Podróżne Opowieści

Wolontariat w dżungli

Na Borneo pojawiliśmy się 20 grudnia wieczorem. Plan był taki, że pierwszą noc zostajemy w Kota Kinabalu, a następnego dnia jedziemy do dżungli. Tutaj w Malezji na 3 największej wyspie na Świecie wymyśliliśmy sobie 2 tygodniowy wolontariat w obozie w środku dżungli. A co!

Po spotkaniu z właścicielem obiektu – Tomem, wiedzieliśmy już gdzie mamy dojechać, z kim się spotkać i gdzie. Dowiedzieliśmy się kilku informacji o samym obozie, ale bez konkretów. Zaczęło się więc dość tajemniczo i właściwie to jadąc tam, nadal nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. W głowie brzmiały nam tylko słowa Toma „większość wolontariuszy nie wytrzymuje i rezygnuje po 2-3 dniach”. Spodziewaliśmy się więc że będzie ciekawie. I było. I to jak!

Nasz ośrodek

Nasz ośrodek

Nasze wyobrażenia vs rzeczywistość okazały się zupełnie inne już od pierwszego momentu. Czemu? Otóż opiekun resortu, po doprowadzeniu nas na miejsce i pokazaniu gdzie co jest, jak co działa itp. jak gdyby nigdy nic oznajmił nam, że wraca do miasta i zostawia nas samych w środku dżungli! Zamiast pomagać w codziennych obowiązkach, to my zostaliśmy tymi, którym nowo przybyli wolontariusze będą pomagać – na 2 tygodnie oficjalnie zostaliśmy „managerami” obiektu 🙂

Do naszych obowiązków należało więc odbieranie gości i wolontariuszy z wioski oddalonej o 40 min pieszo od obozu, nadzorowanie pracy wolontariuszy w ośrodku, naprawianie wszystkiego co się zepsuło – od butelki miodu po most bambusowy, opieka nad gośćmi, przygotowywanie posiłków, sprzątanie, robienie zakupów i Bóg tylko wie co jeszcze. Ale bardzo nam to pasowało! Z zewnętrznym światem łączyła nas jedynie stara Nokia, która jako jedyna w tym miejscu miała minimalny zasięg, na którą dostawaliśmy sms z informacjami o gościach, wolontariuszach i innych ważnych sprawach.

Wigilia w obozie

Wigilia w obozie

Co do samego obozu to jest to miejsce magiczne – 40 min spokojnym spacerem od wioski Poring, znanej na Borneo z naturalnych gorących źródeł i wiszących między koronami drzew mostów linowych. A to wszystko tuż u podnóża góry Kinabalu, 4-ro tysięcznego szczytu wystającego ponad chmury. Nasz obóz składa się z głównego „salonu” – miejsca spotkań, słonecznego tarasu, kuchni, łazienki z prysznicami i toaletami, kilku podwójnych domków dla gości, jednego długiego domu z namiotami w środku i małych prowizorycznych chatek dla wolontariuszy. Wszystko zrobione z bambusa lub lokalnych surowców. Całość dopełniona rwącą rzeką tuż obok i pięknym wodospadem stanowią idealne miejsce, żeby zapomnieć o całym Świecie.

DSC04511 DSC04391

Pierwsza noc w tym miejscu była ogólnie rzecz ujmując ciężka. Niby mamy moskitiere i dość wygodne materace, jednak nie wiadomo, czy jakiś pająk, mrówki, jaszczurki czy wąż nie zachce spróbować polskiej krwi J Dookoła mnóstwo nieznanych dotąd odgłosów – dżungla nie śpi, a wręcz przeciwnie nocą budzi się do życia. W trakcie naszego pobytu tutaj 2 dni byliśmy zupełnie sami w ośrodku, a w pozostałym czasie byli z nami goście lub inni wolontariusze. Już na Wigilię na rozgrzewkę dostaliśmy pierwszych gości – australijską rodzinę 🙂 I tak w wigilię i dwa kolejne świętą trzeba było przygotować dla nich posiłki, zaprowadzać ich do wioski i wybrać się na świąteczny trekking po okolicy 🙂

DSC04396 DSC04421

I tak maszyna ruszyła pełną parą – od naszych pierwszych gości po ostatni dzień pobytu w tym miejscu cały czas ktoś przybywał, ktoś odchodził. Poznaliśmy mnóstwo ciekawych ludzi, którzy zostawali tutaj zazwyczaj na 1,2 noce, żeby zupełnie odizolować się od świata i po prostu odpocząć. Nauczyliśmy się w tym czasie przyrządzać mnóstwo pysznych potraw, zarządzać resortem i ludźmi, a przede wszystkim radzić sobie w dżungli – bez elektryczności, bez ciepłej wody, w chatce bez ścian, w miejscu gdzie zawsze coś może przestać działać i nie ma nikogo kto pomoże to naprawić. Z najbliższym sklepem oddalonym 40min pieszo i 20 min jazdy taksówką. Był to czas kiedy mogliśmy sobie trochę odpocząć od naszej podróżniczej rutyny i zająć się innymi obowiązkami.

DSC04453

DSC04509

Poznaliśmy też Mike’a – szkota który od 3 lat mieszka na Borneo i od tego czasu zajmuje się obozem. Jednak ostatnie miesiące bardziej zajmuje się organizowaniem wypraw dla turystów, a jego specjalnością są wielodniowe/kilku tygodniowe trekkingi w dżungli w celu wypatrywania rzadkich gatunków zwierząt. Mike jest chyba najbardziej ekstremalną postacią jaką poznaliśmy w podróży – kiedyś zgubił się w dżungli na 3 dni (bez jedzenia, wody, maczety i w ogóle czegokolwiek), kilka razy został pogryziony przez różne węże, a pierwszy wąż jakiego złapał to 2,5 m wąż namorzynowy! Pokazywał nam swoje zdjęcia i filmiki z niektórych „przygód” i wiemy jedno – jak zgubić się w dżungli na Borneo to tylko z nim:) I specjalnie na zakończenie naszego pobytu w tym miejscu wytropił dla nas ponad 2 metrowego węża, którego próbował złapać, ale tym razem wąż okazał się sprytniejszy.

DSC04490

Nasz ostatni dzień – Mike stoi z plecakiem

Generalnie śmiało polecamy tego typu wolontariatu w dżungli! Doświadczenie którego na pewno nigdy nie zapomnimy. Bez problemu wytrwaliśmy tam 2 tygodnie i chętnie zostalibyśmy dłużej! W tej chwili jesteśmy już w cywilizowanym świecie ale o naszym pobycie w dżungli jeszcze coś napiszemy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *