Podróżne Opowieści

Wulkan Ijen

Wulkan Ijen nie jest zwykłym wulkanem, na który ludzie wchodzą, żeby podziwiać ładną panoramę czy wschód słońca. Wejście na szczyt i zejście do krateru to jedna z tych rzeczy, którą każdy zapamięta do końca życia.

DSC05131

Na dnie krateru znajduje się bowiem naturalne kwaśne jezioro wulkaniczne, która zabija każde żywe stworzenie jakie się w nim zanurzy. A na jego południowym brzegu wydobywana jest siarka. To w tym miejscu ze ścian wulkanu ulatniają się trujące opary, które pracownicy kopalni wdychają każdego dnia. Do tego każdy z nich jest freelancerem, tak więc im więcej kilogramów siarki wydobędzie, wniesie do góry krateru a potem zniesie na dół wulkanu, tym więcej zarobi. Efekt jest taki, że każdy wypełnia swoje kosze po brzegi, niosąc na raz 80-100 kg! Po 2-3 takich transportach z dna krateru na górę, górnicy przekładają siarkę w worki i zwożą na prowizorycznych wózkach w dół na parking, gdzie jest jej składowisko. Nie wiemy dokładnie ile zarabiają, ale słyszeliśmy o cenie ok. 10 gr/kg za pracę w tak trudnych i niebezpiecznych warunkach! Witaj w Azji…

Jezioro siarkowe

Kwaśne jezioro z kopalnią siarki

Ale kwaśne jezioro i kopalnia siarki to nie wszystko co wulkan Ijen ma w zanadrzu. W dole krateru, można podziwiać także niebieskie ognie, które są efektem ubocznym procesu wydobywania tego surowca. Widoczne jednak tylko o zmroku.

Śmiało można powiedzieć, że Jawa, a może i cała Indonezja to państwo piekarzy. To znaczy, że często trzeba wstawać tutaj jak piekarz w środku nocy 😉 Ale tym razem to już była przesada. Pobudka o 0.30 i przed 1.00 ruszaliśmy w kierunku wulkanu (musieliśmy podjechać kilka kilometrów). Wejście na teren parku to koszt 100 000 IDR/os (30zł). Co ciekawe Indonezyjczycy płacą tylko 5 000 IDR/os! Niezła różnica. Na miejscu w ramach pakietu, dostaliśmy nawet przewodnika. Jednak jako że nasza grupa składała się z kilku raczej mało aktywnych fizycznie osób, nie pozostało nam nic innego jak się od nich odłączyć.  Droga od parkingu na szczyt wulkanu zajmuje 1-1,5 godziny, a zejście w dół krateru ok. 20 minut. Z każdym krokiem w górę, opary siarki są coraz bardziej wyczuwalne. Najgorzej jednak jest oczywiście na samym dnie krateru, gdzie aż ciężko się oddycha. Na szczycie wulkanu czeka już cała zgraja lokalsów, która wypożycza maski gazowe w cenie 50 000 IDR/szt (15zł), zapewniając każdego turystę, że nabawi się poważnej choroby, jeśli zejdzie do jeziora siarkowego bez takiej maski. My jednak stwierdziliśmy, że gdyby to była prawda, to bilet wstępu obejmowałby w sobie koszt wynajęcia maski i nikt bez niej nie zostałby wpuszczony na teren parku. A już na pewno nosili by je ludzie, którzy na co dzień pracują przy wydobywaniu siarki. Tak jednak nie było. Zeszliśmy więc z naszymi Buffami, zakrywającymi nam nos i usta, które co chwilę polewaliśmy wodą. Wystarczyło. Co ciekawe grupa Brytyjczyków, która wypożyczył te maski, powiedziała nam później, że ciężko się w nich oddychało i koniec końców szli z nimi w ręku! Prawda jest taka, że opary siarki są trujące dla naszego organizmu, ale jednorazowe ich wdychanie przez zdrowego człowieka, nie zrobi mu krzywdy. Inaczej sprawa wygląda z ludźmi którzy tam pracują i wdychają to codziennie. Ich średnia życia wynosi ponoć 30 lat. Pomimo to, 90% robotników była bez masek.

Trujące opary siarki

Trujące opary siarki

Niestety przed naszym przyjazdem mocno tutaj padało, w związku z czym niebieskie ognie nie były widoczne 🙁 Cała nasza wyprawa w środku nocy straciła więc sens, ale co zrobić, w Indonezji szczęście zdecydowanie nam nie dopisywało. Mimo wszystko i tak się nam podobało, a widok ludzi, którzy pracują tak ciężko, za tak małe pieniądze, przepłacając to dodatkowo swoim zdrowiem sprawił, że obiecaliśmy sobie nigdy nie narzekać na jakąkolwiek pracę, jaką w przyszłości będziemy wykonywać. A już zupełnie nie mogliśmy zrozumieć, jak to możliwe że każdy z mijanych lokalsów, witał nas uśmiechem!

IMG_3514

Jeden z pracowników kopalni, niesie kosze wypełnione siarką (80-100kg)

Po wizycie w dole krateru udaliśmy się z powrotem na górę i jeszcze wyżej na punkt widokowy. Tego dnia byliśmy jedynymi, którzy się na to zdecydowali. Dotarliśmy tam jeszcze o zmroku, dzięki czemu mogliśmy obserwować nadchodzący dzień. O wschodzie słońca nie było jednak mowy – Słońce zasłonięte jest przez inny większy, wygasły wulkan.

Ostatnie chwile zmroku nad jeziorem siarkowym

Ostatnie chwile zmroku nad jeziorem siarkowym

Wulkan Ijen już zawsze pozostanie w naszej pamięci jako jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, które widzieliśmy. Opary siarki czuliśmy przy każdym oddechu do końca dnia, a wszystkie ciuchy, które mieliśmy na sobie, wymagały gruntownego prania. Jako, że z parkingu spod wulkanu, zawiezieni zostaliśmy od razu na prom na Bali, przez cały dzień nie mieliśmy okazji się wykąpać. Gdy siedzieliśmy na Promie, jakiś lokals siedzący obok zapytał się czy byliśmy dzisiaj na Ijen. Zdziwieni odpowiedzieliśmy twierdząco, z pytaniem skąd wie – odpowiedź była oczywista – pokazał na swój nos 😉

Tutaj kończy się nasza przygoda na Indonezyjskiej Jawie. Do zobaczenia na Bali 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *