magda w akcji

My dopiero zaczynamy naszą przygodę z tym sportem, więc zdecydowaliśmy się na opcję pierwszą:) Na plaży mnóstwo jest miejscowych instruktorów, którzy za niewielką opłatę wypożycza deskę (4 000 IDR/1,5h, ok. 12 zł). Warunki do pływania były zdecydowanie lepsze niż na Filipinach, tzn. fale nie były tak mocne, przez co szło nam dużo lepiej 😉 Do pełni szczęścia brakowało nam tego dnia tylko słonecznej pogody i … czystej wody! Jeszcze nigdy nie widzieliśmy tak zaśmieconego morza jak tutaj. W wodzie mnóstwo śmieci, wszelkiego rodzaju reklamówek, plastikowych kubeczków, opakowań po batonikach itp. Aż przykro na to było patrzeć.

Jednak dla nas Bali zawsze zostanie w pamięci jako miejsce magiczne, pełne mistycyzmu, tajemniczych obrzędów i ludzi tak innych od całej reszty Indonezji. Balijska odmiana hinduizmu zwana jest potocznie Amana Tirtha  – religią świętej wody. Mieszkańcy 3 razy dziennie składają ofiary (koszyczki z kadzidełkami, drobnym jedzeniem, kwiatkami) bogom i demonom. Dary złożone na ziemi mają odstraszać demony od domostwa czy miejsc pracy, natomiast te składane powyżej ziemi (w małych kapliczkach) przeznaczone są dla bogów, których tutaj na wyspie jest kilku.

DSC05742

Mieliśmy szczęście być świadkami ceremonii poświęconej bogowi wody, która odbywała się na plaży i podczas której w ofierze złożono żywą kozę! (utopiono biedaczkę w morzu). Innym razem widzieliśmy pogrzeb. Zrobił na nas niemałe wrażenie, bo zamiast chowania zmarłego w grobie, wykonuje się na środku łąki publiczną kremację zmarłego!
Cała wioska schodzi się w jedno miejsce, gdzie w centralnym punkcie składa się ciało zmarłego i następnie spala je na proch. W tradycyjnych obrzędach używało się do tego drewna, jednak w dzisiejszych czasach, zastąpiono je palnikami gazowymi (?!). Ponoć im szybciej ciało spłonie, tym lepszym było się człowiekiem za życia. Gdyby tego było mało, każdy obserwuje jak ciało zmarłego z każdą minutą powoli się kurczy w ogniu, aż zmieni się w popiół.

Tym mistycznym akcentem żegnamy się z Bali i całą Indonezją i ruszamy dalej przed siebie. Do zobaczenia w naszej ulubionej Malezji 🙂

DSC05301

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *