Podróżne Opowieści

Yangshuo i okolice

Region miasta Guilin opisywany jest w przewodniku jako najładniejsze miejsce w Chinach, widok z tego rejonu umieszczono nawet na banknocie 20 RMB. Chiński rząd posunął się jednak jeszcze dalej, wmawiając Chińczykom od dekad, że jest to najpiękniejsze miejsce na Świecie! I co ciekawe, Chińczycy faktycznie w to wierzą, o czym mogliśmy nie raz się przekonać. Niestety w dniu w którym chcieliśmy zobaczyć miasto, lało jak z cebra. Zaczął padać ok. 22 dzień wcześniej i tak przez niemal 24h. Na szczęście tego dnia byliśmy już u Zacha, Amerykanina który uczy angielskiego w Guilin. Porządnie się więc wyspaliśmy, graliśmy wspólnie w karty i inne śmieszne gry. Miasta zbytnio nie zwiedziliśmy ale mimo wszystko nasz pobyt wspominamy jako bardzo przyjemny. Na szczęście najpiękniejsze nie jest miasto lecz wioski które je otaczają. Najpopularniejszą z nich jest Yangshuo i to ją wybraliśmy jako bazę wypadową. Zatrzymaliśmy się w hotelu No Kidd Inn (65RMB/pokój) który był najtańszą opcją jaką znaleźliśmy a przy tym jednym z najprzyjemniejszych hoteli w Chinach. Ponieważ jednak najpiękniejsze krajobrazy znajdują się wzdłuż rzeki , nie pozostało nam nic innego jak wynająć rowery (10-15RMB/dzień) co było świetną decyzją.  Bardzo popularne jest także wynajmowanie skuterów, wtedy można zobaczyć zdecydowanie więcej podczas gdy cena jest również bardzo przystępna (tylko 60RMB/skuter). Nam jednak marzyła się porządna dawka sportu, dlatego bez wahania wybraliśmy rowery 🙂

DSC03315
IMG_2050pChoć to rzeka Li słynie ze swoich zapierających dech w piersiach widokach, to akurat przy Yangshuo dużo lepiej prezentuje się jej siostra Yulong. Wąska ścieżka przebiegająca wzdłuż rzeki na której co chwila przepływają bambusowe tratwy, a dookoła niesamowite zielone góry. O to nam chodziło 🙂 Pogoda tym razem nie zawiodła, a my mogliśmy się w końcu nacieszyć niesamowitymi widokami do woli. Po kilku godzinach pedałowania wzdłuż rzeki Yulongostanowiliśmy przejechać do rzeki Li. Odległość jaką mieliśmy do pokonania była dość spora, jednak zdecydowanie się nam nie nudziło. Jechaliśmy wzdłuż pól uprawnych nieznanych nam wcześniej owoców – coś podobnego w smaku i wyglądzie do mandarynek, jednak znacznie mniejsze i co ciekawe zjada się w całości wraz ze skórką. Drzewka była prawie wszędzie i nie omieszkaliśmy najeść się do woli. Owoce były pyszne, słodkie i bardzo orzeźwiające. Połączenie mandarynek z limonkami! Pierwszy raz w naszej podróży mogliśmy również zerwać pomelo z drzewa.

IMG_2064

Droga między plantacjami, wzgórzami i rzekami minęła nam więc owocowo 🙂  Gdy więc po dojechaniu do rzeki Li okazało się, że na tym przebiegu nie prezentuje się tak ciekawie jak rzeka Yulong, bez chwili zastanowienia wróciliśmy na wcześniejszą drogę. Tego dnia zrobiliśmy ponad 50km, które zdecydowanie zaspokoiło naszą potrzebę sportu 🙂

DSC03373

Warto też wspomnieć o samym Yangshuo, bo to jeden wielki resort pełen turystów. Zarówno lokalnych jak i zagranicznych. Główne uliczki wypełnione barami i klubami,  za dnia przyjemne, w sobotnią noc zamieniają się w piekło. Nie da się wręcz nimi przejść. Nasze krupowki w sezonie to nic przy tym co się tam działo. Choć zdecydowanie nie lubimy takich miejsc, jednak warto tutaj przyjechać dla tych niesamowitych widoków.

Następny dzień to wyprawa stopem do Hong Kongu. Ponad 600km przed nami. Zaczęło się bardzo dobrze, bo w mieście zatrzymaliśmy samochód który gdy dowiedział się że chcemy się dostać na autostradę, bez wahania zawrócił (okazało się że wybraliśmy złą drogę) i zawiózł nas wprost pod bramki, pomimo że jechał zupełnie gdzie indziej. Jeżeli dzień zaczyna się w ten sposób, to od razu wiadomo że będzie dobrze. I było 🙂 Gdy wsiedliśmy tego dnia do trzeciego samochodu okazało się, że jadą do miasta nad oceanem, tuż przy granicy z Makao, tylko godzinę drogi od Hongkongu! Idealnie:) Standardowo pyszny obiad w trasie i przed godz.17.00 byliśmy już na miejscu. Zatrzymaliśmy się jeszcze u ich znajomych w salonie motorów BMW i Harley Dawidson, gdzie z całym personelem strzeliliśmy sobie po … herbatce.

IMG_2099

Trochę śmiesznie to wyglądało, chińczycy w skórzanych spodniach i kurtkach w otoczeniu potężnych maszyn, pijący herbatę J No ale jaki kraj taki obyczaj. Gdy herbatka się skończyła, przyszedł czas na szukanie noclegu i tutaj kolejna niespodzianka. Nasz kierowca wykupił nam nocleg w 4 gwiazdkowym hotelu, a do tego zaprosił na pyszna kolację z owoców morza za bagatela 350zł. Podobnie jak w przypadku kolacji z królika o której pisaliśmy w jednym z wcześniejszych postów, tutaj również wybierało się żywe rybki, kraby itp. pływające sobie jak gdyby nigdy nic w akwariach. Do tego wszystkiego mieliśmy wynajętą prywatną salę obiadową i własnych kelnerów. Nie mogliśmy sobie wymyśleć lepszego zakończenia naszego pobytu w Chinach.

IMG_2109

W tym kraju spędziliśmy w sumie 46 niesamowitych dni. Przejechaliśmy ponad 7000km stopem, który funkcjonuje tutaj jak w bajce. Był to czas pełen niespodzianek i ciekawych przygód, które będziemy wspominać do końca życia. Poznaliśmy mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy obdarzyli nas gościnnością jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. A co najważniejsze, byliśmy w miejscach o których marzyliśmy od lat.

No ale czas ruszać dalej, dlatego następne dwa dni spędzimy w Hongkongu, skąd czeka na nas samolot na Filipiny!! Życie może być piękne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *