Podróżne Opowieści

Tybet

Dojazd stopem z Lanzhou do Xiahe okazał się bezproblemowy. Tak jak zawsze miejskim autobusem wyjechaliśmy na wylotówkę z miasta, a później to już z górki. Przez całą drogę nie czekaliśmy na ulicy dłużej niż 5 minut, a do celu dojechaliśmy w sumie 3 samochodami. Z czego nasz ostatni kierowca zaprosił nas wieczorem na przepyszną tybetańską kolację. Mogliśmy spróbować typowej w Tybecie słonej herbaty z dodatkiem masła z mleka jaka, ryż z mięsem jaka i kilka innych potraw, których w Chinach na co dzień się nie spotyka. Ponieważ wioska znajduje się wysoko w górach, gdzie mało co rośnie, lokalne posiłki są dość ubogie w warzywa, co jest zupełnym przeciwieństwem kuchni Chińskiej.  Pomimo tego każde danie było przepyszne. Ich tajemnica tkwi chyba w prostocie i przemyślanym zbilansowaniu składników.

DCIM100MEDIA

Ale nie tylko jedzenie było tu inne. W Xiache łatwo można zapomnieć, że jest się w Chinach. Ludzie, ich stroje, kultura, religia, architektura – wszystko tak odmienne. Ok. 50% dawnego Tybetu leży w granicach Prowincji Tybetu, do której obcokrajowcom ciężko się dostać. Jednak pozostałe rejony tego kraju włączono w chińskie prowincje, dzięki czemu dostępne są dla turystów tak jak każde inne miasto w Chinach.
DSC02118Xiache jest właśnie taką wioską. Położone w dolinie górskiej, na wysokości ok. 2900m n.p.m. urzeka swoim pięknem i odmiennością. W 90% jest zamieszkana przez Tybetańczyków, a Chińczycy występują tu głównie w roli turystów. Tutaj mieści się jeden z ważniejszych klasztorów i świątyń buddyzmu tybetańskiego poza terenem Autonomicznego Rejonu Tybetu. To właśnie klasztor Labrang jest sercem wioski wokół którego wiedzie 3 km ścieżka buddyjskich kołowrotków, która nazywa się kora. Mnisi wraz z  mieszkańcami wioski nieustannie spacerują tym szlakiem, praktykując mantrę i wprawiając przy tym w ruch każdy z kołowrotków.

DSC02123

 

DSC02127

W buddyzmie mantra jest jedną z metod praktyki  prowadzącą do wyzwolenia i oświecenia. Istotą buddyzmu tak najogólniej jest wyzbycie się ciernienia, poprzez pozbycie się jakichkolwiek pragnień. Buddyści dążą do osiągnięcia wyzwolenia ciała od umysłu, do najwyższego punktu wtajemniczenia czyli Nirwany. Stosowanie mantry polega na wielokrotnym jej powtarzaniu, śpiewaniu lub recytowaniu. Ale jest tez inny sposób – w buddyzmie tybetańskim stosuje się młynki modlitewne – kołowrotki w kształcie walca o różnej wielkości, które wprawia się w ruch. Na młynkach zapisane są słowa mantry i wierzy się, ze wprawienie młynka w ruch jest jednoznaczne z jej wymówieniem. Mantry wypisuje się również na chorągiewkach rozwieszanych w różnych miejscach, po to by wiatr roznosił dobro na jak największy obszar.

DSC02310

Niektórzy zagorzali buddyści pokonują trasę kory w bardziej wymagający sposób – co krok padają na ziemię, wykonują określoną sekwencję ruchów i wstają, po czym robią krok do przodu i tak bez końca. Słyszeliśmy opowieści o tego typu praktykach wokół różnych ważnych dla buddystów miejsc jak jeziora czy góry!!

Na nas widok osób robiących to wzdłuż całej 3 kilometrowej ścieżki zrobił już duże wrażenie. Sami następnego dnia wstaliśmy skoro świt, żeby przejść drogę kory. Ku naszemu zdziwieniu cała wioska była już na nogach i przemierzała tą 3 km ścieżkę. Co ciekawe poprzedniego dnia wieczorem mogliśmy zaobserwować dokładnie to samo zjawisko. Wygląda na to, że jest rytuał tak mocno zakorzeniony wśród mieszkańców, że zaczynają i kończą nim dzień.

DSC02200 DSC02106

Korę przemierzają dosłownie wszyscy – panowie w eleganckich ciuchach, kobiety z małymi dziećmi, mnisi czy staruszkowie którzy ledwo chodzą. Naprawdę robi to wrażenie.
Ta mała wioska w górach, o magicznym buddyjskim klimacie, pozwoliła się nam poczuć jak w tym zakazanym Tybecie. Nie tym razem, ale kiedyś na pewno tam też się wybierzemy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *