Podróżne Opowieści

Rajskie plaże w el Nido

Palawan z każdym rokiem staje się coraz bardziej popularną destynacją turystyczną ale na szczęście nadal bez problemu można tam znaleźć przepiękne, dzikie plaże, nawet w tak turystycznym miejscu jak el Nido, trzeba tylko odejść kawałek od centrum 😉 To właśnie na Palawanie znajdują się według nas najpiękniejsze plaże w Azji! Byliśmy w Tajlandii, Malezji, na Bali, na Okinawie w i wielu innych miejscach, ale tak ładnych, nieprzepełnionych ludźmi i w dodatku z piękną rafą koralową do snorkelingowania, nie widzieliśmy nigdzie indziej. Plaże i laguny na jakich byliśmy w czasie Island hoppingu (pływanie łodzią po różnych małych wyspach) w el Nido i Port Barton zdecydowanie wygrywają.

Bilety na Palawan (z Manili) kupiliśmy z ponad miesięcznym wyprzedzeniem i w tym okresie najtańsze bilety oferowała akurat Air Asia. Lecieliśmy tą linią póki co 4 razy, z czego 3 razy trafiliśmy na ogromne opóźnienia.

Po przylocie na lotnisko w Puerto Princessa udaliśmy się pieszo na w dworzec autobusowy, żeby jak najszybciej dostać się do El Nido – podobno raju na Ziemi. Filipińczycy maja to do siebie, że jak zagraniczny turysta pyta o cenę noclegu, transportu, atrakcji turystycznej, czy w ogóle czegokolwiek to na poczekaniu wymyślają jakąś cenę, a nóż się uda. Dlatego zawsze trzeba się targować, nawet jeśli pokazują nam kartkę z „oficjalnym” cennikiem, który z resztą najczęściej sami zrobili. Tak też było z transportem do El Nido. Cena początkowa 9 osobowego klimatyzowanego busa to 600 PHP/os, ale za 400 też da radę 🙂 (są również autobusy RoRo i Cherry w cenie 380 PHP, więc różnica niewielka, a bus jedzie niemal o połowę krócej). I tak równo o północy byliśmy na miejscu. Samo El Nido to mała wioska, gdzie centrum poprzeplatane jest różnymi miejscami noclegowymi, sklepikami, restauracjami i barami, a przede wszystkim biurami oferującymi różne atrakcje turystyczne. Po długim marszu udało się nam w końcu dojść opuszczoną plażę na północ wioski. Tak się nam przynajmniej wydawało;) W oddali, na morzu widać było tylko ciemne zarysy wysp, dookoła typowe dla tej części Azji łodzie zw. bańkami oraz mnóstwo krabów. Dopiero rano mogliśmy na spokojnie przyjrzeć się naszemu polu namiotowemu. Widok który ukazał nam się zaraz po wychyleniu głowy z namiotu był imponujący.

Widok z jednej z plaż w El Nido.

Widok z jednej z plaż w El Nido w czasie odpływu.

Błękitna czysta woda i górzyste wyspy w oddali. Dlatego właśnie chcieliśmy tutaj przyjechać 🙂 Co prawda dzika plaża okazała się zamieszkana przez lokalnych rybaków, którzy mają swoje małe drewniane domki ukryte w lesie tuż przy plaży, ale nie robili nam żadnych problemów. Natomiast poranny spacer po plaży rozwiązał wszystkie wątpliwości co do noclegu na następne dni. Choć rozbiliśmy się na końcu wioski, to nadal został jeden resort. I to jaki 🙂 Z własną, piękną czystą plażą z wiszącymi hamakami, małymi domkami otoczonymi gęstą roślinnością i co najważniejszą przesympatyczną ekipą.

Na naszej ulubionej plaży w el Nido.

Na naszej ulubionej plaży w el Nido.

Od słowa do słowa okazało się, że niedawno przejęli to miejsce i teraz je remontują, żeby na święta otworzyć i w sumie to nie widzą żadnego problemu żebyśmy rozbili nasz namiot na terenie ośrodka zupełnie za darmo! Z dostępem do kuchni, prądu i łazienki 🙂 Takie poranki to my lubimy! Już po kilku godzinach byliśmy pewni, że pobyt w ośrodku z Paulem, Army, Zaidą i Seidą będzie najlepszą rzeczą jaka mogła nam się tutaj przytrafić. A sam ośrodek (Garden Bay Beach Resort) to bajka, ok. 20 min pieszo od centrum wioski – wystarczająco daleko, żeby nic nie zakłócało ciszy i spokoju tego miejsca, ale jednocześnie wystarczająco blisko żeby pójść do sklepu.  Dookoła mnóstwo zieleni, palm kokosowych, drzew mango, pomelo, bananowca, chlebowca i wiele innych, a do tego dzikie małpy w lesie, które wieczorami przychodzą na teren ośrodka podjeść sobie trochę owoców 🙂

Nasz namiot w nie otwartym jeszcze resorcie, tuż przy plaży.

Co do samego miejsca to El Nido jest typowym nadmorskim małym kurortem, który dopiero się rozwija, ale można znaleźć w nim wszystkie potrzebne rzeczy. Ponoć brakuje tylko bankomatu, który przyjmuje zagraniczne karty, warto wiec na w razie czego zabrać ze sobą zapas gotówki. Wiele osób narzeka na imprezowych charakter tej miejscowości, co faktycznie może być problemem jeśli ktoś zatrzyma się na noc w centrum miasta. Dlatego im dalej na północ od centrum, tym lepiej 🙂 W centrum wioski nie ma zbyt ładnej plaży na której można sobie poleżeć, ale wystarczy zrobić dłuższy spacer na północ, żeby znaleźć się w raju. Pierwszego dnia zrobiliśmy sobie właśnie takie małe zwiedzanie terenu i doszliśmy do kilku pięknych piaszczystych plaż, z palmami kokosowymi, krystalicznie czystą wodą, na których przez cały dzień nie spotkaliśmy nikogo!

Jedna z plaż w północnej części el Nido.

Jedna z dziewiczych plaż w północnej części el Nido.

Jak to możliwe, ze w mieście jest dużo turystów a pomimo to na plażach pustki? A no tak, że ludzie tutaj raczej korzystają z innych atrakcji turystycznych, których od następnego dnia i my mieliśmy ochotę zaznać 🙂

Na pierwszy ogień wjechał duży, solidny kajak, którym można pływać po morzu, od wyspy do wyspy. W pobliżu El Nido jest całe mnóstwo małych wysp i na jedną z nich bardzo chcieliśmy się wybrać. Kajak wypożyczyliśmy za 500 PHP/dzień z maskami do nurkowania wliczonymi w cenę. Nie do końca rozumiemy jak to możliwe, że wypożyczenia kajaku jest droższe od motoru, ale nie wszystko da się w tym kraju zrozumieć. Tak czy inaczej był to świetny pomysł. Szybko okazało się, że wiosłowanie na otwartym morzu jest zdecydowanie trudniejsze niż wiosłowanie na jeziorze 🙂 Na szczęście trud się opłacił, bo w nagrodę znaleźliśmy się na malutkiej wysepce z plażą wielkości boiska do piłki koszykowej całej dla nas. Biały, miękki piasek i piękna rafa  koralowa pod wodą. Raj na Ziemi 🙂

Jedna z małych wysp, do których można wybrać się z el Nido kajakiem :)

Jedna z małych wysp, do których można wybrać się z el Nido kajakiem 🙂

Kolejnego dnia zrobiliśmy sobie wycieczkę motorem po wyspie. Standardowa cena za wypożyczenie motoru to 500-700 PHP/dzień, nam udało się dostać go za 400 PHP i po zatankowaniu 3 litrów paliwa (w El Nido 50 PHP/l) ruszyliśmy przed siebie. Już po kilku pierwszych kilometrach znajduje wodospad, do którego dojście leśną ścieżką zajmuje ok. 30 minut.

Wodospad, ok 10 km od el Nido.

Wodospad, ok 10 km od el Nido.

Oczywiście na turystów czeka cały szereg przewodników, ale nie mają nic przeciwko gdy chce się iść samemu, a droga jak zawsze jest oczywista. Wodospad jednak nie zrobił na nas szczególnego wrażenia, szybko więc ruszyliśmy w stronę zachwalanej przez cały świat Napcan Beach. Na wstępie każdy musi zapłacić 50 PHP opłaty klimatycznej. Tak po prostu za oddychanie drogocennym powietrzem i stąpanie po białym piasku. Przyzwyczailiśmy się już do bezludnych plaż na Filipinach, trochę się więc zdziwiliśmy widząc całkiem sporą liczbę turystów. Czytaliśmy wpisy z początku 2014 roku o pustej, niemal jeszcze dzikiej plaży. Widać więc jak szybko to się zmienia. Nie ma co się jednak co dziwić, bo plaża faktycznie jest przepiękna, a do tego bardzo szeroka i długa, dlatego każdy bez problemu znajdzie tam miejsce dla siebie.

Napcan beach

Napcan beach

Biały piasek, turkusowa woda, wysokie palmy i malutkie górzyste wysepki zatopione w morzu spodobają się nawet najwybredniejszym turystom. Do tego w przeciwieństwie do El Nido, można wejść do wody na boso, bo nie ma żadnych kamieni. Jedynym problemem, ale ty być może akurat taki się nam trafił dzień, były okrutnie wysokie i silne fale, które niejednego poturbowały. Na moich oczach obiły twarz jednego Amerykanina, który po wyjściu z wody wyglądał jakby stoczył walkę bokserską! Trzeba uważać. Choć pogoda piękna, a na niebie ani jednej chmurki to o pływaniu nie było tego dnia mowy. Ale zabawa z falami dostarczała każdemu odważnemu dawki adrenaliny 🙂 Po godzinie leniuchowania przyszedł jednak czas ruszać dalej, bo jeszcze sporo drogi przed nami. Tego dnia naszą największą atrakcją była dla nas sama droga oraz mijane po drodze wioski. Widać, że tu na wyspie wszystko dopiero startuje, buduje się drogi, remontuje domki, ludzie powoli otwierają się na turystów.

Motorem po bezdrożach Palawanu.

Motorem po bezdrożach Palawanu.

Pewnie za 5 lat będzie to wyglądało zupełnie inaczej, ale póki co mogliśmy podziwiać prawdziwe Filipiny. Pomimo biedy w jakiej żyją tutaj ludzie, wszyscy są bardzo uśmiechnięci, życzliwi i towarzyscy. Tego dnia przejechaliśmy motorem ponad 100 km, w większości po bezdrożach. Dojechaliśmy do wielu małych malowniczych wiosek, do których z powodu bardzo złego stanu dróg, turyści rzadko docierają.

Podczas pobytu w  naszym rajskim resorcie, jednego dnia chcieliśmy pomóc w pracach naszym filipińskim przyjaciołom. Kolejny dzień przeznaczyliśmy więc na prace porządkowe w ośrodku. I tak od 7.00 ostro zabraliśmy się za sprzątanie i doprowadzanie do perfekcji plaży. Szybko się jednak okazało, ze Filipińczycy zdecydowanie inaczej podchodzą do swoich obowiązków. O ile my byliśmy nastawieni na całodzienną pracę, to oni co 30 minut robili trwające ok. 1-1,5 godziny przerwy!

O gościnności Filipińczyków krążą legendy. My również mogliśmy się o niej przekonać :)

O gościnności Filipińczyków krążą legendy. My również mogliśmy się o niej przekonać 🙂

Po posprzątaniu plaży, co zajęło w sumie mniej niż godzinę czasu, przyszedł już czas na przygotowywanie lunchu! Najpierw trzeba było jednak poczekać aż Paul i Zaida wrócą z wioski z zakupami. A że czeka się najlepiej na hamaku to hop i kolejna godzina leniuchowania. Szybko się więc zorientowaliśmy, że raczej się nie napracujemy. I co gorsza, nie dało się ich nawet przekonać żeby dali nam coś do roboty, a gdy tylko coś zaczynaliśmy coś robić, to po 15 minutach kazali nam już odpoczywać 🙂 Jestem pewien, że gdyby na teren ośrodka wpuścić 4-5 Polaków, to wszystko byłoby przygotowane w tydzień zamiast w miesiąc. No ale nic, zamiast całego pracowitego dnia, przyjemnie spędziliśmy dzień z naszymi znajomymi 🙂

Jedną z największych atrakcji El Nido i chyba całego tutaj wyspiarskiego regionu, są wycieczki łódką po wyspach, tzw. Island Hopping. Do wyboru jest kilka wariantów wycieczek, a standardowa cena to 1200 PHP/os z posiłkiem na wyspie w cenie. Oczywiście wszystko jest kwestią negocjacji i tutaj po raz kolejny wykazała się Magda. Nasz Island Hopping w El Nido mieliśmy ostatecznie za 900 PHP/os już z wliczoną  opłatą klimatyczną (200PHP/os) . Generalnie jest tak, że jak przychodzi do ustalania ceny, targowania się itp. to nieświadomym zagrożenia lokalsom, czy to w Chinach, czy na Filipinach, wysyłam Magdę 🙂 Bez zmrużenia oka, jest wstanie obniżyć cenę prawie wszystkiego. Ja się dopiero tego uczę:)

I tak wypłynęliśmy o 9 rano, a wróciliśmy ok. 16.30. Na naszej łodzi było nas w sumie aż 14 osób. Generalnie ok. godziny 8.30 -9.00 widać duże poruszenie na plaży – mnóstwo łódek szykuje się na swoje rejsy, wszędzie krzątają się turyści wyposażeni w wodoodporne opakowania na telefony i aparaty. To w czasie tego Island Hoppingu mieliśmy okazję zobaczyć na własne oczy te wszystkie przepiękne, pocztówkowe miejsca, którymi szczycą się Filipiny. Wycieczka była bardzo fajna, a wyspy i ich plaże naprawdę rajskie.

Big Lagoon. El Nido.

Big Lagoon. El Nido.

W cenę wliczone były także maski do nurkowania, więc mogliśmy podziwiać rafę koralową i jej podwodne życie do woli. Brakowało tylko trochę więcej spokoju 🙂 Bo jak można cieszyć się Sekretną Laguna do której przejście prowadzi przez mały otwór w skale, gdy czekasz 5 minut w kolejce żeby tam wejść, bo w środku jest ok. 30 osób! No ale pewnych rzeczy nie da się zatrzymać i turystów będzie tutaj tylko więcej. Jednak w porównaniu do tego co dzieje się w Tajlandii, to tutaj było na prawdę spokojnie 😉 Dostaliśmy do tego przepyszny obiad na plaży składający się ze świeżych ryb, małż, grillowanego mięsa z kurczaka i wieprzowiny, ryżu i owoców na deser.

Duża Laguna. El Nido.

Duża Laguna. El Nido.

Generalnie byliśmy bardzo bardzo zadowoleni z Island Hoppingu. I choć łodzi z turystami było sporo, to nadal można nacieszyć się pięknem otaczającej przyrody i przyjemnie spędzić dzień pływając od jednej rajskiej plaży do drugiej 😉

Nasza łódka. El Nido

Nasza łódka na jednej z wysp. El Nido

Wszystko co dobre niestety szybko się kończy i tak po 5 dniach musieliśmy się pożegnać z naszą filipińską rodziną. Bardzo się z nimi zaprzyjaźniliśmy, sprawili że w resorcie czuliśmy się jak w domu, a ich gościnność często nas onieśmielała. Bo samo słowo „dziękuję”, za czekającą na nas kawę o poranku, pyszne śniadanka czy kanapki z masłem orzechowym które dostaliśmy zaraz po powrocie do resortu, bo ominął nas lunch, naprawdę nie było wystarczające. Przed nami jednak mnóstwo innych miejsc do zobaczenia i dużo ludzi do poznania, dlatego czas ruszać dalej. Naszym kolejnym przystankiem był Port Barton. Miejsce tak samo pięknego jak El Nido, jednak dużo tańsze, spokojniejsze i niezbyt jeszcze popularne wśród turystów, ze względu na trudny dojazd.

2 odpowiedzi do artykułu “Rajskie plaże w el Nido

  1. Woliniak

    grupa Travel Club SZCZECIN penetrowała Palawan w dwóch rzutach

    4 osobowa forpoczta pod wodzą Darka w listopadzie 2017, następni pod wodzą Rysia w

    grudniu 2017.Na Filipinach byliśmy 3 lata wcześniej na Cebu i Boholu też super.

    Odwiedziliśmy 100 krajów. PALAWAN jest naszym numer 1.Warto tam pojechać.

    Spieszcie się póki nie jest popsuty przez masową turystykę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *