Podróżne Opowieści

Wielki Mur Chiński

Do Jiayuguan, miasta gdzie znajduje się zachodni koniec Muru Chińskiego, dojechaliśmy stopem ok. godz.15.  Szybko udaliśmy się do centrum, żeby znaleźć jakiś tani nocleg. Wcześniej za dwie osoby płaciliśmy ok. 100 RMB wybierając najtańszą opcję podawaną przez Lonely Planet, a tutaj Magda w małej uliczce przypadkowo znalazła pokój dwuosobowy za 40 RMB. Taką cenę to ja rozumiem:) Od tego czasu bardzo rzadko korzystamy z rad przewodnika, dzięki czemu zawsze udaje się nam znaleźć coś na prawdę taniego. Do przewodnika zaglądamy już tylko gdy chcemy się czegoś dowiedzieć o danym mieście.

DSC01767W Jiayuguan znajdują się 2 ważne zabytki– Fort wybudowany w 1372 roku, który razem z odchodzącym od niego Murem Chińskim chronił niegdyś granic kraju. Jako że wejście do Fortu jest super drogie (120 RMB/os) zadowoliliśmy się spacerem po Murze Chińskim:) Fort znajduje się w mieście, można tam więc dojechać podmiejskim autobusem, ale dalej już nic nie jeździ. Żeby dostać się do Muru nie ma wyjścia – trzeba wziąć taxi. Koszt 50 RMB (podobno da się taniej, ale nam się nie udało). Tym oto sposobem ok. godz. 17.15 nasze wielkopolskie stopy stanęły na Wielkim Murze Chińskim. Marzyliśmy o tym od lat, więc choć ten zachodni odcinek  jest dość wąski i nie aż tak spektakularny jak ten przy Pekinie, to nie miało to dla nas znaczenia. Bardzo fajnie pospacerować się po budowli, która widoczna jest z bardzo wysoka, budowli którą budowano przez ponad 2 tysiące lat, która ma ponad 2400 km długości i jest jednym z  7 cudów Świata. A poza tym było mało turystów a cena wejścia była aż nienaturalnie niska w porównaniu do pozostałych atrakcji tego kraju – 33 RMB za 2 osoby.
DSC01720

DSC01706

Do Jiayuguan przyjechaliśmy tylko zobaczyć Wielki Mur, dlatego następnego ranka ruszyliśmy dalej. Nie zdążyliśmy jeszcze dojść do autostrady, gdy spotkaliśmy naszych nowych współtowarzyszy wyprawy. Gabor i Iza to zabawna i przesympatyczna para – on Słowacki Węgier, który od 6 lat podróżuje po Świecie, a ona Chinka która zna angielski, francuski i wkrótce jedzie do Algierii na 2 lata. Mało tego, kilka dni wcześniej podróżowali z parą z Polski, a dokładniej z Poznania, z Magdą i Pawłem:) Byliśmy tak zajęci rozmową, że pierwszą godzinę na autostradzie przegadaliśmy, zupełnie zapominając że auto samo się nie zatrzyma 😉 Jechaliśmy w tym samym kierunku więc zapowiadało się bardzo fajnie.  Do naszego miasta docelowego dojechaliśmy w dwóch grupach. Gabor i Iza pierwsi wsiedli do auta, my czekaliśmy jeszcze ponad 1,5 h !? (sami nie wierzyliśmy, że w Chinach to jest możliwe – widocznie to była jakaś grubsza jednodniowa akcja pt. nie zabieraj dziś autostopowicza 😉
DSC01813Jednak w końcu się udało i jako że oni zabrali się załadowaną ciężarówką, a my szybką osobówką, to w  Zhanghe pojawiliśmy się niecałe 30 min później od nich. Tutaj po raz pierwszy poznaliśmy wygody podróżowania z Chinką – ona potrafi czytać, pisać i mówić po chińsku!! 😉
To było dla nas niesamowite ułatwienie. Tego dnia znaleźliśmy (na dobra – ona znalazła) bardzo tani hostel i pyszne jedzenie – pierwszy raz mogliśmy sami zdecydować co chcemy zjeść, a nie na ślepo wybrać coś z karty. Dostaliśmy nawet małą lekcję chińskiego, która wielokrotnie bardzo się nam przydała.

Nazajutrz wczesnym rankiem ruszyliśmy w kierunku Parku Geologicznego Danxia . Przeglądając zdjęcia w Internecie, aż trudno uwierzyć że takie miejsce istnieje naprawdę. Tęczowe góry. Zapowiadało się ciekawie. Stopa łapaliśmy w 4 i po niecałych 5 minutach wszyscy razem siedzieliśmy wygodnie w aucie, które jechało prosto do oddalonego o ok. 40 km parku. Wstęp oczywiście jak to w Chinach super drogi, ale dzięki wskazówkom od Pawła i Magdy z Poznania (MPK Poland – gorąco polecamy!), udało się obejść budki strażników;)
7

2

Gdyby nie to, pewnie nie byłoby nas stać żeby tam wejść, a byłaby to duża szkoda, bo miejsce jest po prostu genialne! Spędziliśmy tam cały dzień, nie mogąc nacieszyć się otaczającymi nas niesamowitymi,  kolorowymi górami. Jako że teren parku był bardzo duży, na każdy punkt widokowy można było dojechać darmowym autobusem (na szczęście nikt nie sprawdzał biletów), co było dużym ułatwieniem. Na koniec wizyty w parku trafiliśmy na bardzo wyjątkową chińska turystkę na 10 cm szpileczkach. To jest dopiero fantazja!
3Kolejny dzień to stopowanie w kierunku Lanzhou – największego miasta w prowincji Gansu. Po drodze mieliśmy okazję jechać kilka kilometrów wzdłuż Wielkiego Muru Chińskiego, albo raczej wzdłuż tego co z niego zostało. Prawdą jest, że tylko niektóre fragmenty Muru nadają się na zwiedzanie i pięknie się prezentują. Fragment wzdłuż którego jechaliśmy był w całości zniszczony, momentami więcej było dziur i prześwitów niż muru. Jesteśmy ciekawi jak to wygląda w kontekście całego Muru, czy większa część jest dobrze zachowana czy raczej nie? Może kiedyś uda się wyruszyć trasą wzdłuż Wielkiego Muru Chińskiego ?:)
A do Lanzhou chcieliśmy jechać tylko ze względu na przepływającą tam rzekę –  HuangHo – Żółtą Rzekę.Człowiek uczy się na geografii o różnych dziwno brzmiących miejscach i kiedy ma okazję zobaczyć je na własne oczy, to jest tak po prostu fajnie:)
DSC02067W Lanzhou nocowaliśmy w czwórkę u młodego  Amerykanina, który  pracuje jako nauczyciel angielskiego. Oczywiście nie ma w tym kierunku żadnego wykształcenia, ale jest nativem , dlatego pracuje 3 godziny w tygodniu, pracodawca opłaca mu mieszkanie wraz z rachunkami, a do tego zarabia kilkanaście tysięcy juanów. I to tylko dlatego, ze jego językiem ojczystym jest angielski. Szkoda że na polski nie ma takiego popytu 😉

Kolejnego dnia nasza wspólna podróż z Gaborem i Izą dobiegła końca. Fajnie było kilka dni podróżować wspólnie, świetnie się z nimi bawiliśmy. My jednak nie mogliśmy się już doczekać wyprawy do tybetańskiej wioski, podczas gdy oni zostali jeszcze w Lanzhou.

DSC01981

3 odpowiedzi do artykułu “Wielki Mur Chiński

  1. Paweł

    Fajny wpis! Oby tak dalej 🙂
    Dzięki za polecenie naszego bloga, bardzo miła niespodzianka podczas czytania czyjegoś posta przeczytać o sobie samym, hehe 😀
    Prześlijcie też dalej do Gabora.

    Hej, taxi od fortu do muru to nie jedyna opcja! Można na piechotę, a poza tym można na stopa (halo, to Chiny, wszędzie da się na stopa). My dojechaliśmy do muru i wróciliśmy na stopa, mimo, że nie wzięliśmy ze sobą naszego autostopowego listu po chińsku 😉

    Natomiast smutna prawda jest taka, że Wielkiego Muru Chińskiego nie widać z kosmosu. Chińczycy na pewno chcieliby, żeby tak było, może kiedyś go tak jakoś laserowo podświetlą, że będzie, ale póki co nigdy go z kosmosu widać nie było. To taka sama legenda jak z tym, że z kosmosu widać polskie ciężarówki na granicy z Białorusią. A jeszcze smutniejsza prawda jest taka, że Wielkie Mur Chiński to tak naprawdę tylko kilka wybudowanych od nowa fragmentów, udostępnionych turystom. Zdecydowana większość muru wygląda dokładnie tak, jak widzieliście potem, bardziej go nie ma niż jest. Z tego właśnie też powodu nie jest możliwe podróżowanie wzdłuż muru.

    My natomiast dojechaliśmy do Europy 🙂 Atyrau to takie miasto w Kazachstanie na dwóch kontynentach – pół miasta w Azji, pół miasta w Europie.
    Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w Poznaniu po naszych wspólnych wojażach.

    Paweł

    1. Admin Autor

      Dzieki, troche to przerobilismy:) My niedlugo ruszamy w cieplejsze strony i nie mozemy sie juz doczekac 🙂 a u Was pewnie zimno 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *