Podróżne Opowieści

Praca na statku pasażerskim czyli 3 w 1: zarabiaj, oszczędzaj i podróżuj.

Kilka lat temu, kiedy byłam jeszcze na studiach, znajoma pokazała mi zdjęcie jednego z największych statków pasażerskich na świecie. Widok tego opływającego w luksusach statku pływającego od jednej tropikalnej wyspy na Karaibach do drugiej, rozbudził mają wyobraźnię. Rzeczywistość była jednak bezlitosna. Jako studentka, a zresztą nawet jako zwykły pracujący w Polsce człowiek, nigdy nie byłoby mnie stać na taki rejs. Ale wiadomo jak to jest, Polak zawsze sobie poradzi 🙂 Nie, nie stworzyłam akcji na Polak potrafi prosząc nieznanych mi ludzi o pomoc w realizacji marzenia. Postanowiłam je spełnić sama. Nie było mnie stać na tygodniowy rejs, ale okazało się, że jak najbardziej stać mnie na rejs 9cio miesięczny! I w ten sposób, po 2 miesiącach od zobaczenia po raz pierwszy tego statku na przypadkowym zdjęciu w internecie, stałam na jego pokładzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszystko potoczyło się ekspresowo. A zaczęło się od nieśmiałego, niewinnego pomysłu – a może by tak spróbować znaleźć na nim pracę? W tym czasie kończyłam pierwszy rok studiów magisterskich z fizjoterapii. Fizjoterapeutki raczej na takim statku nie potrzebują, ale masażystki jak najbardziej. Po przeszukaniu internetu, bez problemu znalazłam firmę, która zajmuje się w Polsce rekrutację do pracy w SPA na statkach. Wysłałam do nich maila z CV, zadzwonili do mnie jeszcze tego samego dnia z informacją, że najbliższa rozmowa kwalifikacyjna jest już za tydzień i że jak najbardziej mnie na nią zapraszają. Nie było się więc nad czym zastanawiać, tylko od razu zabrałam się za przygotowania. A było do czego. Najwyraźniej poszło mi jednak dobrze, bo w przeciągu tygodnia od spotkania rekrutacyjnego poinformowano mnie, że zostałam przyjęta. Następny krok to załatwienie tysiąca dokumentów (za które trzeba zapłacić samemu, więc niezbędny jest wkład własny) i po miesiącu rozpoczynałam już trzy tygodniowe szkolenie w Londynie. Pamiętam do dziś ten moment, gdy wsiadałam sama do samolotu, zupełnie nie widząc co mnie czeka. Kwestie studiów rozwiązałam urlopem dziekańskim na rok. Wiedziałam więc gdzie będę za rok, ale nie miałam pojęcia gdzie znajdę się za miesiąc. Wylatując z Polski nie miałam pojęcia gdzie trafię, na jaki statek, do jakiego kraju, nie wiedziałam ile będę zarabiać, ani nawet kiedy wrócę. Wszystko to była jedna wielka niewiadoma i może dlatego właśnie nie wahałam się ani przez chwilę. Bo gdybym wiedziała jak ciężko będzie, gdybym przeszukała internet w poszukiwaniu szczegółowych informacji o życiu na statku, możliwe że nigdy bym się na to nie zdecydowała, popełniając duży błąd 🙂

DSC00319.O tym co mnie czeka wiedziałam naprawdę niewiele, jednak trzy tygodniowe szkolenie w Londynie szybko sprowadziło mnie na ziemie. Było dość stresująco. Na każdego czeka tam milion reguł, które trzeba bezwarunkowo przestrzegać, zasad którym należy się podporządkowywać i egzaminów które trzeba zdać. Uczyli nas różnych rodzajów masaży i właściwości kosmetyków, które mamy sprzedawać klientom. Ten trening wspominam raczej niezbyt miło, ale każdy kto chce pracować w SPA musi przez niego przejść. Im więcej wiedziałam o mojej przyszłej pracy, tym bardziej się bałam. A gdy zostałam przydzielona na konkretny statek i wylatywałam z Londynu, trzęsłam się ze strachu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę na co się piszę. Podpisałam kontrakt na dziewięć miesięcy, tysiące SPA na statkukilometrów od domu, rodziny i znajomych. Bałam się, że dziewczyny w SPA mnie nie polubią, że szefowa będzie jędzą, że nie dogadam się ze współlokatorką, że nie wytrzymam ciągłego zamknięcia, choroby morskiej itp. Część tego okazała się faktycznie prawdą. Szefowa była jędzą, choroba morska czasami mnie dopadała, a ograniczenie wolności na statku dawało się z we znaki, ale pomimo tego było super. Dziewczyny ze SPA okazały się świetne, tak samo jak cała reszta załogi. Statek przez pierwsze 3 miesiące mojego kontraktu pływał po morzu Śródziemnym na trasie Hiszpania-Francja-Włochy, po czym przekroczył Atlantyk i wpłynął Haitiwprost na Karaiby. Każdy rejs zaczynaliśmy z Miami, po czym udawaliśmy się do Jamajki, Belize, Meksyku i Haiti. Półtorej dnia wolnego w tygodniu oznaczało w praktyce 3 wolne przedpołudnia, które mogłam spędzać na lądzie. I to dla tych chwil żyłam 🙂 tam zawsze było słonecznie, pysznie, pięknie, egzotycznie i bezstresowo. A do tego ciekawie. Jednego dnia skakałam z samolotu ze spadochronem, innego pływałam z delfinami, oglądałam rafę koralową, zwiedzałam wyspę, czy odpoczywałam na plaży.statek zdjsky diving

Życie na statku toczy się swoimi regułami i nie ma dużo wspólnego z życiem na lądzie. Chyba największą różnicą jest to, że tam każdy ma pieniądze. Jedno o co nie trzeba się martwić i czego nikomu nie brakuje to właśnie kasa 🙂 brakuje czasu wolnego, odpoczynku, snu, rodziny, ale nie pieniędzy. Nie trzeba się martwić o opłatę mieszkania, zrobienie zakupów, czy ugotowanie obiadu. Każdy ma swoje miejsce w miniaturowym dwu osobowym pokoju i bufet w którym czeka na niego 3 razy dziennie ciepły posiłek. Wiele przyziemnych spraw życia na lądzie nie istnieje na statku, np. nie ma korków w drodze do pracy, bo jedzie się do niej windą 😉 Nawet dni tygodnia stają się na statku rzeczą względną. Przez 9 miesięcy moje dni tygodnia nazywały się Miami, Meksyk, Belize, Haiti, Jamajka i Seaday (dzień na morzu), a mój tydzień trwał 6 dni bo tyle trwał 1 rejs. Zakończenie rejsu to tak jak zakończenie tygodnia, a pierwszy dzień to tak jak Poniedziałek, nawet jeśli przypadał w środku tygodnia. Normą też była zmiana czasu 2 razy w tygodniu, bo przekraczaliśmy linię zmiany czasu. Każdego dnia obowiązkowo zakłada się ten sam uniform, więc problem „w co się ubrać” na co dzień nie istnieje. A wygląd pracowników jest traktowany dość poważnie i jeśli nie chce się mieć problemów to lepiej go przestrzegać. Dla dziewczyn Spa oprócz czystego i wyprasowanego uniformu, obowiązkowy był makijaż, a szefowa codziennie sprawdzała czy dobrze się prezentujemy. Noszenie biżuterii było zakazane.DSC00209.

Statek na którym byłam nazywa się Liberty of The Seas i był wtedy trzecim największym statkiem na świecie. Na jego piętnastopiętrowym pokładzie mieści się kino, lodowisko, ścianka wspinaczkowa, free rider do surfowania, pole do mini golfa, bieżnia do biegania, pełnowymiarowe boisko do koszykówki, ogromna siłownia, kilka basenów, promenada ze sklepami, ponad 20 barów, kasyno, kilka dyskotek itp. Jest w nim miejsce dla 3500 pasażerów i 1300 załogi. To takie małe pływające miasteczko. Dlatego właśnie potrzebują tam do pracy ludzi na każdym stanowisku. Ktoś musi pracować w sklepie, za barem, w kuchni, na boiskach sportowych, w siłowni, w kinie, w kasynie, czy w szpitalu. Ktoś musi grać muzykę na żywo, tańczyć w pokazach na lodzie, zajmować się animacją gości, organizowaniem wycieczek na lądzie itp. Nie mówiąc już nawet o tych wszystkich technicznych zawodach, które są konieczne do obsługi samego statku. Jednym słowem do koloru, do wyboru, opcji jest naprawdę dużo.flow rider

Będąc pracownikiem SPA można w swoim wolnym czasie korzystać za darmo z większości atrakcji, które statek oferuje gościom. Wolnego czasu nie ma jednak zbyt wiele. Na Liberty of the Seas w SPA pracowaliśmy od 8.00 do 22.00, z godzinną przerwą na lunch i obiad. Nie wiem nawet czy to jest legalne pracować tyle godzin. Ale miało to swoje plusy, bo dzięki temu nauczyłam się wykorzystywać każdą sekundę swojego wolnego czasu 😉 Moje życie prywatne zamykało się średnio w 3 nocnych godzinach, reszta doby to krótki sen i dłuuga praca. Ale za to trzy dni w tygodniu mój czas wolny wzbogacał się o cudowne chwile na karaibskich wyspach. Byłam w miejscach o których nigdy nawet nie śniłam, i nie dość że nic za to nie płaciłam, to każdego dnia zarabiałam. A właściwie to oszczędzałam. Bez potrzeby płacenia za wyżywienie, noclegi i transport, oszczędza się niemal wszystko. I to jest ogromna różnica w pracy na lądzie, gdzie niemal cała wypłata idzie na utrzymanie. Mieszkając na statku, pieniądze wydaje się tylko na przyjemności. Drink na plaży, masaż, ciuchy czy wyprawa w głąb egzotycznej wyspy.DSC00068.

Jednak dziewięć miesięcy pracy na statku to nie przelewki. Było bardzo ciężko fizycznie i psychicznie. Ale nikt nie mówił że będzie łatwo. SPA należy do firmy Steiner, która tylko wynajmuje miejsce na statku. Dlatego osoby które tam pracują nie są zatrudniane przez firmę posiadającą statek, a przez firmę posiadającą SPA. I to robi ogromną różnicę. Pracowaliśmy większą ilość godzin, a nasz kontrakt trwał znacznie dłużej niż całej reszty załogi. Firma Steiner nie cieszy się najlepszą opinią pośród swoich pracowników, ale mimo to wiele osób pracuje w niej latami. Moja manager kładła bardzo duży nacisk na sprzedaż klientom kosmetyków. Wykonanie dobrego masażu nic nie znaczyło, jeśli klient nie kupił po nim polecanego olejku/kremu itp. Szefowa była miła dla tych którzy dobrze radzili sobie ze sprzedażą, a gnębiła tych którym to nie wychodziło. Ponadto ten kto nie potrafił sprzedawać, nie dostawał klientów na masaż, więc tym samym nie zarabiał pieniędzy. Bo największym dochodem są tak na prawdę napiwki. Miałam szczęście trafić na statek z dużą liczbą pasażerów z Ameryki, którzy mają w nawyku zostawianie napiwku za wszystko. Nie przeszkadzał im w nawet fakt, że do rachunku był już automatycznie dodawane 15% napiwku, przeważnie zostawiali jeszcze więcej.

DSC00178Życie na statku to wyzwanie, przygoda, zabawa i ciężka praca. Motto które chyba najlepiej opisuje ten lifestyle to work hard & play hard. Wszyscy pracują ciężko, ale też dobrze się bawią. Bar dla załogi otwarty jest codziennie i nigdy nie jest pusty. Poznaje się tam całe mnóstwo ludzi z całego świata. Twoi znajomi z pracy stają się twoją rodziną. Obowiązuje jednak całe mnóstwo reguł, którym bezwzględnie trzeba się podporządkowywać. W sumie tak jak w każdej pracy, z tą tylko różnicą, że tutaj obowiązują one również w czasie wolnym. Brak nie tylko swobody, ale i prywatności, bo będąc zwykłym pracownikiem, pokój dzieli się z kimś innym.życie na statku pasażerskim

W moim odczuciu życie na statku jest bardzo intensywne. Każdy dzień jest albo świetny, albo tragiczny. Nie doświadczysz tam dni nijakich, albo tak po prostu zwyczajnych. Zawsze coś się dzieje. Niektórzy kochają ten styl życia, inni go nienawidzą. Ja osobiście mam mieszane uczucia. Zrobiłam jeden kontrakt i nie prosiłam o następny. Bardzo cenię sobie wolność, której tam brak. Do tego dochodzi duży stres, niezliczone ilości godzin pracy i ta wredna szefowa, która ma zbyt dużą władzę. Uważam jednak, że życie na statku jest tak bardzo inne od tego na lądzie, że warto czegoś takiego doświadczyć. Przygoda której nigdy się nie zapomni. Niesamowite doświadczenie, które dużo wniosło do mojego życia. A to właśnie dzięki zarobionym tam pieniądzom, byłam w stanie ruszyć w podróż dookoła świata na własną rękę, nie wspominając już o nabytym doświadczeniu, dzięki któremu nie miałam żadnych problemów ze znalezieniem pracy po studiach. Praca na statku jest daleka od ideałów, ale ma swoje niepodważalne plusy, które czynią ją wartą uwagi.

3 odpowiedzi do artykułu “Praca na statku pasażerskim czyli 3 w 1: zarabiaj, oszczędzaj i podróżuj.

  1. Marta

    Gratuluj odwagi … wytrwałosci. Pani postawa, detrminacja jest godna podziwu. Nie ma rzeczy nie mozliwych a marzenia sie spelniaja wystatczy uwierzyc 🙂 pozdrawiam.

    1. Admin Autor

      Dziękuję 🙂 dokładnie, zawsze uważałam że marzenia są po to żeby je spełniać, nie ma więc na co czekać. Tylko że same się nie spełniają, przynajmniej nie te moje, one zawsze okupione są ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami. Ale warto 🙂

  2. MAGDA

    WITAM JESTEM RÓWNIEŻ PEŁNA PODZIWU ! OSOBIŚCIE SAMA ZASTANAWIAM SIĘ NAD APLIKOWANIEM DO TEGO TYPU PRACY. CZY JEST MOZLIWOSC BYM SKONTAKTOWAŁA SIĘ Z PANIA PRIV ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *