Podróżne Opowieści

Taman Nagara

Z wizytą u słoni w drodze do jednej z najstarszych dżungli na świecie – Taman Nagara.

Wiecie, że w Malezji jest takie miejsce, gdzie można wykąpać się w rzece ze słoniem? Albo przespacerować się po liczącym bagatela 130mln lat lesie deszczowy? No właśnie, zanim tu przyjechaliśmy, też nie wiedzieliśmy 🙂

DSC06452

Nie wiemy jak dla was, ale bliski kontakt z egzotycznymi zwierzętami i wyprawa do wielkiej dżungli, brzmi dla nas lepiej niż wylegiwanie się  na plaży, no bo ile można cieszyć się tym białym piaskiem i krystalicznie czystą, idealnie błękitną wodą 😉 Zanim dotarliśmy więc na którąkolwiek z pięknych wysp, ruszyliśmy na eksplorację wnętrza tego kraju. A Sanktuarium Słoni w Kuala Gadah, było jednym z naszych przystanków. Wydawało się nam, że będzie to coś podobnego do Centrum Orangutanów w Sepiloku – że będziemy mogli spacerować po otwartych terenach i co jakiś czas drogę przebiegnie nam słoń albo w ogóle cała grupka 😉 Niestety tym razem trochę się zawiedliśmy. Dla odwiedzających przeznaczony jest tylko mały kawałek ośrodka, w którym znajdują 4 półotwarte wybiegi dla słoni. Zwierzaki odgrodzone na tyle, żeby nic nikomu nie zrobiły, za to spokojnie można je karmić zakupioną na miejscu  trzciną cukrową, którą wcinają z chęcią w każdych ilościach.

Mieliśmy szczęście załapać się na prezentację słoni, podczas której dowiedzieliśmy się kilku faktów z życia tych zwierzaków i znów można je nakarmić podstawionymi w tym celu ogólnie dostępnymi owocami. Po tych formalnościach część główna programu, czyli kąpiel słoni w rzece 🙂

DSC06510

Widać było, że sprawia im to przyjemność, bo bawiły się w wodzie jak małe dzieci. A po kąpieli dorosłych słoni, niespodzianka – odwiedzający mają okazję za dodatkową opłatą pomóc w kąpieli małych słoników! Sam pomysł wydaje się super, choć z realizacją niestety już trochę gorzej. My się na to nie zdecydowaliśmy i jakoś nie żałowaliśmy, ale widać było że dzieciaki miały niezłą frajdę. Co do samego miejsca to jeżeli ktoś tak jak my, nie miał wcześniej możliwości bliskiego kontaktu z tymi olbrzymami, to zdecydowanie warto tu przyjechać, szczególnie że wejście jest darmowe 🙂 Ale co najważniejsze – jest to centrum opieki nad tymi zwierzętami, więc są tutaj bardzo dobrze traktowane, a z tym akurat w innych krajach bywa różnie. My zawitaliśmy tutaj po drodze z Kuala Lumpur do Taman Nagara i choć jak można się domyśleć to miejsce zlokalizowane jest z dala od wszystkiego, to nie mieliśmy problemów z dojazdem tutaj stopem. W jedną i w drugą stronę poszło gładko, udało się nam nawet poznać sympatycznych rodaków, którzy pomogli się nam stąd wydostać. A co do Polaków, to tutaj w Malezji wyjątkowo dużo spotykamy rodaków i dobrze tak od czasu do czasu porozmawiać z kimś innym po polsku:)

DSC06458

Gdy więc już nakarmiliśmy wszystkie słonie, mogliśmy z czystym sumieniem wyruszyć do naszego głównego celu, czyli Taman Negara – jednego z najstarszych lasów równikowych na świecie, który liczy ponoć 130mln lat! Na miejsce dojechaliśmy już wieczorem (wyobraźcie sobie, że ostatnie 50km przejechaliśmy z zatrzymanym na stopa studentem, który nie zwracając uwagi na nasze sprzeciwy uparł się, że nas zawiezie, pomimo, że w cale tam nie jechał. W efekcie biedak przejechał 100 km, tylko po to żeby nas zawieźć a potem wrócić do swojego domu!), przespaliśmy się na polu namiotowym i rano ruszyliśmy z ambitnym planem w dżunglę 🙂 Jako że do lasu wchodziliśmy od strony Kuala Tanah, to mogliśmy skorzystać z udogodnień jakie w tej części dżungli dla turystów przygotowano.

Wiszące mosty w dżungli

Stworzono tutaj jeden z najdłuższych mostów wiszących na Świecie, mnóstwo ścieżek trekkingowych po dżungli, a nawet kilka miejsc gdzie można przenocować. Do dyspozycji są pola namiotowe i leśne chatki. My z ciekawości zdecydowaliśmy się na opcję drugą. Opłata za wejście do Parku to 1 MYR/os (1zł), a nocleg w leśnym domku to wydatek 5 MYR/os (5zł). Dodatkowo płaci się za aparat – 5 MYR. Decydując się na nocleg w dżungli trzeba być na to odpowiednio przygotowanym. Na miejscu nie ma oczywiście żadnych sklepów, ani knajpek. Dlatego zakupy na cały dzień trzeba zrobić w wiosce i później to wszystko nosić, no chyba że ktoś woli upiec sobie na ogniu znalezione wcześniej termity czy mrówki olbrzymy 😉

Zaraz po wejściu udaliśmy się w kierunku wiszących mostów, bo o 11.30 są już zamykane. W naszej podróży mieliśmy już przyjemność kilka razy cieszyć się z tej rozrywki, jednak nigdzie nie było to tak spektakularne jak tutaj. Mosty rozwieszone są naprawdę wysoko, w niektórych miejscach ok. 40 m nad ziemią, a do tego dość mocno się kołyszą. Mięliśmy na nich niezłą frajdę 🙂

Wiszące mosty w dżungli (Conopy Walk)

W tej części dżungli można spokojnie spacerować bez przewodnika – część ogólnodostępna jest dobrze oznaczona i na tyle duża, że można po niej chodzić nawet kilka dni. Niestety zadbano o to do tego stopnia, że ułożono ścieżkę z drewnianego podestu! Kto to widział chodzić w dżungli po drewnianych platformach i schodach :/ Na szczęście w pewnym momencie się to kończy i można cieszyć się prawdziwą dżunglą.  Najbardziej standardowa trasa trekingowa to: ConopyWalk – wejście na szczyt Bukit Teresek, strome zejście w dół z drugiej strony, kąpiel w rzece, po czym trasa do leśnego domku lub powrót do Kuala Tanah. To taka najkrótsza wersja, ale innych możliwości jest całe mnóstwo. Na wejściu do parku dostaje się mapkę z możliwymi trasami trekkingowymi.

Rzeka w dżungli

Rzeka w dżungli

Jako że nasza trasa była jedną z najłatwiejszych, to nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak ciężko. I nie chodzi tutaj o odległości, przewyższenia czy wagę plecaka, ale o temperaturę i wilgotność. Było tak duszno i parno, że jednogłośnie stwierdziliśmy, że jeszcze nigdy tak bardzo się nie spociliśmy podczas zwykłego trekkingu 🙂 Ze współczuciem w oczach mijaliśmy lokalne dziewczyny ubrane w odzież zakrywającą je od stóp do głów!

Dżungla Taman Nagara w całej okazałości

Dżungla Taman Nagara w całej okazałości

Po zejściu ze szczytu, wzięliśmy obowiązkową kąpiel w rzece na ochłodę i późnym popołudniem w końcu dotarliśmy do leśnego domku w którym mieliśmy spać. Spodziewaliśmy się małej drewnianej szopy, a zastaliśmy dużą murowaną piętrówkę, z 4 podwójnymi drewnianymi łóżkami. Miejsce jest oczywiście zupełnie opuszczone, ale lepsze to niż nic.

Nasza leśna rezydencja

Nasza leśna rezydencja

Mieliśmy nadzieję, że ktoś jeszcze oprócz nas będzie tutaj nocował, ale niestety musieliśmy się zmierzyć z dżunglą w wersji nocnej sami. Trochę posprzątaliśmy i rozłożyliśmy nasz namiot na łóżkach (czytaj – drewnianych deskach). Okazało się to dobrym posunięciem, bo w nocy kilka razy obudziły nas buszujące wszędzie szczury. Jeden nawet okazał się na tyle zdesperowany, że na naszych oczach zwinął Magdzie dezynfektor do rąk – pewnie wyczuł w nim trochę alkoholu, a że było to jedyny „alkohol” jaki mieliśmy przy sobie, to długo się nie zastanawiał 🙂 Rano po spakowaniu ruszyliśmy w kierunku wyjścia. Nie planowaliśmy tym razem zostawać w dżungli na dłużej (o wolontariacie w dżungli może przeczytać tutaj), choć smutno było tak szybko się z nią rozstawać. Myślę, że warto zaopatrzyć się w porządny zapas jedzenia i zostać tam na pełne 2-3 dni. W trakcie całodniowej wędrówki przez wyciskającą siódme poty dżunglę, oprócz mrówek olbrzymów, pijawek i patyczaków, udało się nam  zobaczyć ogromne i piękne Dzioborożce, które podczas lotu wydają dźwięk jak szybowiec!

Wewnątrz leśnego domku

Wewnątrz leśnego domku

Sami do końca nie wiemy co to jest, ale dżungla ma w sobie to coś, co sprawia, że za każdym razem gdy tylko mamy taką możliwość, chętnie się w niej zagłębiamy. Czy to przez ogromne drzewa z wijącymi się w przeróżnych kształtach korzeniami, różne dziwne rośliny przez które ciężko się przedzierać, a może tote dochodzące ze wszystkich stron piękne odgłosy ptaków, których za nic nie da się pomiędzy gęstymi gałęziami dostrzec. Czy cała masa przeróżnych małych stworzeń, które w dżungli urastają do olbrzymich rozmiarów. Albo kryjące się w jej głębi dzikie zwierzęta, których raczej wolimy nie spotykać, ale sama myśl, że mogą czaić się gdzieś niedaleko służy za kolejną atrakcję. Jest też coś innego, za czym akurat już tak bardzo nie przepadamy – zapach dżungli. Choć nie czuje się go będąc w środku, to po spędzeniu chociaż jednej nocy, specyficzny zapach bezlitośnie przenika ciuchy i śpiwory, wnika w naszą ludzką skórę. Sami dokładnie nie wiemy czego to jest zapach, ale kto był tam raz, rozpozna go z łatwością. Dlatego powrót do cywilizacji, zaczynamy zawsze porządną kąpielą i praniem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *