Podróżne Opowieści

Treking pod Everest – informacje praktyczne.

Informacje praktyczne o trekkingu do Everest Base Camp, Kala Patthar i doline Gokyo.

O ile wejście na szczyt najwyższej góry świata dostępne jest dla niewielu, tak dojść do jej bazy wypadowej może niemal każdy. Jedną z rzeczy która zdziwiła nas na trasie do EBC najbardziej, to właśnie ilość osób, która wybierała ten trekking, na swoją pierwszą przygodę w górach. I choć Himalaje mogą brzmieć dla co niektórych onieśmielająco, to jak się okazuje – zupełnie niepotrzebnie. Są bardzo przystępne i dobrze dostosowane. Miejsca noclegowe i restauracje rozłożone są gęsto wzdłuż całej trasy. Jedynym problemem może być choroba wysokościowa, ale przy zachowaniu zasad aklimatyzacji, można poradzić sobie i z nią.

Poniżej podajemy praktyczne informacje dotyczące trekingu pod Everest, który zrobiliśmy we wrześniu 2017r. Wszystko zorganizowaliśmy sami, bez pomocy agencji, przewodnika ani portera. Jednak z ciekawości, zapoznaliśmy się z warunkami i cenami ich usług. Wszystkie ceny podajemy w rupiach nepalskich NPR. W momencie gdy tam byliśmy, przelicznik wynosił mniej więcej 1zł = 30 rupii

Pozwolenia

Wejście do Sagarmatha National Park czyli Parku Narodowego na terenie którego znajduje się Everest jest płatne i kosztuje dla obcokrajowców 3390 NPR. Na terenie Parku są punkty kontrolne, w których sprawdzane są zarówno bilety wejściowe jak i książeczki TIMS.

TIMS (Trekkers Information Managment Systems) czyli dodatkowy sposób na wyciągnięcie kasy od turysty. Mała książeczka którą musimy wyrobić idąc w góry. Koszt to 2000 NPR dla turystów indywidualnych i 1000 NPR dla turystów w zorganizowanych grupach. Wymagane jest zdjęcie!

Oba dokumenty czyli Bilet do Parku Narodowego i TIMS możemy wyrobić w Katmandu w siedzibie Nepal Tourism Board w okolicach Ratna Park lub bezpośrednio na trasie trekingu w punktach kontrolnych. Ceny są takie same w obu miejscach.

Dojazd

1) Samolot; Większość osób wybierających się na treking pod Everest przylatuje z Katmandu samolotem do Lukli. Koszt biletu w jedną stronę to 165 USD/os. Niestety ze względu na warunki atmosferyczne bardzo często loty są odwoływane co może stanowić nie lada problem przy planowaniu wyjazdu. Lot trwa ok. 50 min. Więcej informacji o lotach znajdziecie tutaj. Alternatywą przy odwołanym samolocie i nieelastycznym grafiku jest lot helikopterem. Z tego co słyszeliśmy ta przyjemność kosztuje ok. 300 USD/os, pod warunkiem że zbierze się grupa kilku osób.

2) Jeep / Autobus; Są dwie możliwości dostania się w okolice Everestu jeepem/busem:

  • Jiri – jest to miejscowość bliżej Katmandu. To właśnie przez Jiri w 1953 r wędrowała wyprawa Hilarego i Tenzinga – pierwszych zdobywców Everestu. Z Jiri czeka nas ok 5-6 dni wędrówki w okolice Lukli i dalej niecały tydzień pod Everest. Cena za autobus to ok. 500 NPR/os i odjeżdżają z dworca autobusowego przy Ratna Park w godzinach wczesno porannych. Podróż to ok 6-7 h.
  • Phaplu – opcja którą wybraliśmy my. Phaplu znajduje się dalej od Katmandu, więc podróż trwa ok. 10-11 h, za to z Phaplu w okolice Lukli mamy tylko 3 dni wędrówki, czyli o połowę mniej niż z Jiri. Cena za Jeep’a to 1400 NPR/os, a odjazd jest z dworca autobusowego Chabahil. Wyjazd również w godzinach wczesnoporannych czyli ok. 5.30. Do Paphlu jeżdżą też autobusy, cena to 1000 NPR/os, ale nie mamy na ich temat żadnych informacji, oprócz tego że ponoć są bardzo przepełnione. Chcieliśmy wracać autobusem, mieliśmy nawet kupione bilety, jednak po ponad godzinie czekania (o 4.00 rano!) odpuściliśmy sobie ten pomysł, zwróciliśmy bilety i pojechaliśmy jeepem.

Niezależnie który środek transportu się wybierze, bilety najlepiej zakupić samemu, najlepiej z 1-2 dniowym wyprzedzeniem. Hotele oferują bilety w dużo wyższej cenie. Podróż jeepem jest dość niekomfortowa, choć ponoć lepsza od autobusu. Droga z Kathmandu do Phaplu jest w strasznym stanie – najgorsza droga jaką w życiu jechaliśmy. Współczuje każdemu kto się tam wybiera, jednak różnica w cenie między jeepem a samolotem jest tak duża, że jakbyśmy mieli wybrać się na ten treking jeszcze raz, to znów pojechalibyśmy jeepem 🙂

Noclegi

Na trasie jest bardzo dużo guesthous’ow także z wyborem miejsca do spania nie ma problemu. Można zatrzymać się na noc niemal w dowolnym miejscu na szlaku. Jest jednak jedna zasada o której trzeba pamiętać – tam gdzie się śpi, tam też się stołuje. Jeśli więc podróżujecie na ograniczonym budżecie, to przed zameldowaniem się do pokoju, warto sprawdzić ceny w Menu. Wszystkie pokoje na trasie są bardzo podstawowe z łazienką na korytarzu lub na dworze. Pokoje są nieogrzewane, ale w wyższych partiach gór, często w jadalni znajduje się piecyk. Ceny za nocleg zależą oczywiście od naszego wyboru. Te najtańsze można dostać już za 50-300 NPR. Trzy razy zaoferowano nam nawet pokój za darmo, pod warunkiem oczywiście, że będziemy stołować się w danym guesthousie.

Mycie się

Ciepły prysznic to spory wydatek, a im wyżej w górach tym jego koszt większy. Zaczynając od 100 NRS w Phaplu, kończąc na 500 NRS w Gorak Shep. Niestety fakt, że płaci się za niego spore pieniądze w żaden sposób nie przekłada się na jego komfort – przeważnie jest to jakiś obskurny barak na zewnątrz budynku. My z tej wątpliwej przyjemności na czas trekingu zrezygnowaliśmy. Choć 2 razy zgłosiliśmy taką chęć, to po zobaczeniu „kabiny prysznicowej” – odpuściliśmy. Kąpaliśmy się w mijanych rzekach, a każdego dnia przed pójściem spać zadowalaliśmy się umyciem zimną wodą z kranu lub baniaka dostępnego w toalecie.

Prąd

Za korzystanie z prądu również płaci się osobno. W pokojach nie ma gniazdek z prądem. Każdorazowe ładowanie to dodatkowy koszt, chyba już nie muszę pisać, że i im wyżej tym drożej. W niektórych guesthous’ach cena jest za pełne naładowanie baterii – od 200 NRS w górę. W innych płaci się za godzinę – tu również ceny zaczynają się od 200 NRS w górę. Warto mieć więc przy sobie powerbanki lub baterie słoneczne.

Jedzenie

O jedzenie, tak samo jak o nocleg, martwić się nie trzeba. Każdy guest house prowadzi swoją restaurację, a poza tym na szlaku znajdują się też niezależne restaruracje. Jedzenie jest bardzo dobre, choć podstawowe. W każdej restauracji dostępne jest praktycznie dokładnie to samo. Porcje są zawsze bardzo duże i wystarczające. Dla tych z dużym apetytem najlepiej sprawdzi się Dhal Bat, który ma w cenie dokładkę, zarówno ryżu jak i sosu i warzywek. Odpuściliśmy sobie natomiast zupełnie jedzenie mięsa. Za to zupełnie zakochaliśmy się w serze z Naka (żeński odpowiednik Jaka).

Sklepy na trasie

Jest ich sporo. Bez problemu można kupić słodycze, przekąski, papier toaletowy, zupki w proszku, konserwy, słodkie napoje czy wodę. Każdy guesthous oferuje oprócz jedzenia czy spania również skromną ofertę spożywczą i poza wymienionymi rzeczami kupimy tez tam piwo i mocniejszy alkohol. Jednak ceny w górach są kilkakrotnie wyższe niż w Katmandu, a im wyżej tym oczywiście drożej. Najlepsza baza sklepowa jest w Namche Bazar (prawdopodobnie również w Lukli, ale tam nie byliśmy). W Namche są również piekarnie, gdzie za 350 NRS można kupić bardzo duży, świeżo upieczony chleb. Idealna opcja na budżetowe śniadanie 🙂 Jeśli ktoś idzie z Phaplu to w Ringmu można dostać przepyszny ser z Naka (Nak to żeński odpowiednik Jaka), cena to 500-600 NRS/500 gr. Ten ser dostępny jest też do kupienia w wyższych partiach gór, ale tam już kosztuje prawdziwy majątek. Jedna pani chciała mi go sprzedać w cenie 3000 NRS/100gr. (!?)

Woda pitna

Butelkowana woda dostępna jest do kupienia na trasie wszędzie, ale jest to dość spory wydatek – nawet do 250 NRS/ 1l ( dla porówniania w Katmandu to 20 NRS ). Dlatego polecamy zaopatrzyć się w dobry filtr do wody lub zapas tabletek oczyszczających wodę, które można dostać w każdym sklepie outdoorowym w Katmandu (250 NRS/50 tabletek lokalnej, nepalskiej firmy), a najlepiej dla pewności w to i to 🙂 Co jakiś czas w wioskach, przy trasie lub przy domach dostępne są kraniki ze źródlana wodą. W razie potrzeby można tez uzupełnić wodę w strumieniach. No i oczywiście w guesthous’ie w którym zatrzymaliśmy się na noc. My ze względu na problemy żołądkowe Magdy, najczęściej najpierw wrzucaliśmy tabletkę a potem dla pewności filtrowaliśmy wodę za pomocą naszego filtra. Ostrożności nigdy za wiele 😉

Internet

Dla nas rzecz zbędna w górach, bo w końcu po to tu człowiek przychodzi, żeby sobie trochę od tego wszystkiego odpocząć. Ale dla tych co mają na ten temat inne zdanie, mamy dobrą wiadomość – internet dostępny jest wszędzie, nawet w najwyżej położonej wiosce Gorak Shep. Nie jest to jednak tania przyjemność – za 500 NRP kupuje się kartę zdrapkę z loginem i hasłem, którym możemy się podłączyć pod sieć. Nigdy z tego nie korzystaliśmy, więc nie wiemy na jak długo to działa ani jak wygląda z prędkością takiego internetu. Jedynym miejscem na trasie (oprócz Phaplu), gdzie dostępny jest darmowy internet to Namche Bazar. Znaleźliśmy tutaj piekarnio-kawiarnie „Namche Bakery” z darmowym wifi. Mają genialną kawę z ekspresu, przepyszne ciasta, muffinki i chleb. Czyli lepiej tam nie wchodzić 😉 za każdym razem wydaliśmy tam dużo więcej pieniędzy niż chcieliśmy, bo kto jest w stanie się oprzeć bananowemu brownie i espresso/cappucino z lokalnej, nepalskiej kawy? Na pewno nie my 😉 W razie czego, w czasie gdy my tam byliśmy, hasło do internetu to „espresso” 🙂

Szlak

Trasy są dość wyraźne, choć mało jest oznakowań tabliczkowych, strzałkowych czy chociażby map poglądowych. Nie stanowi to jednak problemu, bo szlak jest dość oczywisty. W razie problemu zawsze można się kogoś spytać. Tylko raz, naszego drugiego dnia trekkingu z Phaplu, niemal pomyliliśmy drogę. Niemal, bo pani pracująca na polu, od razu zaczęła gwizdać ile sił w płucach pokazując, że nasza ścieżka to ta druga 😉 Natomiast na drodze z Lukli do EBC jest tyle turystów i porterów, że nie ma najmniejszej szansy na pomylenie szlaku. Nam najbardziej w trasie pomogła aplikacja działająca w trybie offline: maps.me. Pokazane są na niej bardzo dokładnie wszystkie szlaki i dzięki niej na bieżąco wiedzieliśmy, ile kilometrów zostało nam jeszcze do przejścia. Najmniej bezpiecznym i najłatwiejszym do zgubienia się odcinkiem trasy, jest Dragnag – Gokyo. Przechodzi się wtedy przez dolinę lodowcową, która oprócz tego, że nie jest oznaczona to jeszcze znajduje się na niej dużo ścieżek nie wiadomo gdzie prowadzących, więc łatwo się pomylić. Do tego kopczyki z kamieni ustawione są dosłownie wszędzie, więc zamiast pomagać – dezorientują. Najlepszym sposobem jest podążanie za świeżymi śladami na ziemi po butach i kijkach. No chyba, że ktoś jest w środku sezonu, to wtedy turystów z przewodnikami na pewno nie będzie tam brakować. Warto też zakupić zwykła mapę tego terenu – koszt takiej mapy w Katmandu to 200 NRP i drożej.

Przewodnicy i porterzy

My zdecydowanie wolimy podróżowanie solo, jednak opcja z przewodnikiem i porterem jest w tym rejonie bardzo popularna. Naszym zdaniem przewodnik nie jest potrzebny. My, ale i dużo innych osób, dobrze radziła sobie bez niego. W przypadku portera można się zastanowić, bo poniesie za nas dodatkowe kilogramy (max 25kg), przez co treking będzie dużo bardziej przyjemny, a przy tym też na pewno zna trasę. Ceny za przewodnika i portera są mniej więcej podobne, bez względu na to czy załatwiamy ich/go w Katmandu czy na trasie. Nie byliśmy w Lukli (miejscowe lotnisko), ale słyszeliśmy, że na lotnisku łatwo na miejscu wszystko załatwić. Z tego co dowiadywaliśmy się w Katmandu, to ceny wahają się 20 – 25 USD/24h za przewodnika lub portera. Ich usługi kosztują mniej więcej tyle samo. W tej cenie przewodnik/porter sam płaci za swoje wydatki, w sensie jedzenie&nocleg.

Nasza trasa

Dzień marszu Start Meta Km Czas
Katmandu Phaplu Jeep 05.00 – 17.00
1 Phaplu Nunthala 19 8 h
2 Nanthulo Kharte 13 8 h
3 Kharte Chuthawa 19 9 h
4 Chuthawa Phunki Thanga 19 10 h
 5 Phunki Thanga Pheriche 12 8 h
 6 Pheriche Gorak Shep 12 8 h
 7 Gorak Shep Gorak Shep
 8 Gorak Shep Dzonglha 11 4 h
 9 Dzonglha Gokyo 12 9 h
 10 Gokyo Namche Bazar 23 9 h
 11 Namche Bazar 2 km za Surke 22 10 h
 12 2 km za Surke Nunthala 22 9 h
 13 Nunthala Phaplu 18 8
Phaplu Katmandu

Choroba wysokościowa

Szczyt Kala Patthar, który jest najwyższym punktem standardowego trekingu w ten rejon, znajduje się na wysokości 5600m n.p.m. Robienie odpowiedniej aklimatyzacji jest więc konieczne. Każdy kto przylatuje samolotem z Kathmandu do Lukli, robi sobie dzień przerwy w Namche Bazar, żeby przyzwyczaić się do nowej wysokości. Następnie już pod koniec trasy często grupy zatrzymują się na 2 dni w Pheriche. My, jako że do Namche doszliśmy z Phaplu, a więc zwiększaliśmy naszą wysokość stopniowo, odpuściliśmy sobie dzień przerwy w Namche. Warto pamiętać, żeby każdego dnia wejść wyżej, a spać nieco niżej. W czasie trekingu nie używaliśmy żadnych tabletek na chorobę wysokościową, ale to nie był pierwszy raz w życiu kiedy przekraczaliśmy wysokość 5000m n.p.m. więc wiedzieliśmy, że nasze organizmy radzą sobie w miare dobrze. Objawy, które delikatnie nas męczyły w wyższych partiach, czyli Pheriche i Gorak Shep, to ból głowy, przyśpieszony oddech, uczucie zmęczenia i niewielkie problemy ze spaniem. A to dlatego, że ani razu nie zrobiliśmy dnia odpoczynku, a różnice wysokości jakie pokonywaliśmy dziennie były pod koniec spore. Wiedzieliśmy jednak, że damy radę.

Pieniądze 

W Namcze Bazar dostepnych jest kilka kantorów, jednak kurs wymiany jest gorszy niż w Katmandu, więc warto zabrać zapas gotówki. W Namche są też bankomaty (w Nepalu bankomaty pobieraja prowizje 5 USD). W niektórych guesthousach można płacić w USD, ale nie wiem jaki jest przelicznik.

Ceny

Największym wydatkiem podczas samego trekkingu jest jedzenie. O tym, że im wyżej tym drożej już wiecie. Poniżej przedstawiamy zdjęcie menu w Gorak Shep, które jest najwyżej położoną wioską, a więc ceny tam są największe. Wszędzie niżej jest tylko taniej 🙂

Co warto zabrać na trekking

  • Izotonik; Podczas długotrwałego wysiłku, sama woda przestaje wystarczać i wtedy niezbędny staje się izotonik. Nie udało się nam go znaleźć w Kathmandu, więc postanowiliśmy robić go sami: Tang (taki proszek smakowy do rozpuszczania) + sól himalajska + woda = izotonik. Polecamy 🙂
  • Palnik; Posiadanie własnego palnika mocno zmniejsza koszty wyprawy. Wykorzystywaliśmy go do robienia owsianki, herbat i zupek instant. W czasie 2 tygodni zużyliśmy 2 małe butle gazowe. Koszt jednej to ok. 400-500 NPR w Katmandu. Można je również kupić w Namche Bazar, ale cen nie znamy.
  • Słodycze i bakalie; ich cena w górach jest kilkakrotnie wyższa, więc warto je kupić w Kathmandu
  • Owsianka, dżem, masło orzechowe; cena śniadania w guesthouse wynosi niemal tyle samo co cena kolacji, jeśli więc jesteście na ograniczonym budżecie to śniadanie jest posiłkiem który bez problemu można zrobić samemu. Chleb można kupić w górach. W Namche Bazar są piekarnie. Bochenek bardzo dużego, świeżo upieczonego chleba to koszt 350 rupii.

Wypożyczenie sprzętu

W Katmandu wypożyczyliśmy ciepły śpiwór dla największego zmarzlucha naszego teamu, czyli Magdy 🙂 Są 2 opcje: 50 NRP/24h za używany śpiwór, albo 100 NRP/24h za nowy. My wzieliśmy ten używany, bo i tak używamy własnych wkładek do śpiworów. Oprócz tego wypożyczyć można również ciepłe kurtki i pewnie wiele innych rzeczy, ale my nie widzieliśmy takiej potrzeby. Mieliśmy własne primalofty i ciepłe bluzy, które przy wrześniowych temperaturach były w pełni wystarczające. Łukasz kupił sobie w Katmandu puchówkę, ale to po to, żeby mieć ją na zimę w Polsce 🙂 Jeżeli tak jak my, macie w plecakach rzeczy, których nie chcecie zabierać w góry, to można je bez problemu i dodatkowych opłat zostawić w hotelu w Katmandu.

Ogólny koszt

Nasz koszt całego trzynastodniowego trekkingu, łącznie z pozwoleniami, jeepem do Phaplu w tą i z powrotem, noclegami, jedzeniem i drobnymi zakupami spożywczymi w górach to 400 USD/2os. Warto tutaj zauważyć, że mieliśmy ze sobą palnik, a przed wyruszeniem na szlak zrobiliśmy zakupy spożywcze w Kathmandu (za ok. 20 USD), gdzie zaopatrzyliśmy się w słodycze, owsiankę itp. dzięki czemu będąc na trasie śniadania robiliśmy sobie sami, a z lunchu przeważnie rezygnowaliśmy, bo na zamówienie trzeba czekać około godziny, więc szkoda nam było tracić tyle czasu. Za to każdego dnia jedliśmy kolację, okazjonalnie, gdy mieliśmy duży zapas czasu, decydowaliśmy się na lunch, i chyba tylko 2 razy zamówiliśmy śniadanie. Nic więc dziwnego, że udało się nam podczas tego trekingu zgubić kilka zbędnych kilogramów 🙂 Ale jedno trzeba przyznać – jedzenie w górach jest pyszne, a porcje są ogromne.

To tyle z przydatnych informacji. Na relację z trekingu i dużą porcję zdjęć zapraszamy tutaj 🙂 A na obejrzenie filmiku tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *