Podróżne Opowieści

Za co kochamy Malezję

Do tego kraju zawitaliśmy w naszej podróży już po raz drugi i o ile za pierwszym razem bardzo się nam podobało, to za drugim jeszcze bardziej 🙂

Część Malezji znajduje się na wyspie Borneo, na której byliśmy wcześniej, ale reszta kraju leży na półwyspie pomiędzy Singapurem a Tajlandią. Musimy przyznać, że ten kraj ma w sobie „to coś” co sprawia, że choć jesteśmy tysiące kilometrów od domu, to czujemy się tu jak u siebie.

Autostopem przez Malezję

Autostopem przez Malezję

Przyjaźni i zawsze chętni do pomocy mieszkańcy, którzy do tego mówią płynnie po angielsku, dobrej jakości drogi i autostrady, po których śmigamy bez problemu autostopem, przepyszne i tanie uliczne jedzenie, a do tego ogromna dżungla, dzikie zwierzęta, piękne plaże jak z pocztówki, słońce, a co najważniejsze – spokój, bo to wszystko nie jest zepsute jeszcze przez masową turystykę. Państwo samo w sobie jest dobrze zorganizowane, rzadko spotyka się tutaj z uliczną biedą, jest więc też bardzo bezpiecznie.

Plantacja herbaty w Cameron Highlands

Plantacja herbaty w Cameron Highlands

Malezja zamieszkana jest w 60% przez Malajów, 25% Chińczyków i 7% Hindusów. Dzięki czemu mieliśmy możliwość poznać te 3 różne narodowości. Bo choć wszyscy mają obywatelstwo Malajskie i z dziada pradziada mieszkają w tym właśnie kraju, to w swoich domach i życiu codziennym podtrzymują tradycję przodków.

Podczas jednego z pierwszych dni na półwyspie mieliśmy szczęście spotkać Aarona, który zgarnął nas z autostrady i zabrał na rodzinny obiad z okazji Chińskiego Nowego Roku. 8 lutego rozpoczął się bowiem Rok Małpy. Jest to bardzo ważny czas dla wszystkich chińczyków, trochę jak nasze Boże Narodzenie (choć w ich przypadku nie ma to nic wspólnego z religią), gdzie wszyscy mają kilka dni wolnego, żeby odpocząć i spotkać się z całą rodziną.

Rodzinny obiadek

Na rodzinny obiad załapaliśmy się więc i my i to wśród ludzi, którzy nigdy wcześniej nie spotkali obcokrajowców, więc koniecznie zrobili sobie z nami zdjęcie, które planują powiesić w salonie 😉
Aaron porozumiewał się idealnym angielskim, czego nie można powiedzieć o chińczykach spotkanych w Chinach, dzięki czemu mógł odpowiedzieć na wszystkie nasze pytania dotyczące kraju jego przodków (bo wiedział o nim dosłownie wszystko!). Przez pół dnia jakie z nim spędziliśmy, dowiedzieliśmy się więcej o chińskiej kulturze i historii niż przez 2 miesiące pobytu w Państwie Środka. Aaron zabrał nas też do świątyni, gdzie leżą prochy jego ojca. Tam po raz pierwszy spotkaliśmy się z ciekawą formą „rozmowy” ze zmarłymi, która odbywa się za pomocą czerwonych klocków. Po zadaniu pytania, gdzie odpowiedź może być Tak lub Nie, rzuca się 2 klocki na ziemie. Z tego w jakiej pozycji upadną, możemy odczytań odpowiedź 🙂 Jako że zgodnie przeplatają się ze sobą te 3 kultury, to czasami można zobaczyć muzułmański meczet, zaraz obok chińskiej lub hinduskiej świątyni.

Autostop w Malezji funkcjonuje naprawdę dobrze i można w ten sposób dojechać dosłownie wszędzie.Ludzie mieszkający w Malezji są uprzejmi do tego stopnia, że zdarzyło się nam IMG_4551kilka razy, że kierowca zawiózł nas tam gdzie chcieliśmy dojechać choć wcale tam nie jechał. Zawsze używali jednego argumentu – mam czas, więc czemu miałbym wam nie pomóc. Bez problemu łapiemy stopy na autostradzie, często też zostajemy zaproszeni na wspólny posiłek. Raz na stopa zatrzymaliśmy nawet autobus, który wziął nas za darmo. Ten kraj ma też jedną przewagę nad swoim sąsiadem Tajlandią – nie jest nawet w połowie tak turystyczny. Przez 2 miesiące podróży wzdłuż i wszerz Malezji, tylko raz znaleźliśmy się w obładowanym turystami miejscu, co było jak wyjątek, który potwierdza regułę 😉 Na szczęście było to na sam koniec naszego pobytu.

Choć hotele są tutaj stosunkowo tanie (30-60zł/pokój) to jednak droższe niż w pobliskich krajach, dlatego kilka razy nocowaliśmy na plaży pod namiotem.

Noc na plaży na Borneo, Malezja

Pomimo że często można znaleźć znaki zakazu, to jeżeli  rozbije się namiot wieczorem, a złoży go rano, policja nie robi żadnych problemów. Zawsze warto też spytać się właścicieli resortu, albo prywatnych domów czy można rozłożyć się u nich w cieniu na trawce, czasami nie mają nic przeciwko 🙂 Niestety namiot w takich temperaturach nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem, bo w środku jest okrutnie gorąco. Z tego powodu częściej korzystamy z tanich hoteli. Posiadanie namiotu daje nam jednak poczucie bezpieczeństwa, bo wiemy, że niezależnie gdzie się znajdziemy pod koniec dnia, to zawsze sobie poradzimy.
Pewnej nocy na plaży pod namiotem spotkała nas jednak niespodzianka… ok. 1 w nocy zaczęła się burza. Na morzu szalały błyskawice, a ich odgłosy stawały się coraz wyraźniejsze. Z każdą kolejną minutą wiatr przybierał na sile, a gdy w pobliżu usłyszeliśmy odgłos łamiącej się gałęzi, nie czekaliśmy ani chwili dłużej i pobiegliśmy w kierunku pobliskiej wiaty parkingowej. Gdy po chwili wróciłem do namiotu po nasze rzeczy, okazało się, że został zdmuchnięty przez wichurę, na szczęście pozostawione w środku plecaki nie pozwoliły na wywianie go w sina dal. Ewakuowaliśmy cały nasz sprzęt i czekaliśmy. Wiatr zaczął szaleć coraz bardziej, do tego zaczęło padać. Czekaliśmy tak przez niemal 2 godziny, po czym w końcu wszystko się uspokoiło i znów mogliśmy rozłożyć namiot. Od czasu tej przygody, zawsze przed rozbiciem namiotu, sprawdzamy czy gdzieś w pobliżu znajduje się ewentualne schronienie w przypadku potrzeby nocnej ewakuacji 🙂

Long beach

To coś, co ma w sobie Malezja to też piękno natury. O Malezyjskich plażach stworzyliśmy osobny post (tutaj), tak samo zresztą o dżungli (tutaj). A Malezyjskie Borneo to już w ogóle inna działka. Ale jest coś jeszcze co absolutnie w tym kraju kochamy – jedzenie!! Przez 2 miesiące ani razu nie zdarzyło się nam trafić na coś co nam nie smakowało. Kopi Susu (mocną czarną kawę z odrobiną mleczka kondensowanego) pijemy litrami, bo nie jesteśmy się jej w stanie oprzeć. Każdy posiłek to odkrycie nowego, najlepszego na świecie dania. A jako, że najczęściej jemy na ulicznych stoiskach lub w małych knajpkach dla lokalsów, za te pyszności płacimy grosze.

Fajne jest też to, że można na śniadanie iść do knajpki hinduskiej, na obiad do Malezyjskiej, a na kolację do Chińskiej 🙂 I to wszystko będzie lokalnym jedzeniem. Jedynym minusem jest drogi alkohol – ok. 7zł za małą puszkę piwa. Na szczęście lokalsi zawsze znają jakieś miejsce, gdzie można kupić je „spod lady” z nielegalnego przemytu, dzięki czemu cena jest mniej bolesna 🙂 Więcej o jedzeniu możecie przeczytać w naszym osobnym wpisie (tutaj).

Co jeszcze się nam bardzo podoba w Malezji, to że w większości przypadków można tutaj ufać ludziom. W przeciwieństwie do innych Azjatyckich krajów, nikt nie próbował nas tu oszukiwać i naciągać na kasę. A to bardzo ułatwia podróżowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *