Podróżne Opowieści

Przydatnik Australijski

W czasie trzymiesiecznej podróży przez Australie przejechaliśmy autostopem 12 tysięcy kilometrów i zjechaliśmy ją całą wzdłuż. Sporo się o tym kraju w tym czasie nauczyliśmy i przekazujemy tą wiedzę dalej. W tym poście kilka przydatnych informacji dla tych którzy się tutaj wybierają 🙂

Nasza trasaPerth – Geraldton – Coral Bay – Port Hedland – Newman – Meekatharra – Perth – Esperanza – Port Augusta – Uluru – Adelaide – Melbourne – Tasmania – Melbourne – Sydney – Gold Coast

To tylko orientacyjna trasa, dająca zarys naszej drogi. W rzeczywistości zatrzymywalimy się w wielu miejscach po drodze. Zbyt wielu żeby je wszystkie tutaj wypisać 😉 Przejechanie tej trasy autostopem i zobaczenie wszystkiego po drodze zajeło nam w sumie 2 miesiące, potem niecały miesiąc spędziliśmy w Sydney, po czym ruszyliśmy na północ do Gold Coast, skąd  wylecieliśmy.

Autostop: Działa! i to jest najważniejsze 🙂 Podróżowanie w Australii autostopem to ogromna przygoda, którą zdecydowanie polecamy każdemu. Czasami czeka się kilka minut, czasami kilka godzin. Ogólnie mówiąc nie jest źle i prędzej czy później ktoś się na pewno zatrzyma. Autostopując w buszu trzeba pamiętać o zapasach wody. Wybierając się stopem do Uluru mieliśmy ze sobą ok. 8-10 litrów wody, którą uzupełnialiśmy gdy tylko była taka okazja. Wiele osób straszy, że autostop jest tutaj niebezpieczny ze względu na kilka przypadków porwań i zabójstw, które miały miejsce wiele lat temu a na ich podstawie nakręcono nawet film Wolf Creek. Zawsze trzeba więc być czujnym, ale my zawsze czuliśmy się bardzo bezpiecznie i nie mieliśmy żadnych problemów. Łapiąc stopa spotkaliśmy się kilka razy z różnego rodzaju okrzykami z mijającego samochodu, albo nawet pokazywaniem środkowego palca. Jednak ci którzy nas zabierali, zawsze byli super sympatyczni. Kilkakrotnie zatrzymali się dla nas także aborygeni, co było dla nas super doświadczeniem, tylko niestety bardzo ciężko było nam zrozumieć ich silny akcent. Kilka razy zabrały nas też Road Trainy! To najlepszy sposób transportu, gdy chce się przejechać długi odcinek na raz 😉 

Relokacja samochodu: To sposób na wynajem auta za darmo 😉 Relokacja to przetrnsportowanie auta z jednego miejsca do drugiego. Bardzo często za relokację się nie płaci, czasami są to drobne sumy 1-15 AUD/dzień. Czasami zdarza się również trafić na opcję samochodu z kasą na paliwo lub z pełnym bakiem. Firmy wystwiajace samochody do relokacji ustalają też ilość dni i kilometrów do przejechania danej trasy. Jeżeli chciałoby się to wydłużyć to przeważnie nie ma tym problemu, ale oczywiście odpłatnie i po normalnej oficjalnej stawce za wynajem auta. My relokację zrobiliśmy raz. Udało się nam dostać samochód na trasie Sydney – Coffs Harbour. Wszystko odbyło się bez problemów, a na przejechanie 350 km dostaliśmy 48h więc mogliśmy trochę pozwiedzać po drodze. Więcej na ten temat pisała Where is Juli tutaj.

Wynajem auta: Bardzo popularna opcja w Australii. My wynajelismy samochód osobowy na Tasmanii i bylismy bardzo zadowoleni. Warto również pomyśleć o ubezpieczeniu samochodu na czas wynajmu – każda firma wynajmująca ma w ofercie ubezpieczenie, jednak jest ono dość drogie. Dużo lepsze warunki ubezpieczenia oferują firmy zewnetrzne jak np. tripcover.
Firm oferujacych wynajem samochodu jest całe mnóstwo, wystarczy wyszukać w Google. My skrzystaliśmy z oferty Thrifty Car Rental 
i wypożyczenie Toyoty Yaris na 7 dni wyniosło nas 220 AUD + 60 AUD za ubezpieczenie w TripCover. Gdy bylismy w Australii (2018 rok) to litr paliwa kosztowal ok 1.2 – 1.4 AUD.

Car sharing: Czyli znalezienie w internecie kierowcy, który jedzie tam gdzie my i chce nas zabrać w zamian za dołożenie się do paliwa. Sprawdziliśmy z ciekawości tą opcję, ale ostatecznie nigdy się na nią nie zdecydowaliśmy. Może i byłoby czasami wygodniej i szybciej niż na stopa, ale ze względu na ogromne odległości między miastami, nawet tanie paliwo wychodzi ostatecznie sporo. Przykładowo ok. 800km to koszt 60$/os. Oferty Car sharing można znaleźć na facebooku np. w grupie: Australia backpacking, sharing car and adventure traveling.

Transport Publiczny: korzystaliśmy z niego tylko w dużych miastach. Niestety swoje kosztuje. W każdym mieście obowiązują inne stawki i promocje. Np. w Melbourne jednorazowy przejazd wynosi ok 4 AUD, ale każdego dnia płaci się tylko max za 2 przejazdy – tzn, nie pobierze nam z karty więcej niż 8 AUD/na dzień niezależnie od tego ile tego dnia przejechaliśmy. A w ścisłym centrum miasta, transport publiczny jest za darmo.W Sydney natomiast cena biletu zależy od przejechanej ilości kilometrów, więc za pojedynczy przejazd na krótkim odcinku możemy zapłacić ok, 2,50 AUD, ale za dłuższe odcinki może wyjść ponad 6 AUD. Dobowy maksimum opłat za przejazdy, wynosi 16 AUD. Po zapłaceniu tej sumy, nie pobiera nam już więcej pieniędzy z karty. Istnieją za to ciekawe promocje, np. w każdą niedzielę możemy jeździć tyle ile chcemy, a z karty pobierze nam tylko 3,50 AUD i ani centa więcej! Inna ciekawa opcja, to po wykonaniu 8 przejazdów w tygodniu, każdy następny przejazd ma 50% zniżki. Przejazdy naliczane są od Pon do Sob. (bo w niedzielę i tak płaci si tylko 3,50 AUD za cały dzień). Co miasto to inny obyczaj. Najlepiej dowiadywać się na miejscu w informacji turystycznej.

Karta Sim : Nie jest to tania sprawa, ale bardzo ułatwia życie. Najwiekszy zasieg w calej Australii oferuje Telstra – nasz miesięczny plan kosztował 30 AUD/miesiąc i zakładał 2GB + darmowe rozmowy. Dodatkowo dostalismy w bonusie 5GB na 90 dni. W buszu z dala od jakichkolwiek osad, żadna sieć nie ma zasięgu.

Darmowy Internet: W dużych miastach można bardzo czesto spotkac darmowe miejskie wifi. Każdy McDonald i inne fastfoody też go mają.

Ludzie: Australijczycy są bardzo luźni, mili i sympatyczni. Zawsze zagadają i chętnie porozmawiają o czymkolwiek, a poproszeni o pomoc jej udzielą. Szczególnie przypadli nam do gustu ludzie w Australii Zachodniej. Może przez to że ta część kraju jest słabo zaludniona, każdy tam jest szczególnie przyjazny. W tej części Australii kierowcy  bardzo często zapraszali nas do domów na noc. Co już nie zdaża się tak częśto w innych rejonach kraju.

Ceny: Generalnie Australia do tanich nie należy, ale bez problemu można po niej podróżować budżetowo. Wystarczy zaopatrzyć się w namiot, śpiwór, karimatę i małą kuchenkę gazową, do tego wyciągnąć kciuk na ulicy, a nasze wydatki spadają do minimum i ograniczają się do kupowania jedzenia w sklepach spożywczych. Najtańsze gotowe jedzenie to chyba McDonald gdzie za hamburgera można dostać za 1 AUD, za frytki 3 AUD. Naszym ulubionym posiłkiem były lokalne Fish’n’Chips, czyli frytki z rybą. Jedna porcja kosztuje od 10 AUD w górę. Na codzień sami sobie gotowaliśmy, więc w składniki zaopatrywaliśmy się w sklepach spożywaczych. Najtańszy jest zdecydowanie Aldi. Ale wieczorem w każdym dużym supermarkecie można znaleźć super promocje. Wiecej informacji na temat cen w Australii znajdziecie u Julii tutaj.

Opp Shop: Czyli sklepy z używaną odzieżą. Przyjeżdżając do Australii spodziewaliśmy się bardzo wysokich cen ciuchów, więc nie nastawialiśmy się na kupowanie czegokolwiek. Wystarczylo jednak pierwsze wejście do sklepu second hand i już wiedziliśmy, że będziemy stałymi bywalcami. Tutaj wszyscy do nich chodzą, a dzięki temu że są tak popularne, są też bardzo dobrze wyposażone i można w nich kupić bardzo dobrej jakości ciuchy (i nie tylko), za małe pieniądze.

Woda pitna: Można ją pić wszędzie prosto z kranu. Czasami zdaża się, że woda jest niezdatna do picia, ale wtedy przy danym kranie znajduje się informacja o tym. Tylko wybierając się na outback, trzeba wziąść ze sobą spore zapasy – my mieliśmy zawsze 8-10l wody. To dość spory ciężar przy poruszaniu się autstopem, ale nie ma innego wyboru.

Spanie na dziko: Jezeli chodzi o sam namiot nie ma z tym problemu nigdzie. Wystarczy odejsc kawalek od drogi i już 🙂 Oczywiscie trzeba zawsze uważać na węże i pająki, dlatego warto rozbijać się przed zachodem słońca. Gdy złapała nas noc w jakimś mały miasteczku, pytaliśmy się pierwszego lepszego właściciela domu z ogródkiem i tam się rozbijaliśmy. Czasami, gdy nie mieliśmy innego wyjścia, rozbijaliśmy się namiotem tam gdzie pisało, że kemping jest zabroniony. Wtedy rozbijaliśmy namiot późnym wieczorem i składaliśmy go wczesnym rankiem, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Nie mieliśmy nigdy z tego powodu problemów.

Kempingi, toalety, grile: Australia ma olbrzymią bazę kempingów w wersji płatnej jak i darmowej. Można je znaleźć na WikiCamp AUS. Bardzo pomocne w podróżowaniu po Australii są bezpłatne toalety oraz publiczne grile. W wielu miastach w parkach i na kempingach dostępne są darmowe elektryczne grile z ktorych każdy może korzystać.  I zdecydowanie warto. To najtańszy sposób na zjedzenie Australiusjkiego steka 😉 Wystarczy kupić kawał dobrego męsa w sklepie i samemu sobie przyżądzić na grilu :)Trzeba tylko pamiętać, żeby zawsze po użyciu takiego grila umyć. W Australii jest też bardzo dużo publicznych, darmowych toalet.

Couchsurfing: Funkcjonuje bardzo dobrze choć w Australii dla tych którzy są w podróży od dawna i tęsknią za Polską jest fajna alternatywa – każde duże miasto ma swoją lokalną grupę na Fb, która zrzesza mieszkających tam Polaków. W Perth i Melbourne zamiast pisać zapytań na Couchsurfingu, napisaliśmy publiczną prośbę właśnie na tych grupach dla Polaków. Można je znaleźć pod nazwą np. Polacy w Perth, Polacy w Melbourne itp. Poznaliśmy dzięki temu wspaniałych rodaków, którzy powitali nas ogromną gościnnością.

Opłaty za atrakcje turystyczne: W ciągu 3 miesięcy, zdażyło się nam tylko 2 razy zapłacić za wejściówki. Cała reszta niesamowitych miejsc jest za darmo 🙂 Pierwsze to 25$/os na teren Parku Uluru – Kata Tjuta, a drugie to 60$/samochód na wszyskie Parki Narodowe na Tasmanii.

Niebezpieczne zwierzęta: Australia przedstawiana jest jako kraj, gdzie niebezpieczne węże i pająki spotyka się codziennie. Co nie jest do końca prawdą. W ciągu 3 miesięcy spania na dziko w buszu, na kempingach i w domach lokalnych ludzi, widzieliśmy tylko 1 węża (przekraczał ulicę gdy jechaliśmy samochodem) i kilka pająków, które jednak w żaden sposób nie zakłucały naszego spokoju. Wiadomo, że one gdzieś są, dlatego zawsze trzeba być uważnym i ostrożnym. Śpiąc na dziko w buszu rozbijaliśmy namiot przed zapadnięciem zmroku i staraliśmy się już z niego nie wychodzić. Oprócz tego w Australii trzeba też uważać na krokodyle, meduzy, niektore ryby, rekiny, a nawet rośliny (np. niewinnie wyglądająca, ale silnie parzącą gympie-gympie, po której oparzeniu pewien mężczyzna popełnił samobójstwo z bólu! Po więcej info odsyłamy tutaj). Krokodyle i meduzy występują w dużych ilościach na północy kraju, ale w każdym miejscu gdzie można je spotkać ustawione są tablice ostrzegawcze zakazujące wchodzenia do wody. Węże są bardzo płochliwe i z reguły czując wibrację na ziemi od naszych kroków, same uciekają. Ataki rekinow zdarzaja sie bardzo żadko. Lokalni ludzie zawsze wiedzą najlepiej gdzie jest bezpiecznie a gdzie nie, więc warto pytać.

Ogólne koszty: Przed przylotem do Australii, trochę się baliśmy czy 3 miesiące w tym drogim kraju nie zrujnuje zupełnie naszego budżetu. Okazało się jednak, że dla chcącego nic trudnego 😉 Podróżując po Azji, nasz miesięczny budżet wynosił ok 1100 USD/miesiąc/2 os, wliczając w to absolutnie wszystko, tzn. także bilety na samolot, pamiątki, ciuchy, sprzęt elektroniczny itp. Po 3 miesiącach w Australii okazało się, że nasz budżet wynosił dokładnie tyle samo co w Azji! Jak to możliwe? O ile podróżując przez kraje Azjatyckie przeważnie korzystaliśmy z hoteli i jedliśmy w knajpach ulicznych, to w Australii zawsze spaliśmy pod namiotem (no chyba że u kogoś w domu), a jedzenie przeważnie gotowaliśmy sobie sami. Nie zmieniła się tylko jedna rzecz – i tu i tu podróżowaliśmy autostopem 🙂 Gdyby nie nasza tygodniowa wyprawa na Tasmanię, gdzie zapłaciliśmy 280 AUD za wynajem auta z ubezpieczeniem, to nasz budżet byłby nawet mniejszy niż w Azji! Ale jest coś jeszcze. Przez 3 tygodnie które spędziliśmy w Sydney, postanowiliśmy trochę podreperować nasz budżet i popracować. Przez ten czas udało się nam zarobić mniej więcej 3000 AUD, dzięki czemu nasza 3 miesięczna podróż przez Australię zupełnie się nam zwróciła !!! Niesamowite 🙂

Praca na wizie turystycznej: Tak, można ją znaleźć i to nawet całkiem łatwo! Więcej o tym napiszemy już wkróce. 

Sprawdźcie też nasze inne posty o Australii:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *